W wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej" mec. Rogalski powiedział: - "Katastrofa smoleńska była zwyczajnym wypadkiem lotniczym, choć z przedziwnym zbiegiem okoliczności po stronie polskiej i rosyjskiej. Na nic więcej w tej chwili nie ma dowodów. Główną odpowiedzialność za katastrofę ponosi polski system szkolenia pilotów wojskowych i nieegzekwowanie przez nich podstawowych procedur bezpieczeństwa. Ich brak wyszkolenia i pewna nonszalancja to tylko skutek. Istotne znaczenie miało także zachowanie rosyjskich kontrolerów, w tym błędne komendy oraz niedostatki sprzętowe lotniska Siewiernyj. Niestety, nie można tego w tej chwili jednoznacznie ocenić, bo Rosjanie nie przekazują nam dowodów. Nie zmienia to prostego faktu: główni winowajcy zginęli na pokładzie tupolewa. Stawiam na zasadniczą winę po stronie polskiej. To bardzo przykre, ale tak właśnie jest. To, co mówię, nie jest patriotyczne. Ale ktoś to musi zrobić".
Na pytanie dziennikarza czy zmienił swoje poglądy odnośnie przyczyn katastrofy smoleńskiej, Rogalski odpowiedział: "Nie tyle zmieniłem, co opieram swoje stanowisko na faktach i dowodach, adekwatnie do aktualnego stanu wiedzy". I stanął w obronie raportu Millera.
Duża część wywiadu poświęcona jest komisji badającej przyczynę katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza i jego ekspertów. Rogalski mówi: "Chciałbym, aby prace pana Macierewicza były rzetelne, ale nie mam co do tego przekonania. Moim zdaniem eksperci Macierewicza – nie twierdzę, że w złej wierze – wyciągają pochopne wnioski w oparciu o jedynie pewien fragment materiału dowodowego. To w konsekwencji prowadzi do błędnych konkluzji. Ważną rzeczą jest także brak kompetencji i doświadczenia jego ekspertów w badaniu katastrof lotniczych".
Widać, że mecenas Rogalski toczy jakąś dziwną grę, której zasad nikt na razie nie pojmuje.
sm/Rzeczpospolita
