Różne historie, różne opowieści, różne rodziny, wszystkie naznaczone tym samym doświadczeniem – katastrofą smoleńską. Nowy film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego pt. „Lista pasażerów” to ogromny ładunek emocji związanych z tragedią z 10 kwietnia 2010 roku. Obraz składający się ze wspomnień osób, które w Smoleńsku straciły najbliższych, pokazuje prywatną tragedię i pustkę, która jest skutkiem tragedii smoleńskiej. Pustkę, której nic nie może wypełnić, od której nie da się uciec. Pustkę, która naznaczyła rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej na całe życie. Wypowiedzi bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej pokazują, że dla nich nic już nie będzie takie samo. One będą dzieliły swoje życie na czas przed i po katastrofie smoleńskiej.

W wypowiedziach bohaterów filmu pojawiają się porównania, od których nie da się uciec – do zbrodni katyńskiej. Katyń zabrał Polsce elitę i naznaczył polskie społeczeństwo na dekady. Tak samo Smoleńsk zabrał Polsce niemałą część elity oraz odcisnął się na Polakach i Polsce na długie lata. Zbrodnia katyńska dzieliła życie tych, którzy stracili bliskich w Rosji, na czas przed zbrodnią i czas post mortem. Tak samo Smoleńsk działa na tych, którzy pozostali. Oni wciąż nie są w stanie uwierzyć w to, co się stało. Oni czują, że ich życie po 10 kwietnia jest inne. I wciąż szukają odpowiedzi na pytanie: dlaczego? co się stało? I niestety z tymi pytaniami pozostają sami. Jak rodziny katyńskie musiały przez lata walczyć o prawdę o losie swoich bliskich, tak osoby, które straciły bliskich w Smoleńsku, są coraz bardziej sfrustrowane i przerażone, że w tej sprawie nie szuka się w Polsce prawdy, że nie ma determinacji, by do niej dążyć. Bez względu na poglądy polityczne, bez względu na wcześniejsze losy, bliscy zastanawiają się, dlaczego wciąż tak mało wiemy o śmierci 96 Polaków? Dlaczego polskie władze nie pozwoliły polskim obywatelom pożegnać się ze swoimi najbliższymi, zasłaniając się rosyjską jurysdykcją? Dlaczego w Smoleńsku zginął kwiat polskiej elity?

„Lista pasażerów” pokazuje jednak nie tylko prywatne tragedie, ale również obraz wielkich strat, jakich tragedia dokonała w Polsce. W jej wyniku zginęło wielu polskich urzędników, wojskowych, polityków, funkcjonariuszy różnych służb oraz działacze społeczni. Ludzie, którzy mieli kompetencje potrzebne do objęcia najważniejszych stanowisk w Polsce. Ludzie, z których doświadczenia można było czerpać latami, ludzie, którzy z dnia na dzień byli przygotowani do objęcia kluczowych - w różnych obszarach - urzędów w kraju. Wreszcie ludzie, którzy chcieli żyć i działać dla Polski. We wszystkich świadectwach, które umieszczono w filmie, powtarza się słowo „służba”. Ci, którzy zginęli w Smoleńsku, służyli swojej ojczyźnie. Każdy na swój sposób, każdy zajmując się czym innym, każdy mając własną misję. Wszystkich jednak łączyło poczucie powinności wobec swojego kraju. To ono pchnęła ich do Katynia, w którym mieli reprezentować Polskę. Jak wynika z filmowych relacji, lecieli do Smoleńska, choć często bali się latać samolotem, choć czuli strach przed tą konkretną podróżą, choć mogłoby się zdawać, że znaleźliby dużo lepsze sposoby spędzenia soboty. Jednak nie wybrali zabawy z dziećmi, nie wybrali spacerów ani odpoczynku. Wybrali służbę ojczyźnie. Służbę do końca.

„Lista pasażerów” to film o tych, co zostali, o ludziach, którzy 10 kwietnia stracili bliskich, a często osoby, wokół których toczyło się całe ich życie. To relacje tych, którzy muszą się uczyć żyć od nowa, szukając sensu oraz odpowiedzi na pytanie: dlaczego? I niestety w swojej tragedii, w swoich poszukiwaniach nie mogą liczyć na wsparcie państwa polskiego. Ono ich zawiodło 10 kwietnia, wysyłając swoich przedstawicieli na niezabezpieczone i niesprawdzone rosyjskie lotnisko. I ono wciąż ich zawodzi, składając prawdę o katastrofie w trumnach objętych rosyjską jurysdykcją. Trumnach, których otwarcia zażarcie bronili polscy prokuratorzy.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »