Alyce Clark to nieźle zapowiadającą się zawodniczka w skokach przez przeszkody. Od miesiąca brała jedną pigułkę antykoncepcyjną Microgynon dziennie, gdy w domu nagle upadła na ziemię. Powodem było zatrzymanie krążenia. Była siedmiokrotnie reanimowana w drodze do szpitala, a jej rodzice zostali wezwani, aby pożegnać się z córką - pisze Daily Mail.



Po przewiezieniu do szpitala i po szczegółowych badaniach okazało się, iż w organizmie nastolatki pojawiły się setki zakrzepów. Po podaniu leków przeciwzakrzepowych dziewczyna wraca do zdrowia. Lekarze twierdzą, że gdyby Alyce miała więcej niż 25 lat, zakrzepy spowodowałyby nieodwracalne zmiany w mózgu.

 

Sama pposzkodowana powiedziała: - Byłam przekonana, że to pigułki antykoncepcyjne spowodowały moją chorobę. Byłam osobą kochającą sport, nigdy nie piłam i nie paliłam. Nie zażywałam też narkotyków. Cieszę się, że udało się w końcu wyjaśnić przyczyny mojego stanu zdrowia - powiedziała Alyce.

 

Niestety Alyce nie wróci już do pełni zdrowia i musi pożegnać się z jeździectwem i wyczynowym sportem. - Lekarze ostrzegali mnie, że moje płuca będą uszkodzone do końca życia - powiedziała.

 

Oczywiście zawsze znajdą się przedstawiciele firm farmaceutycznych produkujących świństwa w postaci tabletek antykoncepcyjnych twierdzących, że na 1 000 przypadków kobiet zażywających owe substancje tylko 10 umiera. Cóż, taka argumentacja jest wystarczająca, by optować za całkowitym zakazem produkowania i sprzedaży tego świństwa.

 

 

sm/dailymail.co.uk