Turecka policja zatrzymała osiem osób podejrzewanych o związki z zamachem w Stambule. Według tureckich mediów, nie ma wśród nich zamachowca. Zatrzymani są przesłuchiwani przez funkcjonariuszy z oddziałów antyterrorystycznych. Więcej szczegółów nie podano.
Do zamachu przyznała się terrorystyczna organizacja Państwo Islamskie. W sylwestrową noc uzbrojony mężczyzna otworzył ogień do osób bawiących się w jednym z najpopularniejszych klubów w mieście. Zginęło 39 osób, a 69 zostało rannych.
W opublikowanym w internecie oświadczeniu organizacja Państwo Islamskie napisała, że "jeden z jej żołnierzy przeprowadził atak na chrześcijan, świętujących nadejście nowego roku". Miała to być operacja wymierzona w Turcję, która - jak napisano w oświadczeniu - jest "obrońcą krzyża".
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w sylwestrową noc, już po północy, zamachowiec przyjechał pod klub Reina taksówką. Przed wejściem zabił policjanta oraz jednego cywila, po czym wszedł do środka i otworzył ogień do bawiących się ludzi.
Dwie trzecie ofiar śmiertelnych to obcokrajowcy, w tym obywatele Arabii Saudyjskiej, Libanu, Izraela, Francji i Belgii. Klub, w którym doszło do zamachu, położony jest w europejskiej części Stambułu, nad Bosforem. Jest popularnym miejscem wśród młodzieży, a także artystów i obcokrajowców.
W ostatnich miesiącach w Turcji liczba ataków wzrosła, czego przyczyną jest wojna domowa w sąsiedniej Syrii. Zamachów dokonywali zazwyczaj partyzanci z Partii Pracujących Kurdystanu lub zwolennicy tak zwanego Państwa Islamskiego. Kilka dni temu, turecki policjant zastrzelił rosyjskiego ambasadora w Turcji.
emde/IAR
