Od kilku dni trwa nagonka na Kościół katolicki w Polsce. Politycy są pełni oburzenia, że hierarchowie zajęli zdecydowane stanowisko w sprawie in vitro. Zdaniem liberałów, walczących o prawo do produkowania dzieci za publiczne pieniądze, oświadczenie duchownych to polityczno-moralny szantaż, łamanie zasad rozdziału państwa od Kościoła i włączanie się w bieżącą politykę. Wypowiedzi polityków lewicy i lewicowych polityków Platformy Obywatelskiej pokazują, że elita polityczna oczekuje od Kościoła poparcia, choćby milczącego, dla własnych celów. PO i SLD chcą zaszczuć katolików w Polsce odmawiając im prawa do kierowania się własnym sumieniem. Choć nawet politycy liberalni sami chętnie pokazują swoje przywiązanie do chrześcijaństwa, chcą mieć prawo do własnej interpretacji tego, co Kościół głosi.
A ich zdaniem Kościół powinien pozwolić na produkowanie dzieci w in vitro, ponieważ – jak mówiła wczoraj m.in. Katarzyna Piekarska – to szansa na szczęście tych, którzy dzieci nie mają. Polityk Sojuszu wysyłała hierarchów do rodzin osób bezpłodnych, by przekonali się, jak one cierpią z powodu braku dzieci. Zdanie wcześniej oskarżyła duchownych o moralne szantażowanie polityków...
Nagonka na Kościół pokazuje jasno, że politycy chcą czerpać korzyści z deklarowania, że są katolikami, z pojawiania się na świętach kościelnych, czy mszach – szczególnie podczas kampanii wyborczej, a jednocześnie mieć prawo nie kierowania się swoim "katolicyzmem" w głosowaniach i swojej pracy. Na to jednak zgody być nie może. Kościół to wspólnota wiernych, którzy chcą żyć w jedności z Bogiem i kierować się jego Słowem. Jeśli ktoś chce do Niego należeć, musi się kierować jego nauką. Jeśli ktoś tego nie robi, nie jest katolikiem. Oświadczenie duchownych o tym, że katolik głosujący za legalizacją i refundacją in vitro sam się wyklucza, nie powinno więc nikogo dziwić. In vitro stoi bowiem w sprzeczności z nauką Kościoła katolickiego.
Ciekawe, czy politycy równie ostro zareagowaliby na oświadczenie szefostwa organizacji zrzeszającej abstynentów, które głosiłoby, że osoby pijące same wykluczają się z organizacji. Nikogo taka deklaracja nie zdziwiłaby, ani nie zainteresowała. Zapewne dlatego, że za kwestią abstynencji nie stoją potężne pieniądze i lobbyści, oczekujący korzystnych dla siebie zmian. Inaczej jest z in vitro. Legalizacja i refundacja tego procederu to gigantyczne zyski dla klinik "leczenia bezpłodności", które umieją jak widać zadbać o swoje interesy w Sejmie. Być może dlatego oświadczenie Kościoła wywołało taką burzę. Pokazuje ona, że obecne elity polityczne powróciły do polityki z czasów PRL-u, kiedy władza z jednej strony oczekiwała od Kościoła poparcia dla swojej polityki, a z drugiej strony zwalczała Kościół, ponieważ był jednym z najważniejszych przyczółków niezależności od komunistycznej władzy. I dziś zdaje się to przeszkadzać. Politycy coraz głośniej domagają się monopolu na kształtowanie nie tylko każdej sfery życia obywateli, ale również na decydowanie o tym, co jest moralne i etyczne, a co – nie. Politykom należy więc przypomnieć, że samo ogłoszenie siebie katolikiem nie wystarczy, by być członkiem Kościoła katolickiego. Przecież i naziści mordujący Żydów i Polaków w obozach zagłady mieli na mundurach "Gott mit uns"...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

