Bardzo się cieszę na tę beatyfikację, jako ja i jako Polak, choć należę do tej większościowej grupy, która - gdy papież był jeszcze z nami - o Jego świętości była przekonana, choć nigdy głośno o tym nie mówiliśmy. Gdy jednak Ojciec Święty odszedł, wszyscy wiedzieli, że był świętym i będzie świętym. I teraz jest to taka „kropka nad i”. Dla nas, Polaków, jest to – uważam – pewna formalność, jednakże bardzo ważna formalność, gdyż teraz będziemy mogli już oficjalnie w Kościele modlić się za wstawiennictwem Jana Pawła II o jakieś sprawy ważne dla nas jako Polaków, ważne dla naszej Ojczyzny.

Jako dziennikarzowi dane mi było uczestniczyć w kilku pielgrzymkach i polskich, i zagranicznych, dzięki temu mogłem być trochę bliżej papieża, może nawet znacznie bliżej niż przeciętny człowiek, który przyszedł na taką mszę. Mogłem nieco więcej nawet zobaczyć -  kiedyś wydało mi się, że nasze oczy się spotkały, nasz wzrok się skrzyżował, choć może były to tylko moje emocje…?

Jan Paweł II jest dla mnie osobą bardzo bliską, dlatego że w sumie zawsze był w moim życiu obecny, od dziecka. Jestem w tym wieku, że pamiętam doskonale moment, gdy zostawał papieżem. Miałem 11 lat i szedłem na religię do Kościoła, pamiętam kolejkę ludzi przed kioskiem, którzy czekali na gazety i coś komentowali. Nie do końca wówczas wiedziałem, o co chodzi, dopiero później zorientowałem się, jak wielkie jest to wydarzenie. W czasie pierwszej pielgrzymki miałem 12 lat, więc już znacznie więcej pamiętam - byłem obecny z rodzicami na trasie przejazdu papieża. Natomiast w 1983 r. uczestniczyłem we Mszy św. na Stadionie X-lecia; pamiętam tę mszę i tą pielgrzymkę, jakże wtedy istotną, bo Polska znajdowała się w smutnej sytuacji. Doskonale to już wtedy rozumiałem a pielgrzymkę odbierałem jako taki ładunek, który pozwoli nam przetrwać te trudne lata.

Później, w dorosłym życiu, też ta obecność papieża przebiegała tak jakoś w pobliżu. Dzięki temu, że potem zostałem dziennikarzem, tak jak powiedziałem mogłem być znacznie bliżej, widzieć znacznie więcej, poczuć może trochę głębiej to wszystko. Dziś AD 2011 odbieram to także przez pryzmat filmu, w którym uczestniczyłem: „Jan Paweł II. Szukałem Was…” i wszystko mi się teraz układa w jedną całość. W życiu nie ma przypadków, wszystko to jakoś było rozpisane na role.

W sytuacji trudnej dla mnie, gdy byłem w szpitalu, Paweł Zuchniewicz, który wrócił właśnie z Watykanu, podarował mi obrazek z fragmentem ornatu papieskiego. Dziś to już jest relikwia. Z tyłu była modlitwa do Jana Pawła II. Sytuacja moja była wówczas beznadziejna, a dziś jest prawie taka, jakby się praktycznie nic złego w moim życiu nie stało. Może wiec pomogło…

Myślę, że dziś jest to dobry moment dla nas wszystkich, aby w kontekście tego, co w czasie Wielkanocy mówili biskupi i w kontekście całej sytuacji, która ma miejsce obecnie w Polsce, ta uroczystość beatyfikacyjna nam wszystkim dała do myślenia, że nie warto kruszyć kopii o rzeczy oczywiste. Oczywiście różnijmy się o sprawy oczywiste, ale może coś, co nazwałbym interesem wspólnym, polską racją stanu, powinno być dla nas Polaków tożsame? I może teraz dzięki tej uroczystości i nowemu błogosławionemu – nie mówię, że dziś, od razu - ale może gdzieś nas to wreszcie spotka i będziemy jednością.

not. roja

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »