Zdemoralizowani onaniści. Czy takie mają być polskie dzieci? - zdjęcie
01.01.18, 11:45

Zdemoralizowani onaniści. Czy takie mają być polskie dzieci?

Grzegorz Strzemecki

W poprzedniej części (TUTAJ) pokazałem jak celebryci w ramach akcji #sexed.pl propagują stałą seksualną gotowość kobiet, wchodząc w rolę akwizytorów przemysłu środków antykoncepcyjnych i aborcyjnego. Wyzucie sfery seksualności z zasad moralnych nie wygląda dobrze więc wprowadza się różne ich substytuty, jak nakaz zabezpieczenia. Artyści to jednak ludzie z zasady twórczy, więc wymyślają również własne, oryginalne.

 

Warto być wrażliwym

Geszeft promocji prezerwatyw itp. produktów trzeba oczywiście przyozdobić jakimiś pseudo-wartościami: uczyłam moją córkę, że te aspekty niefizyczne seksu są też bardzo ważne - mówi Dorota Masłowska - i żeby w pełni je dostrzegać i w pełni móc z nich korzystać, po prostu musimy cenić i pielęgnować swoją wrażliwość i nie dać jej sobie odebrać. Parafrazując słowa pewnego mądrego człowieka, że warto być wrażliwym.

Ponieważ musimy cenić i pielęgnować swoją wrażliwość, celebryci zachęcają do rozpoczęcia seksualnej aktywności już w dzieciństwie: autoerotyzm zwany masturbacją, onanizmem czy autostymulacją seksualną jest naturalną i powszechną formą naszej ekspresji seksualnej- mówi Marta Frej -dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiet, dzieci, młodzieży i dorosłych. Jest bardzo powszechny w świecie zwierząt, na przykład wśród lwów... i co ważne, jest to najbezpieczniejsza forma seksu. Polecam.

Rzeczywiście przestanie być bezpiecznie kiedy pani Marta zastąpi autostymulację partnerem/partnerami i zechce naśladować zachowania modliszek a nie lwów. Ale zostawmy uszczypliwości, bo to poważna sprawa. Autoerotyzm pozwala nam poznać nasze ciało, naszą seksualność, rozładować emocje, zrelaksować się - mówi pani Frej. Same pozytywy. Ani słowa o przedwczesnym rozbudzeniu, seksualizacji, uzależnieniu od pornografii i jego destrukcyjnych skutkach do którego prowadzą takie zachęty. Uzależnienie od pornografii już dawno udokumentowano u 8-latków, a znane sa przykłady, że występuje ono u pięcio-, a nawet bawiących się tabletami trzylatków.

Pani Masłowska usiłuje zastąpić "tradycyjne" zasady moralne pielęgnowaniem wrażliwości. Czy do takiego pielęgnowania wrażliwości zalicza zachęcanie dzieci do masturbacji, albo bezpośrednie ich seksualne stymulowanie, co w ramach swoich badań "naukowych" uprawiał Alfred Kinsey, guru postępowych edukatorów seksualnych?

Program deprawacji

Zachęty celebrytów trzeba widzieć w kontekście opartego na "badaniach" Kinseya lewicowo-"liberalnego" programu jak najwcześniejszego rozbudzania seksualnego dzieci, od zachęt do masturbacji po praktyki wprost pedofilskie. Legalizacji pedofilii otwarcie domagali się Niemieccy Zieloni w latach 1970-tych i 80-tych. To wówczas Daniel Cohn-Bendit w swojej książce i w telewizji opowiadał o swoich własnych praktykach pedofilskich, kiedy był opiekunem (?) w "alternatywnym przedszkolu". W 2007 r. broszury niemieckiego ministerstwa zdrowia zachęcały do wymiany erotycznych pieszczot ojców z córkami, ponieważ ojcowie nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi łechtaczce i waginie swoich córek. Była tam również piosenka o masturbacji: mam waginę, bo jestem dziewczynką (...) kiedy ją dotykam czuję miłe dreszcze. Czy naprawdę w taki sposób musimy cenić i pielęgnować wrażliwość dzieci i młodzieży?

