Polacy, kierowani zapewne sentymentami związanymi z walką o własną niepodległość i suwerenność, mają silną tendencję do popierania wszelkich ruchów wyzwoleńczych czy prób obalania dyktatorów. Często słyszy się w mediach, że walka z reżimem rozpętana na świecie, przypomina polską „Solidarność” i jak ona wymaga wsparcia międzynarodowego. I wsparcie to na ogół bardzo szybko i zbyt pośpiesznie otrzymuje z Polski.

Taki tok rozumowania widoczny był również w polskich mediach, gdy Egipcjanie ruszyli na place i ulice, by żądać odejścia tamtejszego dyktatora Hosni Mubaraka. Wielu komentatorów powtarzało, że on musi odejść, żeby dać wolność Egipcjanom i umożliwić im budowę wolnego kraju. Jednak coraz więcej wiadomości płynących w Egiptu pokazuje, że zmiana władzy w Egipcie protestującym może nie wyjść na zdrowie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że władzę w Egipcie zdobędą tamtejsi muzułmanie. Choć początkowo Bractwo Muzułmańskie odcinało się od politycznych aspiracji i ambicji, dziś okazało się, że chce zakładać partię polityczną. A ponieważ jest to najsilniejszy ruch opozycyjny względem Mubaraka, wiele wskazuje na to, że partia muzułmańska zdobędzie dominującą pozycję w kraju.

Jeśli rzeczywiście muzułmanie egipscy zdobędą wpływ na najważniejszy północny kraj Afryki, będzie to nie tylko bardzo złą wiadomością dla opinii międzynarodowej, ale również obróci się przeciwko samym Egipcjanom. Bowiem Bractwo Muzułmańskie jest organizacją stosującą terrorystyczne praktyki, zdelegalizowaną przed laty m.in. za organizowanie zamachów na prezydentów Egiptu. Od czasu swojego powstania organizacja ta przeprowadziła kilka ataków, w których ginęli najważniejsi politycy w kraju. Do swoich zabójczych praktyk wracała za każdym razem, gdy któryś z egipskich przywódców zliberalizował swoje podejście do Bractwa i legalizował jego działalność.

Muzułmańskie Bractwo jest formacją szowinistyczną nie tylko w związku z metodami walki z politycznymi przeciwnikami. Jest również gorącym zwolennikiem wprowadzenia prawa szariatu oraz państwa wyznaniowego. A wejście w życie tych rozwiązań nie spowoduje wcale złagodzenia reżimu egipskiego, nastąpi raczej jego wzmocnienie i zmiana reguł stojących u podstaw niszczenia egipskiego społeczeństwa. Wygląda więc na to, że objęcie władzy przez środowisko muzułmanów może bardzo szybko okazać się zgubne nie tylko dla tamtejszych katolików, ale również wszystkich Egipcjan. Przecież właśnie z takim reżimem kilka miesięcy temu walczyli mieszkańcy Iranu, również – co zabawne – popierani przez opinię międzynarodową, w tym Polskę.

Obecnie cały świat zachodni nie ma żadnego interesu, żeby popierać rewolucję w Egipcie. Następcy Mubaraka stworzą prawdopodobnie równie brutalny co on reżim. Dodatkowo – reżim nieprzewidywalny, w którym brak jest zimnej, politycznej kalkulacji, w którym decyzje podejmowane są ze względów ideologicznych, nawet jeśli są niekorzystne. Na tym z kolei Zachód może ucierpieć, jeśli muzułmanie np. zablokują transport przez Kanał Sueski. Dodatkowo, co bardziej niepokojące, zmiany w Egipcie są powiązane z podobnymi rewolucjami, w wyniku których np. w Jemenie, Tunezji itp. władzę mogą przejąć podobne, ekstremistyczne organizacje muzułmańskie. A one – co pokazuje historia – są zawsze siedliskiem terroryzmu. Do czego może doprowadzić dojście takich grup do władzy, pieniędzy oraz możliwość ich działania, pokazały ataki z 11 września 2001 roku.

Gdy więc na świecie wybucha kolejna rewolucja, gdy mieszkańcy danego kraju zaczynają walczyć z dyktatorami, nie warto śpieszyć się z ocenami tego zrywu. Należy analizować sytuację i patrzeć, co z danej rewolucji może wyniknąć. Jeśli bowiem za plecami demonstrantów widać ekstremizm i terror, popieranie ich nie ma sensu. Nie każda rewolucja, nie każde obalenie jednego reżimu, jest korzystne dla danego społeczeństwa oraz świata. Tym bardziej nie każdą walkę z systemem można porównać do polskiej „Solidarności”. Ona nikomu nie zagrażała, ona nie mordowała i nie wzywała do świętej wojny. Jeśli więc w Egipcie następuje zmiana władzy, nie ma się czym ekscytować. Tam nikt „porozumień sierpniowych” nie spisze, tam żaden mur nie zostanie obalony...

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »