Marta Brzezińska: Jak Pan ocenia powołanie nowej komisji rządowej, która zajmie się „weryfikowaniem tez” na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej?
Andrzej Melak: Nie słyszałem, żeby ta komisja już została powołana, ale patrząc na efekty pracy rządowej komisji pana Millera, to jest to chyba zbędna praca i po raz kolejny wprowadzanie polskiej opinii publicznej, a może i światowej, w błąd. Nie mogą ci sami czy podobni eksperci działać na tak zbliżonej bazie materiałowo-dowodowej, ale nie dysponując wrakiem, nie mając dostępu do czarnych skrzynek, nie dokonując ekhumacji i nie badając tylu innych dowodów i doświadczeń naukowych. To będzie tylko przedłużenie sprawy, gmatwanie i wałkowanie po raz kolejny w jednym, zasadniczym celu.
Jakim?
Przyznania na końcu, że to była jednak brzoza i winni są piloci. Potwierdzenie tez MAK. Jeżeli cokolwiek miałoby ruszyć tę sprawę do przodu, to myślę, że jedynie międzynarodowa komisja i szeroki dostęp uczonych z Polski i świata, zainteresowanych tym problemem. Działanie przy otwartej kurtynie, przy dostępie do wszystkich pierwszoplanowych dowodów w sprawie. Tych, które jeszcze pozostały, bo wiadomo, że wiele bezpowrotnie przepadło.
Jak Pan sądzi, dlaczego akurat teraz ma powstać taki zespół, który – pańskim zdaniem – zajmie się jedynie utwierdzaniem kłamliwych tez na temat przyczyn katastrofy?
Bo fakty przytaczane przez zespół parlamentarny pana Macierewicza i wypowiedzi tylu światowej sławy autorytetów w sprawie tego, co się stało pod Smoleńskiem, w sposób całkowicie przekonywujący mówią coś innego od tego, co stwierdziła komisja Millera. To jedyny powód. Zostali tak przyparci do muru, że to z ich strony konieczność. Nie wiem jeszcze, co zostanie ogłoszone w sprawie obecności trotylu, bo raz pojawia się wersja, że był, innym razem, że nie. Jednak z wypowiedzi producentów detektorów jednoznacznie wynika, że jeśli nie byłoby trotylu, to aparat nigdy takich danych by nie podał. Byłem przy takich doświadczeniach, które odbywały się – oczywiście w sposób demonstracyjny – w Sejmie. Urządzenia nie reagowały na perfumy czy inne substancje, ale na trotyl, czyli materiał wybuchowy, reagowały tak, jak powinny. Poza tym, to są urządzenia używane w ponad 60 krajach świata przez służby specjalne, m.in. także przez polską policję i służby specjalne. Dopóki ci, którzy zaprzeczają teoriom głoszonym przez zespół Macierewicza i współpracujących z nim uczonych i ekspertów nie zainteresują się tymi wnioskami i nie będą pracować na tej bazie, nie widzę sensu powoływania żadnej komisji, która będzie broniła stanowiska zajętego raz przez MAK i komisję Millera, który nota bene był odpowiedzialny za przygotowanie wizyty polskiego prezydenta w Rosji (nadzorował BOR i MSW). W tej sytuacji, mówiąc kolowialnie, złodziej był sędzią we własnej sprawie.
Rozmawiała Marta Brzezińska