Wybuchł skandal i książkę zastąpiono złagodzoną wersją, ale już w 2010 r. Biuro Edukacji Zdrowotnej BZgA wraz z europejskim oddziałem WHO wydało Standardy Edukacji Seksualnej (wyd. polskie 2013) w których dzieciom już w wieku 0-4 lat zalecano przekazanie informacji na temat radości i przyjemności z dotykania własnego ciała i masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa. Ta pozornie rzeczowa informacja jest oczywistą zachętą, bo które dziecko nie zechce spróbować czegoś, o czym się dowie, że dostarcza radości i przyjemności? Nawet jeśli ktoś wyrozumiale uważa, że akcja #sexed.pl mieści się w granicach jego tolerancji, to powinien mieć świadomość, że jej podstawowym celem jest przesuwanie tych granic tolerancji i wrażliwości, prawdopodobnie znacznie dalej niż sobie to wyobraża. Istniejące już obecnie zalążki nowego wspaniałego świata wyglądają upiorniej niż wizja Huxleya.

Owo przesuwanie granic to temat na osobny artykuł, tu jedynie skonstatujmy, że w tej kwestii warto być naprawdę wrażliwym, a przede wszystkim przyzwoitym, ale nie tak, jak to proponują celebryci. Czy celebryci uczestniczący w akcji #sexed.pl rzeczywiście wykazali się wrażliwością i przyzwoitością?

"Tolerancja", "prawa", "przyzwoitość" w wydaniu lewicowego "liberalizmu"

Przecież Sz. Państwo celebryci z pewnością doskonale wiedzą, że istnieją ludzie, dla których seks wiąże się z wyborem na całe życie i nie powinien podlegać chwilowym zachciankom, auto-, hetero- czy homo-erotycznym (ten watek to osobny temat). Sz.P. celebryci, tak chętnie opowiadający o równości, szacunku dla inności i wymachujący Konstytucją na KODowskich marszach nie są w stanie uznać równych i zapisanych w tej Konstytucji praw ludzi o innych poglądach, w tym prawa do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz prawa do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami [artykuły 48.1 i 53.3.].

Pani Anja i inni celebryci czują się upoważnieni, by propagować wśród młodzieży rewolucję seksualną. Fakt, że mogą być rodzice, którzy takiego wychowania dla swoich dzieci sobie nie życzą nie stanowi dla niej żadnej przeszkody. To rzecz nienowa. Rewolucjoniści zawsze z wyższością, lekceważeniem i pogardą patrzą na tych, którzy nie akceptują ich rewolucji, co rewolucjonistom nie przeszkadza obłudnie głosić "tolerancji" i "równości". Zakłamana ideologia lewicowego "liberalizmu" (koniecznie w cudzysłowie) już dawno osiągnęła stadium orwellowskie: wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre równiejsze.

Akcja #sexed.pl to praktyczny, choć na razie względnie łagodny pokaz tego, że lewicowy tzw. liberalizm, tak jak jego przodek komunizm jest nagim, bezczelnym kłamstwem. Tak jak w komunizmie nie było żadnej komuny (wspólnoty), bo komunistyczna nomenklatura była właścicielem/dysponentem rzekomo wspólnych dóbr, tak "liberalizm" nie jest żadną wolnością, bo w imię "równości" i "tolerancji" "liberalna" nomenklatura bierze "za mordę" zdezorientowane i ogłupione społeczeństwa i bez pytania kogokolwiek o zgodę, poddaje je prokrustowej inżynierii społecznej według własnego projektu. Na Zachodzie zaszło to już dużo dalej: w imię "liberalizmu" niemieckie dzieci wbrew woli rodziców wprowadza się w arkana wszelkich dewiacji, a rodziców, którzy się na to nie godzą pakuje się do więzienia, by zakosztowali "liberalnej" wolności. Takie przykłady "liberalnego" zamordyzmu można mnożyć, ale to temat nawet nie na osobny artykuł, ale całą książkę.

