Naczelna Prokuratura Wojskowa żąda wyjaśnień od Instytutu Ekspertyz Sądowych ws. udostępnienia ministrowi sprawiedliwości Krzysztofowi Kwiatkowskiemu zapisów czarnych skrzynek rządowego Tupolewa. Choć szef resortu sprawiedliwości zarzekał się, że słuchał tylko materiałów poglądowych, mikrofony zarejestrowały wypowiedzi odpowiadające stenogramom z Tu-154 ujawnionym przez polskie władze. Prokuratura wojskowa całą sprawą jest zaskoczona, ponieważ nie wydała zgody na dostęp do materiałów dla osób postronnych. Taką jest również minister Kwiatkowski.
Szef resortu sprawiedliwości wziął zdaje się przykład z ostatniego idola Donalda Tuska – Władimira Putina i postanowił sam sprawdzić, czy eksperci dobrze odczytują zapisy z czarnych skrzynek polskiego Tupolewa. Może i nawet sam pokazał, jak się to powinno robić. W iście putinowskim stylu wszedł do Instytutu i na oczach kamer zapoznawał się z materiałami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej. Wykazał się przy tym zupełnym brakiem taktu, polityczną głupotą i pychą, typową dla rządzących w PRL-u. Pokazał, co władza może. Na oczach milionów ludzi poznawał kulisy najbardziej tajemniczej katastrofy lotniczej III RP. Katastrofy, o której Polacy wciąż nie wiedzą prawie niczego.
Zachowanie Krzysztofa Kwiatkowskiego zakrawa na skandal. Polacy wciąż bowiem nie znają zapisów, których ten słuchał w krakowskim Instytucie. Jedyne dostępne stenogramy są zmanipulowane, co orzekli badający je eksperci. Zachowanie Kwiatkowskiego wygląda więc na kolejną demonstrację ze strony rządu PO-PSL. Od początku polskie władze demonstrowały swoją pogardę dla ofiar katastrofy smoleńskiej, ich rodzin oraz polskiego społeczeństwa. Rząd większą wagę przykłada do kwestii walki z dopalaczami, czy wypadków autokarowych z udziałem Polaków niż do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie stara się zmuszać Rosji do lepszego prowadzenia śledztwa, ani nie interweniuje w sprawach oczywistych matactw i nieprawidłowości. Władze nie zapewniły polskim śledczym dostępu do najważniejszych materiałów dotyczących lotniska w Smoleńsku, nie przesłuchano jednego z najważniejszych świadków w całej sprawie, a Warszawa w żaden sposób nie sprzeciwia się lansowanym przez Moskwę tezom o błędzie polskich pilotów, jako głównej przyczynie tragedii z 10 kwietnia. Mimo iż od miesięcy rząd, dzięki rejestratorowi ATM, zna parametry lotu ostatnich chwil rządowego Tupolewa, opinia publiczna wciąż nie zna ich przebiegu. Dostępu do nich nie mają również rodziny ofiar, mimo iż są z mocy prawa pokrzywdzonymi w tej sprawie. Rząd Donalda Tuska od miesięcy pokazuje Polakom, że opinię publiczną ma w głębokim poważaniu. Swoisty gest Kozakiewicza pokazał obecnie i minister Kwiatkowski. Tym razem jednak był on skierowany nie do kibiców ze Związku Sowieckiego, tylko do polskich obywateli. Rządowa kampania wymierzona w rodaków trwa...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

