Przy okazji świąt Bożego Narodzenia politycy raczą społeczeństwo patetycznymi życzeniami, wygłaszają orędzia pełne pustych sloganów i wzywają do jedności przy wigilijnym stole. Jest to dla nich okazja do promowania siebie oraz próba jednoczenia rodaków. Jednak – słuchając życzeń premiera Donalda Tuska – nie sposób odepchnąć od siebie myśli, że w swej sztuczności i manipulacji dalece przesadził.
- Rok 2010 był wyjątkowo trudny dla wszystkich Polaków. Ale daliśmy radę - możemy naprawdę być dumni – powiedział Tusk. Zaznaczył, że życzy rodakom, by "świąteczne ciepło zostało jak najdłużej i dodawało sił, a szampańska zabawa sylwestrowa była zapowiedzią szczęśliwego nowego roku".
- Święta to czas, kiedy zwycięża w nas nadzieja i optymizm, dzień zdobywa przewagę nad nocą, a w naszych sercach jest coraz więcej radości i miłości. Zebrani przy wigilijnym stole rozumiemy, co to znaczy być razem. Jak ważni są dla nas inni ludzie, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem i jaka tkwi w tym siła - powiedział premier. - Polacy udowodnili sobie i innym, że są potężną wspólnotą, że wszystko są w stanie przezwyciężyć – kwituje premier.
Widząc jak dużą wagę rząd przykłada do marketingu nie dziwi fakt, że premier uwierzył swoim specom od wizerunku oraz kolegom z TVN. Jednak mimo tego mógł się pokusić choćby o szczyptę prawdy w swoim przemówieniu. Słowa o tym, że „daliśmy radę”, są kpiną z opinii publicznej oraz jej zdolności umysłowych. Daliśmy radę czemu? Zrobiliśmy cokolwiek, by wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej – największej tragedii dla życia publicznego w Polsce od lat, a może skutecznie likwidujemy skutki tragicznej powodzi, która dwukrotnie nawiedziła kraj? Państwo kierowane przez Donalda Tuska nie jest w stanie zapewnić Polakom nawet sprawnego transportu kolejowego, żeby mogli dojechać na święta. Ale premier ma w sobie dość buty i samozadowolenia, by mówić, że „daliśmy radę”.
Jak kpina brzmią również słowa Tuska o szczęśliwym 2011 roku. Dzięki zmianom w finansach wprowadzonym przez rząd będzie to bardzo trudny rok dla większości rodzin w Polsce. Rok, w którym społeczeństwo będzie musiało zapłacić za zaniechania rządów i przyjętą przez gabinet Tuska politykę walki z kryzysem. Zbliżający się rok będzie mało szczęśliwy, niezależnie od sylwestrowych nastrojów Polaków.
Zdaniem premiera „Polacy udowodnili sobie i innym, że są potężną wspólnotą, że wszystko są w stanie przezwyciężyć”. I rzeczywiście, tragiczne wydarzenia tego roku pokazały, że wciąż jesteśmy narodem, że miłujemy swoją ojczyznę i w chwilach tragicznych dla niej jednoczymy się. Jednak rok 2010 pokazał również, że polski patriotyzm jest nie w smak ludziom tworzącym polityczno-medialne zaplecze Platformy Obywatelskiej. Szkoda, że premier nie zauważył, że to jego koledzy jedność Polaków rozbili i wtłoczyli ich ze zdwojoną siłą w walkę z nie lubianą przez siebie partią polityczną.
Premier i jego polityka zdeptali w tym roku nie tylko jedność swoich rodaków, ale również – przywołane w wypowiedzi Tuska – poczucie dumy. Jeszcze w kwietniu premier przyznał, że Polska zrezygnowała ze starań o prowadzenie śledztwa ws. katastrofy w Smoleńsku, żeby nie psuć humoru rosyjskim przywódcom, wraz z kolejnymi przykładami skandalicznych zaniedbań strony rosyjskiej w postępowaniu ws. Smoleńska w Polsce rosła na sile propaganda poprawy stosunków Polski i Rosji, mimo braku jakiejkolwiek poprawy w podejściu Moskwy do naszego kraju Polska zdecydowała się na wspólne chwalenie polsko-rosyjskiego pojednania w krajach Europy Zachodniej, a prezydent Bronisław Komorowski poleciał na pstryknięcie palców Baracka Obamy do USA, by tam dać wyraz poparcia dla amerykańsko-rosyjskiego traktatu START niekorzystnego dla naszego kraju. To tylko część wydarzeń uderzających w podmiotowość naszego kraju i niszczących poczucie dumy narodowej Polaków. Z czego dziś, będąc przedmiotem w polityce międzynarodowej i zachowując się jak adwokat Rosji, możemy być dumni? Z polsko-rosyjskiego „pojednania”?
Rozumiem specyfikę przemówienia świątecznego. Nie chodzi o to, by premier straszył w nim Polaków, mówił, że jest fatalnie, a będzie jeszcze gorzej. Jednak chciałoby się, by w przemówieniach takich był w stanie ograniczyć swoją propagandę sukcesu do niezbędnego minimum, by był w stanie przyznać, że kierowane przez niego państwo popełniło błędy, że nie wszystko udało się tak, jak chciał. Tego przecież oczekuje się od prawdziwych mężów stanu. A Donalda Tusk ponoć to takiego pretenduje.
Pozostaje życzyć Państwu, by święta Bożego Narodzenia były mniej patetyczne, sztuczne i oderwane od rzeczywistości niż przemówienie Donalda Tuska, by były ożywczym przeżyciem dla Państwa i Państwa rodzin. By narodzony Chrystus pokazał Państwu również te dziedziny życia, nad którymi należy jeszcze pracować., oraz by dał Państwu siły do zmieniania się na lepsze.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

