Marta Brzezińska: Panie redaktorze, czy nie jest straszną hipokryzją fakt, że Palikot – ikona mowy nienawiści – afiszuje się z tym, że zaczyna walczyć przeciw tej mowie nienawiści? Wczoraj wykorzystał rocznicę śmierci prezydenta Gabriela Narutowicza (który pewnie, gdyby żył, nie chciałby mieć z nim zbyt wiele wspólnego) „7 zasad przeciwko mowie nienawiści”...

 

Rafał A. Ziemkiewicz: To przekracza wszelkie granice absurdu, bezczelności, hipokryzji i cynizmu. Aż trudno to poważnie komentować. Z pewnością śp. Gabriel Narutowicz nie chciałby mieć absolutnie nic wspólnego z tą mentownią, która się pod Zachętą skrzyknęła. O Palikocie szkoda gadać, bo wszyscy wiedzą. Ale chyba już niektórzy zapomnieli, że to nie kto inny, tylko właśnie Leszek Miller jako premier był pionierem bardzo agresywnego i cynicznego używania symbolicznej przemocy do osiągania bieżących celów w polityce. Przecież przez pierwszy rok swojego premierowania zajmował się głównie jeżdżeniem po, bardzo wtedy niepopularnym, Jerzym Buzku i brutalnym obciążaniu go winą za absolutnie wszystko. Wcześniej Miller wyliczał Buzkowi na przykład bezdomnych, którzy zamarzli w czasie zimy i inne tego typu absurdy.

 

Dwóch pionierów mowy nienawiści nagle urządza wiec, który bynajmniej nie służy upamiętnieniu śp. Gabriela Narutowicza, tylko wykorzystaniu tej legendy, jakoby Narutowicz padł ofiarą nagonki propagandowej urządzonej przez endecję do poprawienia notowań politycznych zdychających ugrupowań.

 

W gruncie rzeczy, wbrew potocznemu stereotypowi, Eligiusz Niewiadomski zrobiłby to, co miał zrobić nawet wtedy, gdyby Gabriel Narutowicz był równie przez ówczesne media i scenę polityczną uwielbiany, jak dziś Bronisław Komorowski. Po prostu był to człowiek ewidentnie zaburzony psychicznie, który już wcześniej sobie postanowił, że dokona takiego wielkiego czynu, celem obudzenia Polaków, i zamorduje prezydenta, a potem poniesie za to karę, bo tak w swoim obłąkanym umyśle wykombinował. W gruncie rzeczy, obciążanie tych, którzy jak Stanisław Stroński, bardzo brutalnie atakowali wtedy propagandowo Narutowicza czy tych, którzy przeciwko niemu wyprowadzili ludzi na ulice, winą za śmierć prezydenta, jest tak samo bez sensu, jak obciążanie winą za masakrę w Newtown, ludzi którzy bezlitośnie atakowali amerykański system edukacyjny na łamach gazet. Tak naprawdę, jedno z drugim nie miało nic wspólnego. Ale legenda, która stworzona została na, skądindąd znakomitym, bardzo emocjonalnym wierszu Juliana Tuwima, dziś jest legendą bardzo wygodną. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas, bo myślę, że używanie jej właśnie przez takie kreatury, jak Palikot dość szybko całą tę mitologię skompromitują.

 

Not. Marta Brzezińska