Marta Brzezińska: Przeczytałam właśnie artykuł „Jesteśmy czarnym snem”, w którym autor tekstu, Michał Krzymowski, w gruncie rzeczy patrzy na działaczy Ruchu Narodowego łaskawym okiem. Jednak okładka „Newsweeka” z „Prawdziwym Polakiem” w masce goryla mówi sama za siebie. Czujecie się szczuci przez Tomasza Lisa?

Artur Zawisza: Tomasz Lis idzie w coraz większą brutalność. Słowną brutalnością charakteryzuje się w swoich programach telewizyjnych, a od pewnego czasu także wizualną brutalnością na okładkach swojego tygodnika. Być może wychodzi z założenia, że dla pewnej części odbiorców jedynym przekazem pozostanie okładka „Newsweeka”. I z tego punktu widzenia nie potrzeba już ani linijki tekstu, reszta tygodnika mogłaby się składać z białych, niezadrukowanych stron. Przekaz niejako podprogowy dokonuje się przez brutalizację przekazu wizualnego. Oczywiście, w tym przypadku Lis mógłby się bronić tym, że przecież podobnego przebrania, jak to na okładce, używali uczestnicy happeningu na UW. Różnica jest jednak zasadnicza, bo tam maski, także koni, miały ewidentnie prześmiewczy charakter, a Lisowi chodzi o odczłowieczenie. Komunikat jest jasny: wszechpolak o przekonaniach narodowych jest bardziej zwierzęciem niż człowiekiem. To jest najdalej idąca intencja brutalizacji przekazu.

Warto było w takim układzie wypowiadać się z sympatią na temat „happeningów” na uniwersytetach? Efekt jest teraz taki, że Ruchowi Narodowemu dorabia się gębę goryli.

Nie kijem, to pałką. Czegokolwiek byśmy nie zrobili, będziemy nieuczciwie traktowani. Nota bene wyjaśnialiśmy, że Ruch Narodowy nie był organizatorem ani inspiratorem happeningów ani w Warszawie, anie w Radomiu. Z drugiej strony, oczywiście podchodziliśmy ze zrozumieniem do spontanicznej aktywności osób niezadowolonych, która przecież narasta. Nie dalej niż wczoraj mieliśmy negację palikotyzmu podczas kongresu gospodarczego w Szczecinie. To znowu była samodzielna grupa, jednak wyrażająca pewien głos ludu. Dla mnie najistotniejsze jest to, że Tomasz Lis odtrąbił klęskę liberalnej ideologii.

To znaczy?

Zżyma się czy nawet wścieka, ale w istocie mówi o abdykacji liberalizmu i ofensywnym charakterze myśli narodowej. On chce tę myśl przedstawić wyłącznie jako gorylą maskę, ale tak naprawdę sygnalizuje przegraną w świecie idei. Z kolei, artykuły zamieszczone w „Newsweeku” są czasem groteskowe, jak wywiad z Sergiuszem Kowalskim, który mówi o neonazistowskim charakterze Ligi Polskich Rodzin, a czasem uszczypliwe, ale analityczne, jak tekst Michała Krzymowskiego. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że przeciwnicy nie wystawiają nam laurek.

Jasne, rozumiem pewien żal powodowany tym, że cokolwiek nie zrobicie, to jesteście przedstawiani jako barbarzyńcy etc., ale czy nie jest trochę tak, że czasem sami dajecie oponentom argumenty do ręki? Na przykład sympatyzując z grupkami troglodytów w małpich maskach? Może Ruchowi Narodowemu potrzeba namysłu nad mniej drastyczną formą przekazywania swoich postulatów?

Środowiska Ruchu Narodowego mają ogromną satysfakcję, że w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych wyprowadziły na ulice polskich miast ponownie bodaj kilkadziesiąt tysięcy osób. Pomijając inicjatywy samorządowe, odbywały się dziesiątki takich uroczystości, organizowanych w przeważającej mierze przez środowiska albo Ruchu Narodowego, albo z nim sympatyzujące, jak kibicowskie. To była poważna, a nawet patetyczna forma przekazu, wspominająca hekatombę młodzieży narodowej, walczącej jako Żołnierze Wyklęci z narzuconym Polsce komunizmem w latach '40 i '50. Tam nie było gorylich masek. Były sztandary, portrety Żołnierzy Wyklętych, apele poległych. W dziesiątkach polskich miast odbywały się takie uroczystości, co z kolei zauważyła „Gazeta Wyborcza”, pisząc, że w tej chwili głównymi orędownikami idei Wyklętych są narodowcy...

... i mocno ubolewając nad faktem, że zawłaszczyliście sobie obchody 1 marca.

To jest tak, jak z 11 listopada i Marszem Niepodległości. Państwo o charakterze liberalnym opuściło swoich obywateli przywiązanych do tradycji niepodległościowej, stąd organizatorami największej manifestacji stały się siły społeczne, spoza obozu władzy i opozycji parlamentarnej. Tam gdzie tworzy się próżnia, zostaje ona szybko zapełniona przez tych, którzy poczuwają się do spuścizny ideowej i historycznej.

Rozmawiała Marta Brzezińska