Publicysta przypomina, że zawsze, gdy dojdzie do wypadku drogowego, dokonuje się pewnych procedur, które mają wyjaśnić, jak doszło do tego zdarzenia. Natomiast w przypadku katastrofy lotniczej  jest to znacznie bardziej skomplikowane i czasochłonne.

 

- Oczywiście tak jest, gdy to się zdarzy w kraju cywilizowanym. Jeżeli to się zdarzy w kraju bratnim, to wtedy - po prostu - wrzuca się ciała do plastikowych worków, plastikowe worki do trumien, a w prywislanskim kraju wiadomo, że nikt nie odważy się - przez dłuższy czas - tych trumien otwierać - mówi Ziemkiewicz dla telewizji internetowej "Rzeczpospolitej".

 

Publicysta ironizuje, że właściwie powinniśmy być wdzięczni Rosjanom. - Ciała ofiar katastrofy smoleńskiej zawinięte są w plastikowe worki, ale te ubrania, które rodziny dały, też do trumien wrzucono. Przecież mogli je zajumać! Tak samo, jak różaniec, który śp. Anna Walentynowicz dostała od Jana Pawła II i który miał być - zgodnie z życzeniem rodziny - włożony do trumny. Różaniec nie został włożony, ale za dużo nie wymagajmy...  - tłumaczy Ziemkiewicz.

 

- Powinniśmy być wdzięczni! Pan Andrzej Wajda powinien zanieść jeszcze jedną lampkę - w gronie innych celebrytów - na cmentarz naszych wyzwolicieli. No i zwłaszcza powinniśmy uhonorować panią marszałek Sejmu. To, co pani marszałek Sejmu pokazała, to jest coś, czego nikt dotąd na świecie nie pokazał, co by dowodziło słuszności powiedzenia, że ryba psuje się od głowy. Ryba bardzo psuje się do głowy i śmierdzi... O , Jezu, tak, że nie można wytrzymać! - puentuje publicysta.

 

AM