To piloci siedzieli za sterami Tupolewa w chwili katastrofy smoleńskiej – oto główny przekaz mediów z konferencji prasowej prokuratury dotyczącej śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Tymczasem śledczy powiedzieli coś dużo ważniejszego niż przyznanie, że bzdurne oskarżenia o pilotowaniu samolotu przez gen. Błasika są nieprawdą. Potwierdzili, że prowadzący polskie śledztwo wciąż nie mają bardzo ważnych dla sprawy dowodów – protokołów sekcji oraz zeznań kontrolerów ze Smoleńska. A czas biegnie nieubłaganie. Polska ma już tylko miesiąc, by odnieść się do wniosków sformułowanych przez rosyjski MAK, który badał przyczyny katastrofy smoleńskiej.
Minister Jerzy Miller powiedział ostatnio, że polska strona pracuje już nad odpowiedzią MAK-owi i zostanie ona przygotowana w terminie. Jednak po dzisiejszej konferencji prasowej prokuratury należałoby spytać pana ministra, na jakiej podstawie jest ona przygotowywana. Prokuratorzy przyznali bowiem, że wciąż nie mają informacji o statusie lotniska w Smoleńsku, nagrań z wieży kontroli lotów, czarnych skrzynek samolotu, zeznań części świadków, wykazu rosyjskich przepisów o zasadach lotów, pełnych protokołów oględzin miejsca katastrofy oraz protokołów z sekcji zwłok i zeznań kontrolerów. Jak zatem Polska ma odpowiedzieć rzetelnie na wnioski rosyjskich ekspertów?
Polacy odpowiedzą zapewne tak, jak prowadzą całe śledztwo. W swoim postępowaniu działają bowiem jak na smyczy rosyjskich śledczych. Przez tchórzostwo polskiego rządu nie mają żadnego wpływu na śledztwo w Rosji i muszą opierać się tylko na tym, co Moskwa im przyśle. A przysyła tylko to, co jest dla niej korzystne.
Skandaliczne zaniedbania i decyzje rządu Donalda Tuska spowodowały, że dziś Polska ślepa i głucha musi odnosić się do rosyjskiego punktu widzenia na przyczyny katastrofy smoleńskiej. A jej punkt widzenia znany jest od 10 kwietnia. Oni swoją wersję promują mocno – mówią, że to piloci, zła pogoda i Lech Kaczyński odpowiadają za tragedię. Tymczasem coraz więcej świadczy o tym, że to zupełnie wykrzywiony obraz tej masakry. Jednak śledczy o tym nie wspominają. Działają jakby w zgodzie z wytycznymi płynącymi ze świata polityki. Nie chcą swoimi zbyt dociekliwymi pytaniami wchodzić między tulących się premierów – Tuska i Putina. Dlatego, choć głośno mówią o weryfikowaniu czterech hipotez dotyczących katastrofy smoleńskiej, to hipotezy dotyczącej zamachu nikt w Polsce na poważnie nie brał nawet przez chwilę. Nikt nie sprawdził, czy do pasażerów Tu-154 nie strzelano, czy wrak został przebadany chemicznie, czy i kto strzelał na filmie nakręconym w Smoleńsku, co robił płk. Krasnotutski w wieży kontrolnej, jak wyglądało miejsce masakry w Smoleńsku. To natomiast bardzo ważne pytania, które należy postawić badając "zamachową" hipotezę dotyczącą przyczyn katastrofy smoleńskiej. Jej jednak nikt z przedstawicieli polskiego państwa na poważnie nie bierze. Bo i po co? Zamiast pytać, lepiej odpowiadać Rosji. Przecież to ona prowadzi śledztwo.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

