Wasiela zasugerował niedawno, że złoty medalista z Londynu mógł się obawiać kontroli antydopingowych i właśnie dlatego postanowił przygotowywać się "na własną rękę". Wcześniej wysłal list otwarty do Szymona Kołeckiego, który wspierał Zielińskiego i zagroził mu odebraniem emerytury olimpijskiej.

Jerzy Śliwiński jest załamany słowami prezesa związku. - Nie mam w ogóle ochoty świętować i cieszyć się ogromnym sukcesem, jaki odniósł Adrian - mówi trener. - Zastanawiam się, czy jest w ogóle sens wracać do sportu. Poradzę sobie bez pana Wasieli. Szkoda tylko chłopaków. W maju w Zakliczynie chciałem przedstawić temu panu rachunki za pierwszy pobyt w Osetii. Usłyszałem, że nie ma mowy, że mieliśmy tam jechać na własny koszt. O co więc teraz cała awantura? - dodaje szkoleniowiec.

Po zdobyciu olimpijskiego złota Adrian Zieliński zapowiedział, że jeśli sytuacja w związku się nie zmieni, będzie zmuszony zmienić obywatelstwo i startować w innych barwach, aby kontynuować karierę sztangisty. Medalista z Londynu przyznał, że nie zamierza walczyć ze związkiem o zwrot kosztów obozu, na który z własnej kieszeni musiał wyłożyć 45 tysięcy złotych. Stwierdził, że nie pozwala mu na to honor.

 

Zapewne większość czytelników będzie oburzona tonem wypowiedzi Zielińskiego. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten utalentowany młody mistrz został doprowadzony do ostateczności. Zmiana reprezentacji nie jest jego zachcianką, ale koniecznością do której zmusza go... polski (sic!) związek.

 

AM/Londyn.wp.pl