Autorzy apelu proszą prezydenta Rosji, by polecił generalnemu prokuratorowi Rosji sprawdzenie jakości śledztwa dotyczącego mordu katyńskiego. Precyzują, że ich postulat dotyczy "ustalenia całkowitej listy osób poszkodowanych oraz wyczerpującej listy osób, które uczestniczyły w przestępstwie i danie adekwatnej oceny prawnej ich działań". Chcą też, aby po ewentualnym sprawdzeniu zostało wznowione śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej, które strona rosyjska umorzyła w 2004 r.
List otwarty stowarzyszenia "Memoriał" wydrukowała dzisiejsza "Nowaja Gazieta". - Sumienne, pełne i maksymalnie jawne śledztwo w sprawie przestępstwa katyńskiego jest konieczne nie tylko dla normalizacji rosyjsko-polskich stosunków, ale przede wszystkim po to, aby cień przestępstw stalinowskich nie kładł się na współczesną Rosję – czytamy w liście.
Sygnatariusze listu zwracają uwagę na słowa wypowiedziane przez prezydenta Miedwiediewa, który rozstrzelanie polskich oficerów zostało nazwał "przestępstwem reżimu totalitarnego". - To ważne, gdyż przezwyciężenie następstw stalinizmu jest życiowo ważne dla Rosji – podkreślają członkowie "Memoriału".
"Memoriał" to rosyjska organizacja pozarządowa, broniąca praw człowieka i dokumentująca zbrodnie stalinowskie. Podkreśliła, że krąg osób uznanych przez GPW za winne mordu na polskich oficerach w 1940 roku oraz kwalifikacja prawna dana tej zbrodni są rażąco sprzeczne z okolicznościami sprawy.
Jednak oświadczenie Głównej Prokuratury Wojskowej, negatywnie odnoszące się do postulatów "Memoriału", to kolejny w ostatnich dniach "owoc" pojednania polsko-rosyjskiego. Innymi są na przykład gwałtowne rekacje rosyjskich mediów i władz na amerykańskie baterie rakiet Patriot, które do Polski przyjechały jedynie na szkolenia, a w przyszłości będa mieć jedynie charakter obronny. A także rewelacje rozsiewane w środę przez "Izwiestjia" i inne oficjalne gazety, że 10 kwietnia "śmiertelnym lądowaniem dowodził dowódca Sił Powietrznych Polski" gen. Andrzej Błasik, a być może nawet pilotował samolot. Równie pojednawczy był "Moskowskij Komsomolec" tytułując swój artykuł: "Polacy dopuścili do presji wobec pilotów".
Wreszcie, o pojednaniu polsko-rosyjskim świadczyła weekendowa publikacja "Niezawisimoj Gaziety", w które powielono wszystkie najgorsze kłamliwe stereotypy na temat historii Polski w czasie II wojny światowej. Napisano, że dziadek premiera Polski, Józef Tusk, był wśród "polskich ochotników" (a było ich podobno aż milion), którzy podczas II wojny zaciągnęli się do Wehrmachtu i SS. Tradycyjnie w artukue zanegowano też odpowiedzialność NKWD za mord na polskich oficerach w 1940 roku.
Dziadek Donalda Tuska rzeczywiście był w Wehrmachcie, ale nie jako ochotnik. Ponadto nieuważny czytelnik artykułu mógłby odnieść wrażenie, że zgłosił się na ochotnika do SS.
"Polskie władze w ogóle nie chcą mówić o tym pół milionie swoich rodaków. Gdy przypiera się ich (do ściany), twierdzą, że to źli Niemcy przymusowo zmobilizowali nieszczęsnych Polaków. Niestety - żadnej mobilizacji ani do Wehrmachtu, ani do SS Niemcy nie prowadzili nie tylko wśród Polaków, ale także wśród Rosjan, Francuzów i innych (narodów)" - zaznacza dziennik. "Do SS Polacy zaciągali się dobrowolnie. W wypadku Wehrmachtu schemat był nieco inny. Najpierw pan prawdą i nieprawdą musiał udowodnić, że nie jest Polakiem, lecz Niemcem z urodzenia. Przy czym - niemieckie władze nie tylko nie popierały takiej metamorfozy, ale nawet czyniły panom różne przeszkody" - pisze "Niezawisimaja Gazieta".
mm/Psz.pl/RMF FM/dziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

