I znów premier Donald Tusk pokazał, jak kocha piłkę nożną. Zapowiedział walkę ze stadionowymi chuliganami, których – jak zaznaczył - należy traktować jak bandytów. Szef rządu zapowiedział również zwrócenie się do prokuratora generalnego, aby bardzo serio traktowane były przez policję, prokuraturę, a także przez sąd istniejące już przepisy dotyczące karania pseudokibiców. Premier zaznaczył, że nie akceptuje praktyki wymiaru sprawiedliwości, która polega na tym, że traktuje się łagodniej kogoś tylko dlatego, że jest kibicem lub dlatego, że w grupie a nie indywidualnie atakuje policjantów i służby porządkowe. Tusk odniósł się w ten sposób do zamieszek podczas meczu Polska-Litwa w Kownie.
Skąd tak ostra reakcja polskiego premiera na kolejne chuligańskie wybryki bandytów stadionowych? Dlaczego szef rządu pokusił się o tak daleko idące deklaracje? Przecież jeszcze niedawno – podczas sejmowej debaty na temat śledztwa smoleńskiego – odżegnywał się od wszelkich uwag na temat pracy prokuratury. Mówił, że nie ma prawa naciskać na śledczych, którzy badają okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. - Gdybym dyscyplinował prokuraturę, następnego dnia ktoś by powiedział, że Tusk się wtrąca w śledztwo prokuratury – podkreślał w Sejmie. Tymczasem – w sprawie wybryków na meczu piłkarskim – ten sam premier nie tylko zapowiada instruowanie prokuratorów, jak walczyć z bandytami trybunowymi, ale również krytykuje dotychczasowe postępowanie niezawisłych sądów i wymiaru sprawiedliwości!
Miłość premiera do piłki nożnej i jego złość na chuligańskich szkodników jest tak duża, że rząd postanowił wrócić do, uważanych swego czasu przez PO za skandaliczne, pomysłów na szybką walkę ze stadionowym chuligaństwem. I – jak zapowiada minister Krzysztof Kwiatkowski – koalicja nie tylko odświeża pomysł specjalnych sądów, które kiedyś z zapałem zwalczała, ale również je z inwencją modyfikuje. W ramach przygotowań do Euro 2012 oraz walki z chuliganami rząd pracuje nad projektem sądu odmiejscowego. Ma to być specjalne pomieszczenie wyposażone w łącze teleinformatyczne, które będzie obecne na każdym stadionie, na którym będą rozgrywane mecze ME 2012. - Sędzia będzie w sądzie, a tego chuligana nie trzeba będzie transportować, policja doprowadza go do pomieszczenia i odbywa się normalna rozprawa, tam na miejscu jest ta osoba skazana – tłumaczył dziś Krzysztof Kwiatkowski.
Co ciekawe, nad projektem sądów odmiejscowych pracuje rząd, którego działacze walczyli z sądami 24-godzinnymi, mówiąc, że prawo obrony oskarżonego przed takimi sądami jest fikcyjne, ponieważ nie ma on czasu na przygotowanie linii obrony.
To w końcu jak, w ciągu 24 godzin nie da się przygotować linii obrony, ale w czasie spacerku z sektora na trybunach do pomieszczenia na zapleczu już się da? Zadziwiające rozumowanie.
Do stadionowych chuliganów nie czuję żadnego współczucia, należy z nimi w sposób zdeterminowany walczyć i karać. Jednak pomysł opisany przez Kwiatkowskiego zakrawa na kpinę. Jak proces przed takim „sądem” może wyglądać? Złapany bandyta stadionowy zostanie przeprowadzony do specjalnego pomieszczenia wyposażonego w łącze teleinformatyczne. Na ekraniku będzie widoczny sędzia (w założeniu) i odczyta chuliganowi wyrok. Wcześniej nastąpi krótka telekonferencja, w której weźmie udział wskazany przez chuligana adwokat (oby bandzior miał przy sobie jego numer), a potem już z wyrokiem na karku chuligan zostanie odwieziony do więzienia. A dlaczego nie skrócić tego procesu jeszcze bardziej? W czasie gdy chuligan złapany na stadionowym przestępstwie jest zatrzymywany przez policjantów, jeden z nich pisze esemesa do sędziego. Ten przeprowadza krótką naradę esemesową z wyznaczonym przez sąd obrońcą i wydaje wyrok. Wyrok przychodzi esemesem do policjanta. Chuligan zostaje skazany zanim policjanci uporają się z jego obezwładnieniem... Ot proszę, naprawdę skuteczna walka z chuliganami. Oby rząd już pracował nad modyfikacją swojego projektu sądu odmiejscowego.
Reakcja premiera i ministra Kwiatkowskiego na chuligańskie wybryki jest absurdalna i wygląda jak pokazówka, z której nic nie wyniknie. Tusk znów pokazał, że „jest zdeterminowany” i srogi, że nie pobłaża chuliganom. Co ciekawe, z jego wcześniejszych wypowiedzi wynika, że swoją reakcją na stadionowe barbarzyństwo naraził się na zarzuty wywierania bezprawnych nacisków na prokuratorów oraz łamanie podstawowego prawa każdego obywatela – prawa do rzetelnego procesu. Ale miłość premiera do piłki nożnej jest wielka. Nie cofnie się on przed niczym, by oczyścić ten obszar z patologicznych praktyk „kibiców”, nawet swoje dobre imię narazi, żeby tylko szkodników wytępić. Szef rządu zachował się, jakby najważniejszym dla niego zadaniem była dziś walka ze stadionową przestępczością. W końcu tzw. premier sam najlepiej czuje się na boisku.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

