Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz przyznał, że obawia się, iż obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej staną się "taranem przeciwko premierowi Donaldowi Tuskowi". - Niestety jestem pełen obaw, że znowu będą jakieś pochody z pochodniami, że znowu będzie konfrontacja polityczna i katastrofę będzie się używało jako taran przeciwko premierowi Donaldowi Tuskowi - powiedział Borusewicz w Polskim Radiu. Jak podkreślił, rocznica tragedii nie może być wykorzystywana politycznie.

Wypowiedź marszałka Senatu budzi zdziwienie. Rząd nie jest od tego, żeby słuchać pochwał i być głaskanym po głowie. Szczególnie, przy okazji obchodów rocznic tragicznych wydarzeń, do których się przyczynił. Jak się chce być politykiem, trzeba być przygotowanym również na te gorzkie i nieprzyjemne uwagi pod swoim adresem. Premier do końca życia będzie musiał wysłuchiwać uwag na temat skandalicznego zachowania jego rządu, zaniedbań, zrzeczenia się suwerenności względem Rosji, czy matactw i braku reakcji na kłamliwe obarczanie winą za katastrofę smoleńską Polski oraz oczernianie polskich pilotów. Historii już nic nie zmieni. Premier Donald Tusk dopuścił się wielu skandalicznych zaniedbań w tej sprawie. I należy o tym przypominać, wyciągać z tego wnioski i wyciągnąć odpowiedzialność względem osób, które się dopuściły zaniedbań. Sprowadzenie tak ważnej sprawy do głupich stwierdzeń o taranowaniu przeciwników politycznych jest trywializowaniem najważniejszych dla państwa spraw, jest robieniem sobie żartów z Rzeczypospolitej.

Marszałek Borusewicz dopuścił się w swojej wypowiedzi nadużycia. Stwierdził, że rocznica katastrofy nie może być wykorzystywana politycznie. W podtekście - wykorzystywana przez tych, którzy chcą taranować premiera. Tymczasem to systematycznie partia Borusewicza wykorzystuje katastrofę smoleńską do własnych partykularnych celów politycznych. Przecież rząd Donalda Tuska jeszcze przed identyfikacją ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego ogłosił sukces swojej polityki zagranicznej i przełom w polsko-rosyjskich stosunkach. To polskie władze na grobach członków polskiej delegacji do Katynia prowadzą cyniczną i zakłamaną grę, wtłaczając nas w wygodny dla siebie sojusz z Rosją. Sojusz, w którym Polska gra rolę chłopca na posyłki i broni interesów Kremla. Broni ich, krzycząc głośno o swojej rzekomej silnej pozycji i skuteczności na arenie międzynarodowej. A każdą krytykę postawy polskich władz nazywa politycznym wykorzystywaniem narodowej tragedii.

Z jednym zdaniem marszałka Borusewicza należy się jednak zgodzić – rocznica katastrofy smoleńskiej powinna zostać uczczona godnie. Jednak nie oznacza to zorganizowania miłego i sympatycznego spotkania, na którym kolejny raz Polacy usłyszą puste przemówienie premiera Donalda Tuska czy prezydenta Bronisława Komorowskiego, którzy znów powtórzą, że polskie państwo po 10 kwietnia zdało egzamin. Ono go nie zdało, o czym świadczy choćby poziom rzetelności raportu MAK oraz stan wiedzy polskiego społeczeństwa o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Jeśli więc zależy nam na godności i pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej należy mówić również o tym, co się nie udało, należy żądać poprawy, wyciągnięcia wniosków i konsekwencji względem tych, którzy dopuścili się zdrady polskich interesów i odpuścili sobie prawdę o śmierci 96 polskich obywateli.

A od najważniejszych polityków w państwie – w tym od marszałka Borusewicza - należy oczekiwać poważniejszego traktowania kwestii katastrofy smoleńskiej. A nie sprowadzania sprawy do manipulacji i stwierdzeń o taranach.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »