A teraz, drodzy Państwo, szanowni rodacy, pocałujcie nas w d... - tak wypinając się symbolicznie do społeczeństwa powiedziała dziś koalicja i zagłosowała za odrzuceniem wotum nieufności wobec ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Okazało się, że karą za bałagan na kolei, nieumiejętność zmiany rozkładu jazdy pociągów, skandaliczne warunki, w jakich Polacy zmuszeni byli podróżować do domów przed świętami Bożego Narodzenia, była wiązanka kwiatów, pogrożenie paluszkiem premiera oraz dodatkowe kilkanaście miesięcy męczarni na stołku szefa resortu.

- Koalicja jest spójna i broni swoich ministrów przez całą kadencję. Podstawą w polityce jest lojalność – powiedział po głosowaniu marszałek Grzegorz Schetyna. Oddać mu trzeba, że przynajmniej nie brnął w gładkie gadki jak premier, tylko przyznał, że dla koalicji liczy się partyjniackie podejście do rządzenia. Szkoda tylko, że lojalność wobec partyjnych kolegów jest w PO ważniejsza od lojalności wobec społeczeństwa. Ale cóż, pewnie się czepiam.

Bo na pewno ci wszyscy ludzie, którzy mieli w ostatnim miesiącu okazję spędzić więcej czasu na dworcach, leczyć się wysokim poziomem adrenaliny, walcząc o miejsce w wagonie, jeździć wentylowanymi pociągami, w warunkach sprzyjających zawieraniu nowych znajomości, są ministrowi Grabarczykowi w stanie wybaczyć wszelkie niedociągnięcia. W końcu obiecał, że na wiosnę będzie lepiej. A lepiej będzie na pewno, bo gorzej być nie może.

Rząd zapewne sądzi, że ma dziś powody do zadowolenia. Uratował swojego ministra i pokazał, że koalicja jest spójna i silna. Jednak paradoksalnie sytuacja na kolei może być dla władzy dużym ciosem. Pokazuje bowiem jasno, że ludzie rządzący dziś Polską mają w głębokim poważaniu polskie społeczeństwo. Kilka dni temu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała warszawiakom, że nie będzie im odśnieżać ulic, teraz rząd pokazuje, że ma rodaków i ich komfort gdzieś. Te sygnały wbiją się bardzo mocno w pamięć wyborców.

Rządowym PR-owcom nie uda się bowiem zwalić winy za śnieg, czy chaos w PKP, na poprzedników, nie uda się im wmówić, że to wina Kaczyńskiego. A takie sprawy, uderzające w komfort życia zwykłych obywateli, pokazujące, że polski rząd ma w nosie Polaków, są w stanie bardzo zdenerwować wyborców. Jeśli uznają oni, że nieudolność rządu uderza w ich osobiście, mogą skończyć patrzeć z zachwytem na Donalda Tuska i jego rząd.

Kwestia kolejowego paraliżu oraz brak wyciągnięcia odpowiedzialności za niego świadczą również o mafijnym usposobieniu władzy w Polsce. Władza jest sama dla siebie i uważa, że nikt jej do szczęścia nie jest potrzebny. Premier Donald Tusk już przyznał, że jego partia nie ma z kim przegrać, że opozycja tylko przeszkadza i nie jest żadnym partnerem dla jego partii. Obecnie okazuje się, że swoimi wygórowanymi żądaniami rządowi przeszkadza i społeczeństwo. Czegóż ono chce od tego biednego premiera? Nie może pozwolić mu dobrze rządzić?

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »