W rozmowie z portalem Onet.pl Rafał Ziemkiewicz odnosi się także do swojej ostatniej powieści „Zgred”, w której nie maskował zbytnio postaci, których – delikatnie mówiąc – nie darzy sympatią. W książce była postać dziennikarza Liza, Urbańskiego. I Ziemkiewicz nie robił tego z obawy przed procesami. - Czasem je wygrywam, czasem przegrywam - "odmienna wojny kolejka". Co to za dziennikarz, który nie ma procesów. To jak rycerz bez blizn – mówi publicysta. I zapewnia, że postać Rafalskiego nie jest odzwierciedleniem jego sylwetki: „Bohater jest kreacją bardzo wykorzystującą moje życie, bo pisarz lepi z tego, co ma pod ręką, a pod ręką ma siebie samego. Ale nie jest mną”.
Publicysta odnosi się także do swojej najnowszej publikacji „Myśli nowoczesnego endeka”. - Moja książka nie jest poświęcona odkłamywanie czarnej legendy endecji, bo to jest zajęcia dla historyków. Książka jest poświęcona sprawom współczesnym, a tytuł wziął się stąd, że czerpię inspirację z metody myślenia Dmowskiego, do poznania której wszystkich zachęcam” - mówi Ziemkiewicz. I dodaje: „Ten tak bardzo opluwany dziś Dmowski krzewił to, czego polskiemu dyskursowi publicznemu jest do dziś strasznie brak. Pisał bardzo rzeczowo, na pograniczu cynizmu, o zbiorowych interesach. Współcześnie jesteśmy wciąż szarpani emocjami i zmuszeni do tego, że mamy nienawidzić Kaczyńskiego, bo on jest strasznie obciachowy i wstrętny, albo że mamy nienawidzić Tuska nie dlatego, że jest gangsterem, który nas wszystkich okrada i najgorszym premierem w historii Polski, tylko dlatego, że ma krew na rękach. Te emocjonalne argumenty i szarpanie się za jelita jest nieznośne”. Jego zdaniem, tylko rzeczowa dyskusja o wspólnyc interesach całego narodu może nas wyrwać z „wojny między „Kaczorem” a Donaldem”.
Ziemkiewicz odpowiada także na pytanie o wojnę z „Wyborczą”, a raczej „pomagdalenkowym establishmentem”. „Kasta mandaryńska, która się zblatowała się u okragłego stołu i traktuje nas jak dojną trzodę, z której się wyciska podatki i z tymi podatkami się bogaci. Musi więc ludzi utrzymywać w posłuchu i pewnym otumanieniu, podsuwać im wrogów i szarpać ich emocjami. "Gazeta Wyborcza" konsekwentnie się tym w ich interesie zajmowała. Właśnie dlatego jej czar w oczach Polaków w końcu pryska”- uważa publicysta.
Autor takich bestsellerów, jak „Michnikowszczyzna” czy „Polactwo” jest przekonany, że „serce tej władzy nie bije w Agorze, ale w ITI”. „Wmawianie komuś obsesji to bardzo prymitywna metoda propagandowego dyskredytowania przeciwnika. Dziś robi się to między innymi poprzez wynajmowane agencje internetowe, bo ludzie przyzwyczaili się już traktować ostrożnie przekaz reklamowy, natomiast do wpisów w sieci podchodzą z wielką naiwnością. A w coraz większej części produkuje je "zombie", ludzie klepiący w klawiatury za pieniądze pod dyktando psychologa czy innego specjalisty, który im przygotowuje i rozpisuje na wątki reklamowy przekaz. Również siły polityczne wydaję dużo naszych pieniędzy na zatrudnianie takich agencji” - mówi Ziemkiewicz.
Na pytanie, czy czuje się w środowisku literackim persona non grata, publicysta odpowiada: „Szczerze mówiąc ze wsi jest i na salony mnie nie ciągnie. Organicznie nie jestem w stanie pojąć tego pędu do bycia na salony który sprawia, że taki na przykła Roman Giertych potrafił iść do "Gazety Wyborczej" i odbywać tam upokarzające ekspiacje, przekonywać, że ja wcale nie jest taki zły jak myślicie, też nie lubię Kaczora, więc jestem fajny, przytulcie mnie do serca. Wiem, że dla wielu ludzi jest to szalenie ważne, żebym im Adam Michnik, Kutz czy Wajda podał rękę i żeby ich pochwalono w "Gazecie Wyborczej". Ale dlaczego? Rozumiem jeszcze, gdy ktoż się normalnie podlizuje dla kariery, bo wiadomo, że pewnych środowiskach poklepanie po plecach przez takich ludzi zastępuje talent i dorobek. Ale przypadki takie jak Janusz Głowacki, w końcu facet który miał wielki sukces w Ameryce, a widać że drży, żeby na salonach przypadkiem nie oceniono że jest "nie comme il faut" , to dla mnie przypadek nie do pojęcia. Ja jestem dumnym chamem i zawsze uważałem, że jeśli się komuś nie podobam i ktoś nie chce mi podawać ręki, to jego strata, a nie moja”.
eMBe/Onet.pl

