– Prawdę mówiąc, nie zdziwił mnie sposób, w jaki „Gazeta Wyborcza” przedstawiła żołnierzy wyklętych. Bardziej zaskakujący był dla mnie fakt, że publicyści tej gazety zajęli się tematem. Zdaje się, że nie mieli wyjścia, widząc to, co się dzieje w Polsce, te dziesiątki tysięcy ludzi wychodzących na ulice pod biało-czerwonymi sztandarami. Postanowiono więc dostrzec i tę część naszej tożsamości - mówi dr Leszek Żebrowski w wywiadzie dla "Naszego Dziennika".
Zdaniem badacza polskiego podziemia niepodległościowegoo wstęp autorstwa Adama Michnika do materiału Mirosława Czecha jest skandaliczny. - Pokazuje nie tyle ignorancję autora, ile jego złą wolę. Michnik zrównuje obydwie strony – żołnierzy wyklętych i komunistów. No bo i jedni, i drudzy byli przegrani, a wszyscy chcieli dobrze. W ten sposób można by przyjąć, że jeśli napadnie na mnie bandyta i w obronie własnej wyrządzę mu krzywdę, to poszkodowanych będzie dwóch. Tego typu postawa jest nie do przyjęcia. To manipulowanie naszą tożsamością, naszą przeszłością. Nie było dwóch równoprawnych stron, bo w Polsce nie było wojny domowej. Byliśmy ofiarą najazdu. Jesienią 1944 r. Stalin mówił Bierutowi, że „gdyby nie my [Armia Czerwona], to by was [komunistów] reakcja przykryła czapkami”. Komuniści wiedzieli, że nic w Polsce nie znaczą. Ich wpływy były najwyżej kilkuprocentowe. Zatem w naturalny sposób Polskie Państwo Podziemne stałoby się pełnoprawnym państwem polskim i rozwijałoby się tak jak inne kraje demokratyczne, z całą paletą poglądów wewnątrz – od lewej do prawej. Ale od lewej nie znaczy od komunistów, bo jeśli tak, to należałoby z drugiej strony dla równowagi uznać prawa volksdeutschów. Na to zgodzić się nie możemy. Jeszcze raz podkreślam: nie było dwóch równoprawnych stron. Tymczasem Adam Michnik bez wahania zrównuje postawę kolaborantów, zdrajców z postawą ludzi z podziemia niepodległościowego, którzy przez kilka lat okupacji niemieckiej i sowieckiej manifestowali swoją tożsamość, swoją chęć obrony wolności, własności, godności i wiary. A tu czytamy, że druga strona miała takie same prawa, że to byli tacy sami ludzie i tak samo nieszczęśliwi - mówi Żebrowski.
Według historyka, Michnik przyjmuje optykę swoich rodziców. - Oczywiście on nie działa jak komuna w latach 1944-1945, ale dąży do tego samego celu. Chce, by uznać jego racje jako co najmniej tożsame z racjami naszymi, a nawet że są one cenniejsze, bo oni pierwsi zrozumieli, że opór nic nie da. Tyle że ci, którzy wtedy chcieli się bronić, mieli do tego nie tylko prawo, ale również całkowitą rację moralną - tłumaczy Żebrowski.
Badacz dziejów Żołnierzy Wyklętych odniósł się również do tekstu Mirosława Czecha, który zrównał polskie podziemie niepodległościowe do... UPA. Zdaniem Żebrowskiego trudno dyskutować z takimi tezami, szczególnie że wspomniany artykuł "pełen jest przekłamań i błędów faktograficznych".
- Zrównywanie Polskiego Państwa Podziemnego, polskiej konspiracji powojennej z działalnością UPA, jakiej dopuścił się autor, jest niedopuszczalne. Nacjonaliści ukraińscy byli już w okresie przedwojennym agenturą niemiecką. Byli przez Niemców nie tylko tolerowani, ale i wspomagani. A tu czytamy o jakichś wielkich walkach z Niemcami od 1942 roku. Mamy przyjąć, że cały wysiłek Polskiego Państwa Podziemnego jest tożsamy z wysiłkiem ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego przeciwko Niemcom? Na Kresach Wschodnich zginęło setki tysięcy Polaków, głównie kobiet i dzieci – to jest dorobek ukraińskich nacjonalistów. Tymczasem okazuje się, że największą tragedią było wypędzenie Ukraińców. Wspominany jest skutek, ale nie ma przyczyny. Tego rodzaju teksty powinny boleć każdego czytelnika, bo są jątrzące. Jedno jest pewne – nie będzie nigdy zgody na to, by przyrównywać majora Zygmunta Szendzelarza „Łupaszkę”, rotmistrza Witolda Pileckiego i wielu innych im podobnych z ludźmi z podziemia ukraińskiego. To, że dochodziło do takich sytuacji, iż z rąk polskiego podziemia ginęli cywile, są to sprawy do zbadania. Często bowiem okazuje się, że ginęli funkcjonariusze partii, donosiciele, konfidenci, na których wydawane były wyroki sądowe. Podziemie działało na fundamencie prawa. Z tamtej strony tego nie było - wyjaśnie Żebrowski.
– Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale mimo wszystko cieszę się, że tego rodzaju publikacje mają miejsce. Dzięki nim osoby znające dobrze temat są w stanie ocenić, jakie są prawdziwe intencje „GW” i jej publicystów. A Adam Michnik zrównuje Zbigniewa Herberta i Mieczysława Jastruna – kolaboranta i zdrajcę, aparatczyka komunistycznego. Podobnie zrównuje się żołnierzy wyklętych z bandytami z UB, z PPR. A to tu działali ludzie z bandyckimi życiorysami, z wyrokami przedwojennymi, ludzie, którzy w czasie wojny popełniali zbrodnie – to oni mordowali Żydów, tworzyli bandyckie podziemie, które rabowało na każdym kroku, to oni gwałcili, represjonowali ludność cywilną. O tym się nie mówi. Za to pokazuje się nam Gomułkę, Bieruta jako normalnych polskich patriotów. No, może o nieco innej orientacji politycznej - puentuje historyk.
Cały wywiad z dr. Leszkiem Żebrowskim możesz przeczytać TUTAJ
AM
