Wprowadzenie parytetów na listach wyborczych to decyzja głupia i bezsensowna. Jest przykładem zupełnie pokrętnego myślenia. Prawo to ma promować obecność kobiet w polityce (na marginesie, nie wiadomo jednak dlaczego kobiet ma być w niej więcej). Wiadomo jednak, że to nie w rozwiązaniach prawnych należy szukać sposobu na promocję „płci pięknej”. Tak jak promować zdrowego trybu życia nie da się wprowadzając ustawowy obowiązek jego prowadzenia, tak i kobiet do polityki ustawą nikt nie zachęci. W obu przypadkach – jeśli jest taka chęć - należałoby raczej prowadzić kampanie społeczne, które oddolnie zachęcałyby kobiety do aktywności partyjnej. A kariery takich osób jak Julia Pitera, śp. Aleksandra Natalii-Świat, śp. Izabela Jaruga-Nowacka, czy Ewa Kierzkowska pokazują jasno, że i bez parytetów kobiety mają otwartą drogę do kariery politycznej.
Wątpliwe, by wprowadzenie parytetów spowodowało zwiększenie się liczby kobiet w polityce. Może co najwyżej doprowadzić do instrumentalnego traktowania kobiet i mężczyzn. Staną się oni wypełniaczami list. Jeśli dana partia nie będzie miała wystarczająco dużo kobiet czy mężczyzn będzie musiała szukać kogokolwiek, by spełnić wymogi ustawowe. Choć nie o to zdaje się chodziło inicjatorom tych regulacji, przegłosowane w piątek prawo może doprowadzić do osłabienia roli kobiet w polityce. Mogą one stać się w większości widmami, nazwiskiem na liście.
Ustawa dot. parytetów nie dość, że może uderzyć pośrednio w pozycję kobiet w społeczeństwie, to dodatkowo osłabia autonomię partii politycznych. A one powinny mieć prawo wystawiania list, na najbardziej autonomicznych zasadach. Od oceniania atrakcyjności tych list są wyborcy a nie ustawowe regulacje. Jeśli więc partia ma ochotę wystawić do Sejmu same kobiety, albo samych mężczyzn powinna mieć do tego prawo. Jeśli wyborcom się to nie spodoba, partia nie dostanie się do parlamentu. I tyle.
W marketingu politycznym wybory porównywane są do zakupu towaru. Jest towar, jest odbiorca i cena. Towarem jest program i kandydaci, ceną głos oddany w wyborach. Przyjęte przez Sejm rozwiązania wchodzą w ten system. Mówią, jak ma wyglądać towar. A to jakby Sejm uchwalił, że w każdym sklepie spożywczym w kraju 35 procent towarów to muszą być napoje. Takie rozwiązania dobre są tylko w upaństwowionej gospodarce, a nie w warunkach rynkowych.
Parytety są niepotrzebne i będą szkodliwe dla kobiet, szczególnie tych, które chcą angażować się w politykę na poważnie. Im na pewno nie będzie schlebiało, że dostały miejsce dlatego, że są kobietami. A tak od dziś będzie to postrzegane.
W całej sprawie zastanawiające jest również źródło poparcia dla parytetów. Bowiem najgłośniej o nie apelowały środowiska, które przekonują, że płeć nie ma znaczenia, że płeć można sobie wybrać w dowolnym momencie życia. Kilka miesięcy temu „Gazeta Wyborcza” pisała o mężczyźnie, który uznał, że czuje się kobietą i kazał się nazywać Anią. I dziennikarze „GW” poparli to myślenie. Przyznali, że fakt, iż ktoś ma męskie genitalia jest mniej istotny niż to kim się czuje. Jednocześnie środowisko skupione wokół „GW” wzywa od miesięcy do wprowadzenia parytetów na listach wyborczych. To zupełny brak konsekwencji. Ciekawe co za nim stoi?
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

