Marta Brzezińska: Spokojny, kolorowy, radosny marsz prezydencki i uczestnicy Marszu Niepodległości, którzy po raz kolejny urządzili na ulicach Warszawy regularną wojnę z policją – takie są obrazki znajdziemy w mediach po 11.11.12.
Artur Zawisza: Marsz prezydencki, gromadzący - jak na możliwości ośrodka prezydenckiego - zaledwie garstkę uczestników był imprezą oficjalną. Szli w nim urzędnicy za pieniądze, funkcjonariusze na rozkaz i polityczni outsiderzy, aby ogrzać się w blasku prezydentury. Tymczasem Marsz Niepodległości po raz kolejny był marszem ludzkich serc, w którym wzięły udział pokolenia Polaków, a który także wyglądał barwnie dzięki udziałowi husarii, grup rekonstrukcyjnych, motocyklistów z Rajdu Katyńskiego, nadających mu dynamikę. Tego wszystkiego nie widzieliśmy, bo głupie media, podkreślam – głupie media, skupiły się na tym, co interesuje je najbardziej, czyli na elementach zadymy. A jednak – w ubiegłym roku Marsz został rozwiązany, zaś wczoraj – doszedł do końca i wybrzmiał słowami o powstaniu Ruchu Narodowego.
Media skupiły się na pokazaniu zadymy, nie zmienia to jednak faktu, że do tej zadymy doszło. Kto w niej uczestniczył? Były to wprawdzie zamieszki na mniejszą skalę, niż to miało miejsce 11.11.11, ale dziś już czytam prasowe komentarze o powtórce scenariusza. Warszawa liczy straty, ponoć naliczyła ich już 30 tys.
30 tys. to kropla w morzu 8 miliardów złotych, jakie Polska może oddać zagranicznym gangsterom, aby zapłacić za ich kryzys w ramach paktu fiskalnego. To są prawdziwe wyzwania dla polskiej niepodległości. Wracając do tego, co wydarzyło się w Warszawie, przypomnę, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Jeżeli siedząc na trybunie prezydenckiej 11.11 w południe, słuchając wystąpienia prezydenta odbierałem telefon od redaktor Brzezińskiej, pytającej o zatrzymywanie autokarów jadących do Warszawy na MN, to rozumiem, że atmosfera narasta. Jeżeli idzie o przebieg tego jednogodzinnego wydarzenia, jakim było przetrzymanie na rondzie Dmowskiego uczestników MN oddzielonych od czoła pochodu, to nie wykluczam elementów policyjnej prowokacji. Choć też oczywiście nie wykluczam tego, że polscy oburzeni zachowywali się tak, jak na oburzonych przystało, czyli bez pardonu wobec tych, co do których mają wiele pretensji.
Mówisz o policyjnej prowokacji, a rzecznik policji insp. Mariusz Sokołowski odpowiada: „To jest absurd. Kuriozalna teza. Mielibyśmy atakować sami siebie?”. To co z tą prowokacją?
Jasne. Służba bezpieczeństwa nigdy nie werbowała tajnych współpracowników wśród działaczy „Solidarności”, a historia policji na przestrzeni setek lat nie zanotowała przypadków prowokacji. To jest dopiero absurd! Nigdy jeszcze rzecznik prasowy jakiejkolwiek policji nie przyznał się do prowokacji. Czy ona rzeczywiście miała miejsce? Tego nie wiem, ale chcę wyjaśnienia, ponieważ policja nie działała w sposób uspokajający. Jeżeli zdecydowała się na użycie swoich zamaskowanych pracowników udających kibiców i wmieszała ich w tłum, to dlaczego nie ogłosiła tego przed MN? Mogłoby to poskutkować większą powściągliwością uczestników. Jeśli było inaczej, to być może mieliśmy do czynienia nawet z mimowolną prowokacją.
Jeśli to rzeczywiście była prowokacja, to jej autor osiągnął swój cel – wszystkie media pokazały zadymy w centrum. Nie ukrywajmy, takich obrazków potrzebowały wczoraj mainstreamowe media. A wy im ich poniekąd dostarczyliście.
Ale jednocześnie te same media podkreślają, że zarówno policja, jak i organizatorzy marszu nie mieli nic wspólnego z zadymiarzami. To w mojej ocenie ważna teza większości mediów. W tym samym czasie, wyłącznie dobre słowa i żadnego złego, padają pod adresem Straży Marszu Niepodległości, która zachowywała się rozsądnie, odpowiedzialnie i współpracując z siłami porządkowymi. Organizatorzy MN mają dzięki temu powody do dumy.
Wiele razy podkreślałeś w mediach, że wczoraj doszło do policyjnej prowokacji i posiadacie kilkadziesiąt zdjęć, które są tego dowodem. Dziś spotykacie się pod komendą stołeczną policji, by – jak rozumiem – protestować przeciw działaniom, jakie wczoraj względem was zastosowano.
Dziś będzie miała miejsce pikieta pod Komendą Główną Policji. Tymczasem trwa weryfikacja relacji świadków, nagrań filmowych, zdjęć już opublikowanych w sieci. Chcemy zebrać materiał dowodowy, aby rozważyć istotę i skalę środków zaradczych. Na pewno nie będziemy bierni i potulni w sytuacji, kiedy policja strzela do nas gumowymi kulami, bo także to miało wczoraj miejsce.
Na koniec, żeby nie było tak słodko, zapytam Cię jeszcze o jeden incydent. Dziennikarz TVP Kamil Dziubka poinformował wczoraj na Twitterze, że jacyś chuligani z MN zaatakowali i pobili ekipę TVP, a jeden z nich rozbił kamerę, rzucając nią o ziemię. „Rozbita kamera, skopany mój operator” - napisał Dziubka. Czyli jednak ktoś z uczestników MN dał się ponieść emocjom, sprowokować? Czy może raczej był to ktoś całkowicie niezwiązany z Marszem, który wykorzystał tę okazję dla swoich celów?
Przed chwilą mówiliśmy o dowodach i powiadamianiu prokuratury. Zachęcam dziennikarza telewizji publicznej do pójścia za tą radą, a wszystko zostanie wyjaśnione.
Rozmawiała Marta Brzezińska
fot. Onrpodhale.boo.pl
