Kilka tygodni temu z wielkim hukiem w Hiszpanii skończył się polityczny zapateryzm. Mainstream amerykańskiej prawicy jest dziś dużo bardziej konserwatywny niż kilka lat temu. W Europie rządzi umiarkowana prawica w postaci Sarkozego, Merkel, Camerona czy do niedawna operetkowego Berlusconiego. Trybunał w Strasburgu wydał zaś wyrok, że krzyże mają prawo wisieć w miejscach publicznych. Mimo to nowa polska lewica domaga się wprowadzenia rodzimej wersji zapateryzmu, gdzie legalna będzie aborcja na życzenie, nie będzie krzyży w miejscach publicznych a chrześcijanie będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii.  Nie minęły dwa miesiące od wejście do Sejmu Janusza Palikota, a jego posłowie zdążyli otworzyć front walki z religią, cywilizacją życia czy polską obyczajowością. Wszystko w imię „postępu”. Okazuje się jednak, że w każdej z tych dziedzin Ruch Palikota jest dwa kroki za najnowszymi trendami.

 

Janusz Palikot wraz ze swoimi  40 posłami od pierwszych chwili  (nawet przed zaprzysiężeniem) postanowił walczyć z krzyżem w miejscach publicznych, którego brak jest podobno wyrazem świeckości państwa. Pisałem już, że nie ma czegoś takiego jak jedna polityka wobec symboli religijnych w Europie, co potwierdził Trybunał w Strasburgu. Po latach rugowania symboli chrześcijańskich nawet Brytyjczycy zaczynają dostrzegać problem dyskryminacji wyznawców Jezusa. Powszechnie wiadomo, że dziś na świecie najbardziej prześladowaną religią jest chrześcijaństwo. Niestety przez lata tą kwestie, w imię poprawności politycznej, pomijali europejscy przywódcy.  Kilkanaście tygodni temu premier David Cameron przyznał jednak, po ataku konserwatystów z własnej partii na swoją osobę ,że  „udzielając pomocy krajom rozwijającym się, Wielka Brytania będzie brać również pod uwagę stosunek danego państwa do chrześcijan”.  Jego słowa mogą wynikać z tego, że religia ponownie wchodzi „na salony”.


Ateizm w odwrocie


Samuel Huntington pisał, że XXI wiek będzie wiekiem religii. Nie tylko wydarzenie 9/11 udowodniły jego tezę, obalając przy okazji pogląd Fukuyamy, że demokracja i sekularyzacja są końcem historii. „Na całym świecie religia rozkwita na ulicy oraz w kuluarach władzy. Od Rosji przez Turcję po Indie narodami, które w zeszłym wieku zerwały z religią- czy nawet usiłowały ją wyplenić- obecnie kierują otwarcie religijny przywódcy. […] Wszędzie niemal, gdzie się spojrzy- od przedmieść Dallas, przez slumsy Sao Paulo, po zaułki Bradford- można zaobserwować powrót religii do życia publicznego”- pisze katolicko- ateistyczny duet  Micklethwait/ Wooldridge z pisma „The Economist” w swojej słynnej książce „Powrót Boga”.  Okazuje się, że autorzy mają rację. Kilka miesięcy temu Międzynarodowy Biuletyn Badań Misyjnych opublikował badania, z których wynika, że na świecie każdego dnia ubywa 300 ateistów. Rośnie natomiast o 80 tys. dziennie liczba chrześcijan. Każdego dnia przybywa również 79 tys. muzułmanów. “Ateizm może być uznawany za “fajny”. Można nawet sprzedawać wiele książek na jego temat. Jednak ludzie czekają dziś na Boga mocniej niż zwykle” - powiedział niedawno arcybiskup Cantenbury Rowan Williams. Okazuje się, że miejsce wyplenianego przez ateistów Boga w ostatnich latach zajmowały ruchy New Age, neopogaństwo czy okultyzm. Truizmem jest pogląd, że chrześcijaństwo im bardziej jest prześladowane tym szybciej gości w sercach ludzi. Wielu współczesnych agresywnych ateuszy przekonuje jednak ,że to dobrobyt i kapitalizm spowodują „śmierć Boga”. Jednak i ten odwrócony marksizm ze swoją teorią bytu, który kształtuje świadomość, nie sprawdza się nawet w takim kraju jak Chiny. Niedawno przeprowadzone sondaże pokazały, że 85% mieszkańców Chin posiada poglądy religijne. Wyznawcami różnych religii są nawet członkowie Komunistycznej Partii Chin. Przyznało się do tego 17% z nich. Za osoby niewierzące w Boga uważa się zaledwie 15% Chińczyków. Natomiast już 33 miliony Chińczyków to chrześcijanie. W tej kwestii zanosi się więc na kompromitację Palikota, który z agresywnego ateizmu uczynił oręż walki z „ciemnogrodem”. Na szczęście dziś coraz więcej nowoczesnych krajów idzie drogą Stanów Zjednoczonych Ameryki, których już deistyczni Ojcowie Założyciele z masonerii nie wyobrażali sobie zbudowania kraju na innych wartościach niż chrześcijańskie. Dziś USA, które w genialny sposób łączą chrześcijaństwo z nowoczesnością, są żywą raną na sercu każdego ateisty, który uwierzył w modernizację bez Boga. 

