Raport opublikował brytyjski urząd zajmujący się nadzorem procedur zapłodnienia metodą in vitro Human Fertilisation and Embryology Authority. Dane udostępnione na podstawie ustawy o wolności dostępu do informacji wykazują, że rocznie średnio 80 aborcji w Anglii i Walii wykonywanych jest u kobiet, które zaszły w ciążę metodą in vitro.
Liczby zaskoczyły samych lekarzy. - Nie miałem pojęcia, że jest tyle postinvitrowych aborcji, a przecież każda jest tragedią – komentował jeden z urzędników ds. in vitro prof. Bill Ledger. Inni podkreślają, że to tym bardziej szokujące, że pary muszą przejść przez wiele trudności i kosztów, zanim dojdzie do zapłodnienia.
Szefowa brytyjskiego centrum doradztwa dla kobiet w ciąży (British Pregnancy Advisory Service) Ann Furedi uważa, że każdy z lekarzy przeprowadzających aborcje choć raz w życiu usunął dziecko z in vitro po tym, jak kobieta po prostu się rozmyśliła. - Dla niepłodnych ludzi już samo przezwyciężenie problemu staje się celem samym w sobie – mówi Furedi gazecie "Telegraph".
Coraz więcej sceptyków procedury in vitro zauważa, że kobiety coraz częściej traktują dzieci jak towary robione na zamówienie. Niektóre twierdzą, że się po prostu rozmyśliły. Inne uważają, że zostały zmuszone do in vitro przez partnera lub presję ze strony rodziny. Inne zdecydowały się pozbyć dziecka, gdy w międzyczasie rozpadł im się związek.
Do tego, przy in vitro częstym procederem jest tzw. selektywna aborcja w przypadku ciąży mnogiej, zdarzającej się wcale nie żadko w przypadku tej procedury. Dzieci są wtedy zabijane, by zmniejszyć "zagrożenie zdrowia" matki i innego dziecka. To właśnie "zagrożenie zdrowia" fizycznego czy psychicznego matki jest zresztą najczęstszą przyczyna aborcji na Wyspach.
AJ/Telegraph.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