Dlatego lewicowy "liberalizmu" (wraz z jego mutantem genderyzmem), który opanował całą Cywilizację Zachodnią jest dla niej obecnie największym zagrożeniem. Niszczy ją jak wirus. W odróżnieniu od komunizmu nie uosabia go żaden wróg zewnętrzny (jak ZSRR uosabiał komunizm). Utrudnia to, a w wielu krajach być może wręcz uniemożliwia walkę z nim, bo jego idee jak infekcja opanowały społeczeństwa niwelując bądź wymazując dotychczasowe nurty ideowe i polityczne, np. sprawiając, że "konserwatyści" faktycznie przestają być konserwatystami godząc się na najbardziej radykalną w dziejach genderystowską rewolucję queer-seksualną, do której wstępem jest zwykła rewolucja seksualna przeprowadzana m.in. przez takie akcje jak #sexed.pl.

"Unicestwienie" demoralizacji

Wszechobecna promocja i akceptacja seksualnej rozwiązłości prowadzi do podważenia pojęcia demoralizacji, a w konsekwencji prawnych zapisów chroniących przed nią dzieci i młodzież. Artykuł 72.1 Konstytucji RP mówi, że każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją. Jeśli jednak ze sfery aktywności seksualnej usuwamy pojęcie moralności, to usuwamy z niej również pojęcie demoralizacji, zupełnie jakbyśmy to pojęcie unicestwiali. Niezależnie od tego czego by ludzie nie wyczyniali w sferze seksualnej, nie można już nikogo oskarżyć o demoralizację, bo demoralizacja po prostu nie istnieje. Powinni o tym pamiętać zwolennicy przesuwania granic.

Nazywając rzeczy po imieniu, o akcji #sexed.pl trzeba po prostu powiedzieć, że demoralizuje dzieci i młodzież i żądać od organów władzy publicznej ochrony przed [tą] demoralizacją. Inżynieria społeczna zmieniła jednak sposób myślenia i aparat pojęciowy tak wielu ludzi, że taki komunikat najprawdopodobniej nie zostanie zrozumiany opacznie i potraktowany jako zamach na wolność, światłą, postępową edukację etc.

Dziesiątki lat pracy kulturowych, w tym seksualnych rewolucjonistów doprowadziły do tego, że celebryci mogą zachęcać dzieci i młodzież do masturbacji i przygodnego seksu z każdym, kto się nawinie i spodoba, a znaczna część społeczeństwa godzi się z tym i traktuje to jako normalne. Promocja homoseksualnych orgii, jawnej pedofilii i kazirodztwa są następne w kolejce; na Zachodzie już są obecne w edukacji, choć jeszcze nie w pełni rozpowszechnione. Czy zafascynowani transgresjami (przekraczaniem granic) polscy celebryci równie ochoczo będą je promować? Czy próby powstrzymania takiej "edukacji" potraktują jako zamach na wolność i postęp? Czy przyjdzie taki moment, że się otrząsną, przejrzą na oczy i uświadomią, że zaszli za daleko, jak celebryci czasów stalinowskich, którzy promowali gułagi równie ochoczo jak ich obecni odpowiednicy promują masturbację wśród dzieci?

Jak elastyczne są ich umysły w moralnym relatywizmie i czy są świadomi jego konsekwencji?

Oszustwo światopoglądowej neutralności

Do poddania społeczeństw tej społecznej inżynierii niezbędne jest wyłączenie zakorzenionych w nich hamulców moralnych i obyczajowych. Dlatego realizując znany od lat schemat budowy Nowego Wspaniałego Świata celebryci proponują rozmowę o seksie bez wspominania o standardach moralnych. Te standardy trzeba wykluczyć z publicznego dyskursu i z edukacji, bo wyzucie ludzkiego postępowania z moralności ma być rzekomo światopoglądowo neutralne. Czy są aż tak głupi, że sami w to wierzą, czy aż tak cyniczni, że świadomie wciskają nam ten nonsens?