Autor tekstu Piotr Lisiewicz jest dziennikarzem niesfornym (w odróżnieniu od „dziennikarzy niepokornych”) i tej niesforności dał wyraz. Tym razem to jednak przywara niebezpieczna, bo opierając się na poszlakach, stawia tezy wydumane czy wręcz kłamliwe. Szczerze mówiąc, można się śmiać z artykułu, w którym – na podstawie pochwały artystycznej i patriotycznej strony filmu „Hubal” przez rzecznika Obozu Narodowo-Radykalnego wypowiedzianej na wiecu w Lublinie 13 grudnia – wnosi się, że Ruch Narodowy wobec tego ma powiązania z dawnymi komunistycznymi promotorami filmów wojennych.


W innym miejscu Lisiewicz wywodzi związek z WSI z tego, że gen. Dukaczewski wypowiedział w radiu trzeźwą tezę, że z przypadku Brunona K. nie powinny wynikać prześladowania policyjne środowiska narodowego czy nacjonalistycznego. Ja się absolutnie pod tą tezą podpisuję, rozumiejąc, że Marek Dukaczewski wypowiedział ją ze względów zdroworozsądkowych. Wnoszenie na tej podstawie jakiejś wspólnoty poglądów czy wspólnoty działań jest jakimś absurdem. Przecież akcja wobec Brunona K. w istocie była prowokacją rządu Tuska wobec środowisk, zarówno centroprawicowych, jak PiS, jak i narodowych, jak powstający Ruch Narodowy. I wszyscy powinniśmy się zgodzić z oczywistą oceną, że o takiej akcji należy jak najszybciej zapomnieć, a nie stawiać ją na sztandary walki z rzekomym szowinizmem.


Kolejnym tropem jest pochwała wyrażona ustami prezesa Młodzieży Wszechpolskiej dla pojednania polskiego Kościoła i rosyjskiej Cerkwi zapoczątkowanego aktem arcybiskupa Michalika i patriarchy Cyryla. Co do tego dokumentu i jego okoliczności, to warto przypomnieć wypowiedź udzieloną w tej sprawie przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości: ”rozumiem, że głównym powodem zawarcia tego porozumienia jest wola Episkopatu i Cerkwi, aby bronić chrześcijańskiej cywilizacji życia przed coraz silniejszą falą laicyzacji, przed cywilizacją śmierci. Jest takie powiedzenie – skądinąd rosyjskie – że na wojnie każdy bagnet dobry” (Wprost, 1.IX). Znając żądło publicysty Gazety Polskiej, gotów jest on oskarżyć Jarosława Kaczyńskiego, iż jest ruskim agentem, ale mnie proszę od tego zwolnić.


Gdyby z tego typu procesem poszlakowym ktoś chciał udać się do sądu, to każdy sędzia wyśmiałby akt oskarżenia sformułowany na podstawie przesłanek, na które w swoim artykule powołuje się Piotr Lisiewicz. Na podstawie gdzieś zasłyszanych skrawków informacji dziennikarz sformułował śmiertelnie poważną tezę, która ostatecznie miałaby brzmieć, że Ruch Narodowy jest fałszywką autorstwa byłych Wojskowych Służb Informacyjnych.


Przykro mi, że na łamach zasłużonej „Gazety Polskiej” tego typu, już nawet nie epitety, ale brednie mogę znaleźć. Wiążę to jednak z zaplanowaną akcją partii Prawo i Sprawiedliwość, której rzecznik kilka dni wcześniej ogłosił, że błędem PiS było pozwolenie jego sympatykom i wyborcom na uczestnictwo w Marszu Niepodległości i ten błąd nie zostanie już więcej popełniony. W istocie, jest to zapowiedź bojkotu Marszu Niepodległości w ramach rywalizacji z powstającym Ruchem Narodowym. Oceniam, że artykuł w „Gazecie Polskiej” jest wykonaniem partyjnej dyspozycji wydanej przez kierownictwo PiS. Z rzetelnym dziennikarstwem nie ma nic wspólnego. 


Warto przy tym pamiętać, że bezpośrednio po 11.11.12 posłowie PiS (w tym: wiceprezesi Adam Lipiński i Mariusz Kamiński) jawnie stawali po stronie Tuskowej policji, jednak ważne postaci obozu niepodległościowego (np. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski, Wojciech Reszczyński czy Jan Pietrzak) stawali w obronie Marszu Niepodległości (nota bene, wespół z ekspertami, jak gen. Roman Polko czy ex-szef ABW Bogdan Święczkowski). Musiało to zostać ocenione jako groźne przez partyjne kierownictwo.


Mówię to wszystko, mając uznanie, zarówno dla antykomunistycznego profilu ideowego Piotra Lisiewicza, jak i dla jego inteligentnego, często przewrotnego pióra. Przecież ostatnio, kiedy krytykowałem pojawienie się Lenina w reklamie sieci Heyah, miałem na myśli prawdziwego komunistycznego Lenina, a nie tego, za którego niekiedy przebiera się Piotr Lisiewicz. Od tego autora naprawdę oczekiwałbym więcej życzliwości dla kolegów o często podobnych do niego nastawieniach, wywodzących się z środowisk antykomunistycznych i patriotycznych.


Not. Marta Brzezińska