Pani biskup żyje w związku z inną panią, zresztą z zawodu pastorką, a jedynym problemem w tym związku jest to, że obie panie nie mają czasu wychowywać syna. Poza tym sielanka, przerywana uczestnictwem w Paradach Równości i walką o równouprawnienie muzułmanów (bo geje i lesbijki to już są równouprawnieni). Nauczanie Biblii na temat homoseksualizmu pani biskupce oczywiście nie przeszkadza, bo przecież ona czyta ją w duchu współczesnym, tak by przestarzałe zasady moralne nie przeszkadzały w rozpustnym życiu.

Nie przeszkadza jej także to, co Biblia mówi na temat wierności i dlatego przekonuje, że zdrada, niewierność nie jest grzechem. - Monogamia i życie w parze dają największą szansę na miłość, czułość i wsparcie. Oczywiście takie życie wymaga wysiłku, nie wszyscy ludzie dają radę wytrwać w związku. Nie można upraszczać, twierdząc, że życie w monogamii jest słuszne i bezgrzeszne, a zmiany partnerów to grzech – oznajmia biskupka. A ja z zaciekawieniem oczekuje, jakie to jeszcze bzdury będą opowiadać kolejne pokolenia „biskupek” szwedzkich i czy nie przejdą wreszcie do kultu matki ziemi czy matki Gei (nie Gai, ale właśnie Gei).

Tomasz P. Terlikowski