Zdaniem publicysty imprezy masowe dostarczyły dodatkowych argumentów na rzecz jego tezy, iż tuskowa III RP jest w sferze dyskursu publicznego "totalnie spierniczała". "Tak jak w każdej innej dziedzinie, tak i w show-biznesie zatrzymała się na czasach Krzysztofa Krawczyka i Maryli Rodowicz, i wyjść z nich nie może, jakby młode pokolenie w ogóle tu nie istniało, nie miało żadnego własnego głosu, zajmowało się tylko imitowaniem i konsumowaniem tego, co im stare, wypasione jeszcze w poprzednim ustroju repy serwują" - pisze Ziemkiewicz.

 

Felietonista portalu Interia.pl stawia również pytanie: czy tego nowego pokolenia już tu po prostu fizycznie nie ma, bo jego aktywniejsza część się rozjechała po świecie za pracą i mieszkaniem, a reszta za słaba jest, by się z czymkolwiek wychylić i cokolwiek swojego stworzyć - czy też gdzieś z dala od dyskursu oficjalnego dopiero zbiera ono w ukryciu energię, która tę oficjalność za jakiś czasy wysadzi w powietrze?

 

"Serce każe mi obstawiać to drugie. Ogólne przekonanie jest takie, że jak ludzie chcą się bawić, to znaczy, że jest im dobrze - i na tym stereotypie ufundowana jest cała rządowa propaganda. Polacy chodzą na mecze, Polacy się bawią, Polacy oglądają coraz bardziej głupawe (choć od dawna wydaje się, że głupiej już nie można) tańce z gwiazdami, śpiewy z gwiazdami i inne talent-szoły, a więc są zadowoleni, dobrze im jest. A więc władza jest OK., elity są OK., i w ogóle III RP jest największym historycznym sukcesem" - opowiada Ziemkiewicz.

 

Autor "Polactwa" przypomina, że ludzie garną się do zabawy, ponieważ mają poczucie bezpieczeństwa. Zauważa jednak, że jeszcze bardziej garną się do niej, kiedy ich poczucie bezpieczeństwa zaczyna się kruszyć.

 

"W sylwka tradycyjnie siedziałem na swej wsi zacisznej, wsi wesołej, słuchając, jak za oknami biedota zapamiętale wystrzeliwuje swe nędzne zasiłki w powietrze kanonadą fajerwerków. Dzieci śledziły przez okna, jak "czarodziejskie kaczki" (tak sobie bajkowo córeczki nazwały pijaków, od charakterystycznego chodu) obtłukują sobie do krwi ryje na stanowiącym centrum życia towarzyskiego miejscowości przystanku autobusowym" - relacjonuje Ziemkiewicz.

 

"My oglądaliśmy z żoną telewizję i nagle przypomniały mi się Wspomnienia Polskie Gombrowicza. Ten fragment, jak wielką balangą była końcówka lat trzydziestych, a już zwłaszcza ostatnie przedwojenne lato. Jak całe pokolenie, które wkrótce spłonąć miało w piecu wojny, zgnić po pawiakach i ubeckich katowniach, niestrudzenie przemieszczało się z prywatki na prywatkę, osuszając flaszkę za flaszką i zachłannie zażywając wolnej miłości. Można by oczywiście podejrzewać Gombrowicza, że koloryzował, mając świadomość późniejszych wydarzeń, ale wiele przykładów potwierdza tę prawidłowość, że jeszcze bardziej niż w czasach dobrych chęć do zabawy narasta, gdy idą czasy ciężkie. Kto jeszcze pamięta taki film Czyż nie dobija się koni?" - kontynuuje swoją opowieść publicysta.

 

III Rzeczpospolitą nazywa "bytem pozbawionym przyszłości, przegniłą i wypróchniałą łódką, która będzie utrzymywać się na falach tylko tak długo, jak długo jest dobra pogoda". "Można by podawać dziesiątki przesłanek wskazujących, że przed tym postkolonialnym państwem, w którym żyjemy, możliwości są tylko dwie: albo jakaś rewolucja, daj Boże pokojowa, wiodąca do budowy państwa i społeczeństwa obywatelskiego, albo rekolonizacja" - pisze Ziemkiewicz.

 

"Bawcie się, pijcie, dzieci, jak się bawić i pić potraficie - jak to śpiewał Kaczmarski. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku" - puentuje publicysta.

 

Cały felieton można przeczytać TUTAJ

 

AM