Jeszcze do niedawna wydawało sie, że Solidarna Polska jest na prostej drodze do powtórzenia krótkiej i bolesnej historii rozłamowców z PiS. Odejście w atmosferze kłótni, chęć wprowadzenia "nowej jakości", początkowy bum medialny i coraz bardziej nikłe poparcie w sondażach oznaczające albo wyborczą klapę albo totalną marginalizację i - dosłownie - zniknięcie partii. Prawica RP Marka Jurka okazała się zbyt słabym tworem, aby myśleć o samoistnym zaistnieniu w polskiej polityce, co skończyło się układem z PiS, które bardziej przypomina powrót politycznego syna marnotrawnego, niż sojusz dwóch równorzędnych ugrupowań.
PJN, w przeciwieństwie do Prawicy RP, była pozbawiona osoby charyzmatycznego lidera, a niewątpliwie do takiej roli nie dorastała Joanna Kluzik-Rostkowska, czego najlepszym przykładem było jej odejście i start z listy PO. Wygląda na to, że ugrupowanie pod przewodnictwem Pawła Kowala obierze drogę podobną do Prawicy RP, czyli dołączenia jako przystawka do większej partii. W tym przypadku przystawka nieco bardziej egzotyczna, bo główną siłą napędową takiej koalicji będzie Polskie Stronnictwo Ludowa, owiane złą sławą przez zjawiska, z którymi walkę deklarował właśnie PJN.
O pomniejszych inicjatywach, jak choćby zapomniana Polska Plus nawet nie warto wspominać.
Solidarna Polska nie zdecydowała się na manewr PJN. Pamiętam, że gdy tylko Janusz Piechociński pokusił się o przyjazne gesty wobec ugrupowań Zbigniewa Ziobry i Pawła Kowala, politycy tej pierwszej od razu odcięli się od takich pomysłów. Rzecznik Solidarnej Polski, Patryk Jaki, z którym minąłem sie tamtego dnia na korytarzu telewizji Superstacja, nie przebierał w słowach nt. potencjalnego sojuszu. Na antenie stwierdził krótko, że to jakieś "banialuki" i zasugerował, że posłowie PSL jeszcze nie wytrzeźwieli po sylwestrowej balandze.
Jak widać, konsekwencja i niezwykła aktywność w ostatnim czase zapunktowały. I tak, gdy PiS-owi (28 proc. poparcia), podobnie jak Platformie (30 proc. poparcia) spadło poparcie o 1 proc., Solidarna Polska może liczyć na wzrost aż o 4 proc. I tak z 2-procentowego poparcia robi się 6 procent, a SP staje się siłą parlamentarną, zgarniając również głosy niezdecydowanych wyborców. Przynajmniej według opublikowanego dzisiaj sondażu Homo Homini dla Wirtualnej Polski.
Z najnowszego badania opinii publicznej wynika, że deklaracje polityków PJN i PSL o potrzebie budowy centrum nie trafiają do społeczeństwa. Polaryzacja, jaka nastąpiła po 10 kwietnia 2010 r., nie służy projektom umiarkowanym. Czego kolejnym dowodem jest fakt, że w świetle nowego sondażu zyskują, zarówno SLD, jak i Ruch Palikota.
Czyżby szykowało się nowe rozdanie w polskiej polityce? Bynajmniej nie umirakowane, jakie wieszczyła na łamach "Polityki" Janina Paradowska, lansując tezę o triumwiracie: Gowin (prawica) - Piechociński (centrum) - Kwaśniewski (lewica). Radykalizm jeszcze nie przeszedł do lamusa...
Aleksander Majewski
