Funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu powiedział RMF FM, że był obecny na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Dodał, że brał udział w rozmowach dotyczących zabezpieczenia wizyty, jakie toczyły się przed przylotem Lecha Kaczyńskiego w Moskwie. Podkreślił, że miał za zadanie dopilnować, by kolumna samochodów z pasażerami Tupolewa szybko i sprawnie odjechała z lotniska do Katynia na uroczystości rocznicy zbrodni katyńskiej. Po wypowiedzi oficera BOR rozpoczął się festiwal manipulacji. Roman Osica na portalu rmf24.pl stwierdził, że "ta rozmowa powinna zakończyć spekulacje, czy na lotnisku byli przedstawiciele BOR, czy też nie". Jego tekst przedrukowało kilka popularnych portali internetowych.
Przekaz poszedł jasny - BOR dopełnił staranności i był obecny na lotnisku w Smoleńsku, gdy rządowy Tu-154 się rozbił. I rzeczywiście, BOR był obecny – o czym informowały już wcześniej media. Tyle tylko, że tu nie o obecność chodziło. Biuro Ochrony Rządu nie miało być obecne, tylko zabezpieczać lotnisko. A to ciężko zrobić jednemu oficerowi, który przywiózł ambasadora RP w Moskwie, Jerzego Bahra. Tak, tak - to właśnie kierowca ambasadora, służący w BOR, stanowił całą obstawę na lotnisku podczas tego feralnego dnia.
Co mógł zabezpieczyć? Czy był w stanie zobaczyć co dzieje się na całym lotnisku? Czy miał czas na sprawdzenie poziomu bezpieczeństwa na płycie? Jak miał dokonać tego jeden człowiek, którego zadaniem było – jak sam mówi – dopilnowanie, by wszyscy szybko i sprawnie przeszli z samolotu do samochodów? Jedynym, co mógł zabezpieczyć, był zdaje się samochód ambasadora, żeby nikt go nie ukradł...
W jednym jednak trzeba się zgodzić z tym, co pisze Roman Osica z RMF FM. Rzeczywiście, rozmowa z BOR-owcem powinna uciąć spekulacje dotyczące odpowiedzialności kierownictwa BOR za zaniedbania i zupełne zignorowanie bezpieczeństwa lotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. Pokazuje ona bowiem jasno, że Biuro zupełnie marginalnie podeszło do kwestii zapewnienia bezpieczeństwa podróżnym rządowego Tupolewa. To skandaliczne zaniedbanie powinno doprowadzić do zwolnienia całego kierownictwa BOR. Jednak, polskie władze są chyba innego zdania. Nie dość bowiem, że generałowi Janickiemu włos z głowy nie spadł, to dodatkowo został doceniony. Radosław Sikorski 16 listopada odznaczył go Odznaką Honorową Bene Merito – zaszczytnym wyróżnieniem przyznawanym przez MSZ za działalność umacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej!!!
Ciekawe, na czym polegało to wzmocnienie. Czy pozycję Polski na arenie międzynarodowej zdaniem Radosława Sikorskiego umacnia się ignorując bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie? A może był to wyraz wdzięczności za zignorowanie "małego prezydenta"?
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

