Polska kolejny raz pokazała, że jest potulnym misiem, który siedzi cicho, gdy go kopią. Choć prokurator Andrzej Seremet zapewniał na piątkowej konferencji prasowej śledczych, że spotkanie z dziennikarzami nie ma nic wspólnego z konferencją rosyjskich ekspertów, którzy dzień wcześniej kolejny raz fałszywie próbowali zwalić winę na stronę polską za katastrofę smoleńską, od kontekstu nie dało się uciec. I nie sposób odeprzeć wrażenia, że Polska znów przegrała ze stroną rosyjską walkę o obraz katastrofy smoleńskiej. Bowiem kolejna konferencja rosyjskich kłamców pozostała bez odpowiedzi.

Trudno w tej sprawie mieć jednak pretensje do polskiej prokuratury. Seremet i jego podwładni niczego na spotkaniu nie powiedzieli. Bo i powiedzieć nie mogli. Muszą się oni trzymać bowiem standardów prawa i mówić tylko to, czego są pewni oraz wtedy, gdy dysponują niezbitymi dowodami na poparcie swoich tez.

Konferencja rosyjskich ekspertów była politycznym atakiem na polską stronę. I ten atak – kolejny z resztą – powinien się spotkać z odpowiednią, polityczną reakcją. Tą reakcją powinno być silne i stanowcze stanowisko polityczne. Niestety jednak na to obecnie nie mamy co liczyć. Bowiem rząd, który takie stanowisko powinien wygłosić, nie jest w stanie powiedzieć w sporze z Rosja niczego stanowczego. Ministrowie i premier zachowują się jak banda tchórzów, którzy przysłowiowe jaja zabierają ze sobą tylko do Sejmu, gdy mają stoczyć walkę z opozycją. Gdy idzie o kontakty z Rosją odkładają je na półkę i łaszą się jak wykastrowany kot do decydentów z Kremla.

Tchórzostwo polskiego rządu uderza niestety w sprawę katastrofy smoleńskiej oraz osób nią dotkniętych. Nie dość, że rząd jest współodpowiedzialny za tę tragedię, to dodatkowo przyczynił się do zamazania i mataczenia strony rosyjskiej w śledztwie dotyczącym jej przyczyn. A obecnie nie robi nic, żeby przekazać własną ocenę sytuacji, która doprowadziła do śmierci 96 polskich obywateli w Smoleńsku, żeby podważyć wersję lansowaną od roku przez Moskwę.

Do tego trzeba byłoby bowiem wejść w spór z Rosją. A na to rządowi odwagi nie starczy. Nie starcza mu odwagi, żeby wypełniając obowiązki władzy publicznej, bronić dobrego imienia polskich pilotów, prezydenta, dowódców wojskowych. Nie stać go, by bronić polskiego dowódcy lotnictwa śp. Andrzeja Błasika, na którego Rosjanie chcą zrzucić odpowiedzialność za katastrofę. Nie stać go na obronę wdowy do generale, która w niewybredny sposób jest atakowana przez rosyjskie gazety na usługach Kremla. Polski premier, szef MSZ, MSWiA i MON siedzą cicho jak mysz pod miotłą, widząc co Moskwa wygaduje, co robi z Polaków, jak gnębi ich po śmierci, jak wyśmiewa rodziny ofiar tej tragedii. Czterech mężczyzn, którzy chowają głowy w piasek tym głębiej, im bardziej opluwa się Polaków.

Taki mamy rząd – pełen ludzi, dla których dobre imię Polski nie jest niczym szczególnym. W końcu – jak wspominał kiedyś premier Donald Tusk – „polskość to nienormalność”. To i w końcu nic dziwnego, że "normalni" ludzie z Kremla ją opluwają…

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »