"Pan premier ćwierka, że w środę zrobi korektę w rządzie. Szczujni dziennikarze z wiodących mediów przez tydzień zawracają nam głowę dywagacjami, że na pewno chodzi o szurnięcie Gowina. W środę pan premier ogłasza jakieś duperelne zmiany, wyjaśnia ze zdziwieniem, że niczego nie zapowiadał, i kryguje się, że on się przecież nie zna na mechanizmach rządzących mediami" - opisuje Ziemkiewicz w "Do Reczy"

Publicysta zastanawia się, czy to rozwlekanie w czasie to „postępowanie kota, który bawi się złowioną w pułapkę myszą wiedząc, że i tak mu ona nie ucieknie − czy przechwałki impotenta, który zapowiada, co to nie zrobi, ale i tak wiadomo, że nie zrobi nic, bo nie może”.

„Możliwe, że sam Tusk jeszcze tego nie wie. Kombinuje sobie zapewne, że może przyciskany Gowin pęknie, i wtedy będzie git, a w razie gdyby nie pękł i odszedł z klubu z jakąś grupą, to dogada się dobierze do rządu Millera i też będzie git” – prognozuje Ziemkiewicz.

Jego zdaniem, premier waha się z kilku względów. „Po pierwsze, przed zaatakowaniem Gowina wprost wzdraga się cała jego natura. To kwestia instynktu − jak u psa, który nigdy nie rzuci się na ciebie, gdy mu patrzysz prosto w ślepia” – ocenia publicysta.

„Gowin przeciwstawił się Tuskowi otwarcie, z sejmowej mównicy kwestionując jego słowa, co oczywiście dla gangsterskiej duszy premiera pozostaje piekącym policzkiem. Ale od otwartego wyzwania groźniejsze jest dla Tuska ciche, skryte rycie pod nim dołków przez Schetynę. Gowin raczej nie zagraża Tuskowi jako potencjalny przywódca całej PO. Schetyna tak” – zauważa Ziemkiewicz.

„Wszystko to sprawia, że Tusk chciałby Gowina „puknąć”, ale się boi. Więc ogranicza się do ciągłego dyskredytowania go, ciągłego sugerowania, że facet jest na wylocie” – ocenia publicysta.

Całość „Subotnika” Ziemkiewicza na stronach tygodnika "Do Rzeczy" TUTAJ.

eMBe