- Proponuję Polskę w Europie – powiedział dziś prezydent Bronisław Komorowski. Jak głowa państwa chce nas do Europy wprowadzić? Zmieniając konstytucję. Prezydent chce do niej wpisać, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej. - Przedstawiłem swój projekt w głębokim przekonaniu, że należy podjąć próbę rozstrzygnięcia tych kwestii zmian w konstytucji, które można przeprowadzić bez ostrej kontrowersji politycznej – argumentował Komorowski, próbując wymusić na partnerach politycznych uznanie, że zmiana taka jest czymś absolutnie naturalnym.

Jednak niby dlaczego tak miałoby być? Uchwalanie konstytucyjnych zapisów o członkostwie w Unii Europejskiej nie jest ani korzystne, ani częste wśród członków Unii Europejskiej. Jak wynika z sejmowego opracowania „Analiza porównawcza konstytucji państw członkowskich Unii Europejskiej w zakresie podstaw członkostwa tych państw w Unii”, Polska po uchwaleniu proponowanych zmian w ustawie zasadniczej będzie szóstym krajem Wspólnoty z osobnym rozdziałem poświęconym konstytucji. Dlaczego więc w Polsce jego uchwalenie ma być czymś oczywistym, skoro dla zdecydowanej większości krajów Unii nie jest? Cała inicjatywa wygląda jak typowe dla naszych elit leczenie europejskich kompleksów. Prezydent Komorowski i partia, z której się wywodzi, wciąż zdaje się być zauroczony Unią Europejską. Jego sposób podejścia do zmian w konstytucji pokazuje, że chce zyskać miano prawdziwego europejczyka. Zachowuje się jakby chciał zasłużyć na nagrodę za europejskość. Warto jednak pamiętać, że Polska jest w Europie i bez rozdziału konstytucji o Unii. A miarą europejskości naszego kraju na pewno nie są przepisy konstytucyjne.

Bronisław Komorowski powiedział również, że proponowane przez niego zmiany są korzystne dla Polski. Jednak gdy się im przyjrzeć okazuje się, że mogą okazać się pułapką dla naszego kraju. Zupełnie kuriozalny jest proponowany rozdział dotyczący Unii Europejskiej. Pierwszy jego artykuł ma brzmieć: „Rzeczpospolita Polska jest członkiem Unii Europejskiej, która szanuje suwerenność i tożsamość narodową państw członkowskich, respektuje zasady pomocniczości, demokracji, państwa prawnego, poszanowania przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, wolności i równości oraz zapewnia ochronę wolności i praw człowieka porównywalną z ochroną tych wolności i praw w Konstytucji”. Złośliwie można by zapytać, jaką Unię Europejską autorzy tej nowelizacji mieli na myśli, bo ta, którą znamy, ma w nosie takie „przeżytki”, jak suwerenność i tożsamość narodowa i inne wymienione pojęcia.

Jednak na poważnie, wprowadzenie takiego przepisu do ustawy zasadniczej jest ogromnym ograniczeniem suwerenności Polski. Utrudnia bardzo wyjście z Unii Europejskiej. Choć osobny artykuł mówi o sposobie wyjścia z UE, to wpisanie jej członkostwa do Konstytucji może ten mechanizm skutecznie zablokować. Bowiem w Unii trzymać nas będzie również konstytucyjny przepis. Jeśli więc będziemy chcieli z Unii wyjść, będziemy musieli również zmienić konstytucję. A to może skutecznie uniemożliwić wyjście ze Wspólnoty.

Jeden z artykułów proponowanego rozdziału dotyczącego Unii Europejskiej mówi z kolei, że „obywatel Unii Europejskiej korzysta na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z wolności i praw gwarantowanych w prawie Unii Europejskiej w zakresie jej kompetencji”. Przyjęcie takiego przepisu może być jednak groźne dla Polski. Może się bowiem okazać, że zmusi to nas np. do przyjęcia wszystkich inicjatyw unijnego prawodawstwa. Po wprowadzeniu tego przepisu w życie może się okazać, że musimy np. respektować Kartę Praw Podstawowych, mimo iż podpisaliśmy protokół brytyjski. On może zostać uchylony poprzez takie brzmienie przepisu konstytucyjnego, szczególnie, że inny artykuł mówi: „Rzeczpospolita Polska podejmuje działania niezbędne dla zapewnienia skuteczności prawa Unii Europejskiej w krajowym porządku prawnym”. A Karta Praw Podstawowych ma moc traktatową.

Inne ze zmian proponowanych przez prezydenta wyglądają jak zaklinanie rzeczywistości. Chce on nas bowiem przygotować do wejścia do strefy euro, choć „sukcesy” ekonomiczne rządu Tuska coraz bardziej nas od niej odsuwają (na całe szczęście zresztą). Wśród proponowanych zmian znajdują się regulacje wchodzące w życie wraz z przyjęciem Polski to Unii Gospodarczo-Walutowej. Znajdują się tam propozycje zmian w kwestii polityki monetarnej. Artykuł 2 nowelizacji mówi o likwidacji Rady Polityki Pieniężnej i wygaszeniu kadencji jej członków. Nowelizacja dodatkowo osłabia kontrolę działalności Narodowego Banku Polskiego. Z artykułu 203 ma zniknąć przepis umożliwiający Najwyższej Izbie Kontroli kontrolowanie NBP oraz założeń polityki pieniężnej (mówi o tym art. 204).

Z kolei artykuł 227, mówiący obecnie o suwerenności Polski w dziedzinie polityki pieniężnej i monetarnej, otrzymuje zupełnie nowe brzmienie. Zniknąć ma z niego przepis mówiący o tym, że NBP przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Konstytucja ma kłaść nacisk na to, że NBP jest członkiem Europejskiego Systemu Banków Centralnych oraz, że wykonuje zadania wynikające z Traktatów stanowiących podstawę Unii Europejskiej. Na mocy noweli NIK będzie mogła kontrolować Bank, ale tylko w „zakresie, w jakim nie dotyczy to realizowania zadań i wykonywania kompetencji określonych w Traktatach stanowiących podstawę Unii Europejskiej”. Projekt ten pokazuje, że Polska wraz z wejściem do strefy euro straci możliwości kontrolowania polityki monetarnej na obszarach zarezerwowanych dla UE. A kontrolowanie pieniądza i polityki z nim związanej jest jednym z najważniejszych wyznaczników suwerennego państwa.

Projekt zmian w konstytucji, nad którym prace rozpoczęły się w Sejmie, oznacza dalsze ograniczanie polskiej suwerenności. Na własną prośbę skazujemy się na dalsze uwiązanie w Unii, utratę kontroli nad prawem obowiązującym w kraju oraz przygotowujemy do europrzedaży polskiej gospodarki. W imię czego? W imię „Polski w Europie”...

Stanisław Żaryn

Zobacz projekt nowelizacji konstytucji!

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »