Zachowanie lewicy i mediów w tej sprawie jest skandaliczne. Kilka tysięcy osób, przebranych między innymi za więźniów obozów koncentracyjnych, próbuje uniemożliwić przejście manifestacji narodowców, którzy chcą uczcić Święto Niepodległości. I robi wszystko, by doprowadzić nie tylko do starcia, ale również do delegitymizacji części opinii publicznej. A niestety wspomagają ich w tym dzielnie media.
Skąd tak ostra ocena? Ani ONR ani Młodzież Wszechpolska nie są z mojej bajki. Nie zachwyca mnie szczególnie myśl narodowo-demokratyczna, ale nie zgadzam się na mówienie, że polscy narodowcy byli faszystami. Nie ma i nie może być niczyjej zgody na to, by sugerować, że polscy narodowcy odpowiadają za mordowanie ludzi w obozach koncentracyjnych. Tak właśnie zachowują się lewacy. Przebranie się za więźniów obozów jest takim właśnie symbolem, jest próbą zafałszowania historii. Tak się bowiem składa, że narodowcy byli w obozach koncentracyjnych, które dla nich zorganizowali socjaliści (fakt, że narodowi) z Niemiec. Narodowcy ginęli też w obozach zorganizowanych przez innych lewaków zza drugiej granicy, czyli komunistów. Nieznane są natomiast ofiary obozów polskich narodowców. Nieznane, bo ich nie było. Próba sugerowania, że było inaczej jest więc zwyczajnym, ordynarnym kłamstwem. Kłamstwem typowym niestety dla ludzi związanych z „Gazetą Wyborczą”.
Ale w całej tej sprawie o wiele bardziej niebezpieczne jest, co innego. Otóż jeśli rzeczywiście lewakom uda się nie dopuścić do przejścia legalnej manifestacji, to będzie to oznaczało, że pewna części Polaków nie ma prawa do manifestowania swoich poglądów. Część z nas jest pozbawiona głosu. A, znając zdolności lewackich ideologów spod znaku Seweryna Blumsteina i „Gazety Wyborczej”, niebawem może się okazać, że „faszystami” są też obrońcy życia, obrońcy krzyża, katolicy, konserwatyści czy ktokolwiek inny. Dlatego – nawet jeśli nie zgadzamy się z narodowcami – trzeba bronić ich prawa do manifestowania. Trzeba, bowiem jego ograniczenie oznacza, że niebawem lewactwo będzie nam dyktowało, co można mówić, co można myśleć, i kto ma prawo chodzić po warszawskich ulicach.
I jeszcze jedno. Jeśli na ulicach Warszawy poleje się krew, a widząc co się dzieje, nie można tego wykluczyć, to odpowiedzialna za to będzie Agora, która wraz z Sewerynem Blumsteinem i innymi ideologami, całkowicie świadomie zwołała lewackich bojowników, by ci przeszkodzili w legalnym marszu. A wcześniej przez kilka tygodnia wykorzystywała swoje wpływy gospodarcze, by skombinować odpowiednio dużo gwizdków. Tak wiem, że oczywiście panie i panowie z Agory nigdy się do tego nie przyznają, i że prawdopodobnie nie ma w naszym kraju sądu, który miałby odwagę ich skazać za podżeganie do nienawiści. Ale nie zmienia to faktu, że czasem trzeba powiedzieć prawdę.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

