Szanowni Panowie Redaktorzy,

 

Jako, że list skierowany do Papieża Franciszka był listem otwartym, pozwolę sobie go krótko skomentować, także w formie listu otwartego. I jak Wy opublikowaliście go w swojej i zaprzyjaźnionej gazecie, tak jak zrobię ze swoim na zaprzyjaźnionym portalu Fronda.pl. Zacznę od tego, że trudno z Wami dyskutować na poważnie, bowiem Wasz list ma wszelkie znamiona bełkotu intelektualnego. Wskazujecie w nim, że uważacie się za chrześcijan, by zaraz potem podkreślić, że jeden z Was jest nieochrzczony, a drugi niepraktykujący. Ciekawe to chrześcijaństwo, które nie uznaje chrztu i praktyk.

Ale żeby być uczciwy nie mogę nie zadać Wam prostego pytania: czy uznajecie, że Jezus Chrystus był Bogiem? Jeśli nie, to przykro mi, ale chrześcijanami nie jesteście. I nic nie zmieni w tym stwierdzenie, że uznajecie w Nim wielkiego człowieku. Jezus bowiem albo był Bogiem albo oszustem i wariatem, słusznie skazanym przez Rzymian na podstawie skargi Żydów. Jeśli był tylko człowiekiem, to kłamał mówiąc o sobie, jak o Bogu i przypisując sobie Boskie prerogatywy, a kłamstwo to było w tamtych czasach, i jest również w obecnych, bluźnierstwem. Jezus mógł tak mówić, bo był Bogiem i my chrześcijanie wyznajemy szczerze tę wiarę. Ktoś, kto jest nie wyznaje chrześcijaninem nie jest (choć oczywiście może być uczciwym człowiekiem).

Ale nie dyskusja teologiczna jest głównym celem mojego listu. O wiele istotniejsza jest pytanie o to, czy rzeczywiście nawet w liście do Ojca Świętego musicie kłamać? Historia księdza Wojciecha Lemańskiego jaką przedstawiacie jest skrajnie nieuczciwa. Nie ma w niej ani słowa o tym, że proboszcz Jasienicy skłócił parafian, że części z nich odmawiał posługi duchownej, czy że wytaczał procesy tym, z którymi się nie zgadzał. Nie ma tu ani słowa o tym, że w publicznych wypowiedziach kwestionował nauczanie Kościoła czy wymawiał posłuszeństwo biskupowi, choć w momencie święceń zobowiązał się publicznie do takiego właśnie posłuszeństwa. Brak wzmianek o pedofilskich pomówieniach wobec arcybiskupa Henryka Hosera (tak, tak może już nie pamiętacie, ale do tego też posunął się Wasz „rycerz”), z którym później trzeba się było wycofywać, przekonując, że w istocie chodziło o zarzut antysemityzmu. Listę przemilczeń można kontynuować.

I ona jednak nie jest najistotniejsza. Dlatego na koniec chciałbym zaapelować do Was, żebyście te same zasady, których chcecie od Franciszka zaczęli stosować do „Gazety Wyborczej” i szerzej do debaty publicznej w Polsce w ogóle. Jeśli papież ma tolerować księdza, który publicznie deklaruje odstępstwo od części wiary, to dlaczego Wy wyrzuciliście dziennikarza z praca po tym, gdy tylko na kolegium, bo nawet nie publicznie wyraził on odmienną od Waszej opinię na temat lustracji? Pamiętacie przecież jego nazwisko. A pamiętacie, jak kilkanaście lat temu, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” dzwonił do szwajcarskich właścicieli jednej z polskich telewizji, by ci zwolnili natychmiast rzekomo antysemickich, a w rzeczywistości jedynie prawicowych dziennikarzy, którzy prowadzili tę telewizję? I jeszcze jeden przykład z ostatnich lat, czyli rzekoma lista hańby Adama Michnika, która miała wskazać i napiętnować tych, którzy powinni zniknąć z życia publicznego. Jej skutek był inny, bo jej bohaterowie są teraz raczej dumni z tego, że się na niej znaleźli, a ci, których Pan pominął są rozgoryczeni, ale o to przecież chodziło. Tak więc zanim zaczniecie domagać się otwartości od Kościoła może wprowadzicie podobne standardy w swojej gazecie, a szerzej w koncernie?

Dopóki tego nie zrobicie Wasz list będzie tylko kolejnym dowodem na to, że chcecie przerobić Kościół na Waszą, „niewierzących chrześcijan” normę. Nic w tym nowego, w końcu już w latach 70., Pan, panie Adamie, sam wskazywał, że nie da się zmienić Polski jeśli nie zmieni się Kościoła. I od lat próbujecie to robić, z niezmiennie miałkimi, skutkami. Teraz uwierzyliście, że Papież Franciszek zrobi to za Was. Nic z tego jednak. Franciszek jest papieżem Kościoła Jezusa Chrystusa, a nie „Gazety Wyborczej”.

Na koniec jednak mam dla Was, drodzy Panowie, dobrą informację. Niezależnie od Waszych wyborów, obaj możecie zawsze do Kościoła wejść/wrócić. Kościół się od tego nie zmieni, bo On jest wieczny, ale niewątpliwie zmieni się Wasze życie. Czego, w tym wielkanocnym czasie, szczerze Wam życzę.

Z poważaniem Tomasz P. Terlikowski