 

Nauka zabija aborcję


Kolejnym orężem walki Palikota o „nowy wspaniały świat” jest legalizacja zabijania dzieci w ich prenatalnej fazie rozwoju. Nie przez przypadek były wydawca „Ozonu” delegował na stanowisko wicemarszałka Sejmu, agresywną zwolenniczką aborcji, której organizacja była dofinansowana przez światowych providerów aborcji, Wandę Nowicką. Jednak i w tej sprawie Palikot kieruje się szarlatańskimi przesądami a nie nauką, która dziś obala zacofane zabobony mówiące, że życie człowieka nie zaczyna się w momencie poczęcia. Od czasu wynalezienia USG, poparcie dla aborcji systematycznie spada. Dzięki temu urządzeniu czołowy aborcyjny lobbysta, który bardzo „przysłużył” się legalizacji aborcji w USA,  Dr Bernard Nathanson porzucił swój dochodowy fach i  później nakręcił słynny „Niemy Krzyk”. Dziś powoli wielu ginekologów idzie jego śladem. Badania opublikowane w dzienniku "Obstetrics and Gynecology" pokazują, że tylko 14 proc. amerykańskich  lekarzy, którzy zostali w swojej karierze poproszeni o dokonanie aborcji jest skłonnych jej dokonać. W 2008 roku ten odsetek wynosił 22 proc. Badania zostało przeprowadzone na grupie 1800 lekarzy z USA i wykonała je aborcyjna organizacja Guttmacher Institute. Według podobnych badań Uniwersytetu z Chicago z 2007 roku, 52 proc. lekarzy sprzeciwiało się aborcji. Instytut Gallupa ogłosił wyniki badań dot. wartości wyznawanych przez społeczeństwo amerykańskie, z których wynikało, że po raz pierwszy od 1951 r. 51 proc. Amerykanów opowiedziała się przeciw zabijaniu dzieci nienarodzonych. Te wyniki potwierdziły najnowsze badania Public Religion Research Institute. W USA coraz mocniej przeciw aborcji protestują młodzi ludzie zaś Hollywood zaczyna produkować antyaborcyjne filmy jak „Juno” czy „ October Baby”.  Na dodatek niemal wszyscy republikańscy kandydaci na prezydenta podpisali „Przysięgę pro-life”, która zobowiązuje ich do walki z aborcją, gdy zostaną prezydentem. Jeszcze kilka lat temu mainstream republikański nie sprzeciwiał się tak znacząco aborcji. W Polsce poparcie dla aborcji również systematycznie spada.  Według CBOS tylko 11 procent Polaków jest za całkowitą legalizacją aborcji zaś 46 procent Polaków sprzeciwia się jej w bardziej lub mniej ograniczony sposób. Ten odsetek był zupełnie inny kilkanaście lat temu. Trudno przemilczeć również niedawne zebranie ponad pół miliona podpisów pod ustawą o delegalizacji aborcję. W Hiszpanii Zapatero zebrano rok temu aż ponad milion podpisów przeciwko podobnej ustawie zaś w  Kolumbii ponad 5 milionów obywateli domaga się ochrony życia. Oczywiście Europa czy USA wciąż nie są wolne od abortowania dzieci jednak wielu analityków podkreśla, że właśnie dzięki rozwojowi nauki aborcja stanie się w niedługim czasie równie wstydliwa jak eugenika.

 

Opus Dei i narkotyki


Do najbardziej kuriozalnych wypowiedzi posłów Palikota z ostatnich dni zaliczyć można sugestie, że w rządzie PO znajduje się agentura Opus Dei oraz postulat legalizacji prostytucji czy nieśmiertelna chęć legalizacji marihuany oraz heroiny. Wypowiedzi posła Rozenka z urbanowskiego „Nie” na temat Opus Dei, nie ma sensu komentować bowiem są one na poziomie książek Dana Browna czy propagandy hiszpańskich falangistów, którzy rozpoczęli budowanie czarnej legendy „Dzieła”. Jednak okazuje się, że Palikot nawet w tak zasadniczej dla siebie sprawie jak legalizacja miękkich narkotyków jest na etapie, na którym byli nowocześni lewicowcy kilka lat temu. Od jakiegoś czasu nawet Holendrzy próbują zdelegalizować handel niektórymi narkotykami. Zakazana ma być marihuana, w której zawartość THC przekracza 15 proc. Holenderskie media informują, że prawicowa administracja premiera Marka Ruttego podjęła już nieformalną decyzję w tej sprawie. Takie rozwiązanie zarekomendowała mu specjalna rządowa komisja zajmująca się rewizją polityki wobec miękkich narkotyków. Według dziennika "De Telegraaf" zakaz uderzy bardzo mocno w coffe shopy. W Polsce zaczynamy zaś  rozmawiać o potrzebie „sadzenia, palenia i zalegalizowania”. 

 

Ruch Poparcia Palikota jest zbieraniną ludzi bez sprecyzowanej wizji Polski z wisienkami na torcie w postaci takich gwiazd jak Biedroń czy Grodzka. W swoich szeregach Palikot ma również takich  ludzi jak Kotliński, który spowodował konflikt szefa „RP” nawet z Gazetą Wyborczą. Palikot wchodzi samodzielnie na scenę polityczną w katolickim kraju w momencie, gdy w innym w niesławie schodzi z niej ikona lewackiej rewolucji. Jest to dosyć symboliczne. Noszenie zeszłorocznych garniturów może zmieść Palikota ze sceny politycznej szybciej niż „mesjasza lewicy” z Hiszpanii.

 

Łukasz Adamski