Publicysta odwołuje się do wywiadu z Janem Rokitą w tygodniku „Uważam Rze”, z którego wynika, że cała sprawa z ACTA zaczęła się od przemycenia przez rząd Tuska tej umowy do unijnego prawa pośród różnych umów regulujących szczegóły europejskiego importu i eksportu, co stało się na posiedzeniu unijnej Komisji ds. Rolnictwa i Rybołówstwa (!) w dniu 16 grudnia 2011.

 

- Na tym posiedzeniu unijni dygnitarze niewysokiego szczebla parafowali kilkadziesiąt ustaleń dotyczących handlu Europy z resztą świata małżami, dorszami i środkami chemicznymi etc., więc kiedy polski rząd wetknął pomiędzy nie w ostatniej chwili jeszcze jedną, z pozoru podobną umowę - przypominam, że w samym ACTA kwestie dotyczące praw autorskich zostały doczepione do z pozoru normalnego traktatu handlowego - przyjęli ją hurtem, bez czytania – czytamy w piątkowym felietonie Rafała A. Ziemkiewicza dla portalu Interia.pl.

 

Publicysta podkreśla, że nie ACTA znalazły się w pakiecie wskutek rutynowej procedury, ale polski rząd, korzystając z uprawnień, jakie dawała mu prezydencja przyspieszył akcję. Ziemkiewicz w pierwszej kolejności zwraca uwagę na ukradkowy sposób działania, charakterystyczny dla rządu Tuska. - Także w kraju wszystkie śmierdzące pomysły władzy w ostatnich pięciu latach próbowano przemycić do ustawodawstwa cichcem, podstępem, poprawką dopisaną ukradkiem do ustawy o w ogóle czymś innym, najczęściej pod pozorem "dostosowywania do prawa unijnego" – argumentuje.

 

Ziemkiewicz wylicza, że „powiększanie uprawnień służb specjalnych do inwigilowania obywateli, cenzura internetu, nakładanie na dostarczycieli usług telekomunikacyjnych obowiązku ustawowego szpiegowania klientów etc.”, jest przez Unię nawet nie tyle nie wymagane, co wręcz godzące w jej normy. - Dostosowanie do norm unijnych" to było i pewnie nadal jest hasło sprawiające, że posłowie posłusznie przegłosowują przyjęcie tysiąc któregoś kolejnego kilkusetstronicowego dokumentu nawet nie próbując się z nimi zapoznać – ocenia. 


Kolejną cechą charakterystyczną tego rządu jest, zdaniem publicysty, cynizm w okłamywaniu obywateli. - Po trzecie - kulisy pojawienia się na stole ACTA pozwalają też zrozumieć gwałtowną rejteradę Tuska w tej sprawie. Dlaczego w poniedziałek potrząsał pięścią, że nie ustąpi przed naciskiem rozpuszczonych darmochą internetowych złodziei, a w środę łasił się do internautów i przepraszał za swój błąd? - pyta Ziemkiewicz.

 

Jego zdaniem, najciekawsze w tej sprawie pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Publicysta przypomina, że ACTA to umowa lobbowana bardzo mocno przez amerykańskie koncerny rozrywkowe. - Kto więc stał w ostatecznym rozrachunku za "domniemanym" (he, he) lobbingiem na polski rząd, aby wpuścił umowę w unijne prawodawstwo, można się domyślać. Ale jakim sposobem i z kim konkretnie to załatwiano? Kanałami politycznymi, czy po prostu na rympał, łapówą? - zastanawia się Ziemkiewicz.

 

- Skorzystajcie Państwo z tej okazji, że w propagandowej osłonie działań Tuska i jego dworu zrobiła się na chwilę szczelina, przez która można zajrzeć za kulisy "prac" (cudzysłów, bo niewiele to ma wspólnego z tradycyjnym pojmowaniem pracy) naszego rządu – zachęca publicysta.

 

Całość na portalu Interia.pl.

 

eMBe