Pomysł PiS, by wprowadzić nowe Prawo wodne od stycznia 2017 roku napotkał na opór ze strony żeglarzy. Twierdzą, że opłata od powierzchni zajmowanego dna w portach sprawi, że żegluga po mazurskich jeziorach stanie się nieopłacalna. Do tej pory tzw. „opłata denna” nie istniała.
Chcąc uszczelnić podatki, ministerstwo środowiska zajęło się sprawą tzw. opłaty dennej, czyli kwoty jaką będzie musiał zapłacić właściciel portu za powierzchnię jako zajmuje jego port zajmuje. Pomysł ten spotkał się z negatywną opinią żeglarzy, co nie dziwi, zwłaszcza gdy do tej pory nie płacili oni podatku od zajmowanego dna. Jak przekonuje jednak w portalu Money.pl, prezes grupy Amax Tomasz Durkiewicz:
„My nawet nie chcemy być dalej zwolnieni z tej opłaty. Zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy płacić za wykorzystywanie akwenów należących często do Skarbu Państwa, ale nie aż tyle”.
Opłata ma wynosić maksymalnie 8,90 zł za metr dna. Obrazowo opisał wpływ takiej stawki na swoje przychody wymieniony Durkiewicz. Stwierdził:
„Dla mojej firmy nowe przepisy oznaczają, że tylko z tytułu tej opłaty będę musiał płacić prawie 75 tys. zł rocznie, czyli 40 proc. moich przychodów. Do tej pory nie płaciłem nic”.
Nastroje łagodzi ministerstwo środowiska. W rozmowie z Money.pl rzecznik ministerstwa Paweł Mucha zapowiedział, że „Jeśli chodzi o niewielkie, typowo turystyczne pomosty, to opłaty nie wzrosną i zostanie to doprecyzowane w dalszych etapach ścieżki legislacyjnej”. Wyjaśniał również:
„Proponowane wprowadzenie opłat dla dużych marin ma przeciwdziałać ograniczaniu dostępu do jeziora, co niestety odczuwają np. mieszkańcy mazurskich miejscowości, którzy poprzez rozbudowę luksusowych portów jachtowych mogą mieć utrudniony lub wręcz uniemożliwiony dostęp do jeziora”.
Wydaje się więc, że podatek od zajmowanego dna pozwoli mieszkańcom Mazur, regionu przecież niezamożnego, przynajmniej częściowo zyskać dostęp do jezior, tak przecież związanych z ich codziennym życiem.
krp/Money.pl
