Od konferencji Donalda Tuska, na której skrytykował on raport MAK dotyczący katastrofy smoleńskiej, w mediach trwa fala krytykowania rosyjskich śledczych za brak rzetelności i zaniedbania przy badaniu "Smoleńska". Krytykę tę słychać również w mediach pełnych "pożytecznych idiotów", którzy przez 9 miesięcy wraz z rządem powtarzali, że Rosjanie dobrze prowadzą śledztwo - rzetelnie i w sposób zadowalający Polskę. Media te do tej pory atakowały wszystkich, którzy nagłaśniali błędy strony rosyjskiej, domagali się międzynarodowego śledztwa i wzywali rząd do nacisków na Rosję. Gdyby obecne wypowiedzi Donalda Tuska, teksty "Gazety Wyborczej" i mediów o podobnej linii przenieść na grunt debaty publicznej z czerwca czy lipca, okazało by się, że premier jest "oszołomem", a gazetka Michnika ma linię zbliżoną do "poszukiwaczy spiskowych teorii", "nienawistników", czy "ksenofobów" - mediów z gruntu "nieobiektywnych" pokroju "Naszego Dziennika", czy "Gazety Polskiej".

Zmiana nastawienia "GW", TVN, "odPOlitycznionej" TVP itp. nie powinna dziwić. Otrzymały one jasny sygnał od polityków PO, że czas zmienić podejście do rosyjskiego śledztwa i pozostając pudłami rezonansowymi Platformy Obywatelskiej powtarzają za premierem słowa krytyki pod adresem Rosji. W narracji mediów przychylnych Platformie Obywatelskiej coś jednak zastanawia. Wbrew przewidywaniom nie zadowalają się one tylko mówieniem o ustaleniach MAK. Zaczynają prezentować krytyczne stanowisko również w odniesieniu do pracy premiera Donalda Tuska i jego ministrów zajmujących się katastrofą. Zdają się być dużo przychylniej nastawione do argumentów opozycji niż do tej pory. Coraz częściej w środkach masowego przekazu możemy więc usłyszeć czy zobaczyć polityków PiS, SLD, PJN przypominających, że to decyzje Donalda Tuska doprowadziły do stworzenia tak skandalicznego raportu, że to on odpowiada za hańbienie dobrego imienia Polski oraz polskich obywateli, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że znany z dobrego PRu premier przestaje panować nad doniesieniami i narracją mediów mainstreamowych. Częściej niż kiedykolwiek jest w nich pokazywany w negatywnym świetle, krytykowany i ganiony za sprawę śledztwa smoleńskiego. Niewykluczone, że premier Donald Tusk został wystawiony "do odstrzału", a obecna krytyka jest wstępem nie tylko do zmiany rządu, ale również do przetasowań na polskiej scenie politycznej.

Warto przyjrzeć się w tym momencie doniesieniom dotyczącym sytuacji w Platformie Obywatelskiej. Już od czerwca narasta w niej konflikt między Grzegorzem Schetyną i Donaldem Tuskiem. Nie jest tajemnicą, że obaj panowie chcą walczyć o stanowisko szefa Platformy w najbliższym czasie oraz o ewentualną tekę premiera po zbliżających się wyborach (jeśli oczywiście PO je wygra). Od miesięcy widoczna jest przepychanka między partyjnymi obozami Tuska i Schetyny. Od chwili odwołania Schetyny z rządu premier stara się marginalizować jego znaczenie w PO. Doprowadził do pozbawienia go funkcji sekretarza partii, a ostatnio zignorował żądanie marszałka Sejmu, by premier odwołał ministra Cezarego Grabarczyka. Tymczasem Schetyna, który przed odejściem z MSWiA uchodził za szarą eminencję Platformy, człowieka, który z tylnego fotela kieruje partią, walczy o zachowanie wpływów, by mieć szansę na fotel przewodniczącego.

Do tego konfliktu, rysującego się coraz mocniej, dołączył po katastrofie smoleńskiej Bronisław Komorowski. Jeszcze w kampanii wyborczej wszedł on również w spór z premierem. Tusk nie krył swoich negatywnych opinii na temat stylu prowadzenia kampanii i jej organizacji oraz błędów wizerunkowych popełnianych w jej trakcie. Najostrzej miał zareagować na spotkanie, na którym Władysław Bartoszewski wyśmiewał się z Jarosława Kaczyńskiego, że ten nie ma rodziny, a Marek Majewski sugerował, że prezes PiS może być psychopatą. Rozżalenie otoczenia Donalda Tuska wzrosło po wygranych przez Komorowskiego wyborach. Okazało się bowiem, że otoczył się on swoimi ludźmi, przywrócił do politycznego życia dawnych towarzyszy z Unii Wolności. To nie zyskało uznania wśród działaczy PO, którzy spodziewali się, że prezydent sięgnie do swojej partii budując pałacowe zaplecze. - Prezydent otoczył się dawnymi działaczami Unii Wolności. Wdzięczności nie powinno się wyrażać w ten sposób. W ośrodku prezydenckim powinni być ludzie młodzi, związani z PO – mówili anonimowo politycy Platformy. Jak przyznają coraz częściej politycy PO w ugrupowaniu pod płaszczykiem spokoju i jedności trwa najostrzejsza walka od początku jego istnienia. Mówił o tym m.in. Antoni Mężydło, który zaznaczał, że w partii jest coraz więcej ognisk konfliktu.

Jak widać, w Platformie Obywatelskiej rysują się przynajmniej dwa duże, personalne spory - Tuska ze Schetyną oraz Tuska z Komorowskim. Czy to Komorowski i Schetyna mogą stać za ostatnią zmianą podejścia mediów do premiera polskiego rządu? Niewykluczone. W nieoficjalnych rozmowach pojawiają się informacje, że premier Donald Tusk został przez swoich kolegów partyjnych wystawiony do odstrzału, że ma zostać poświęcony i złożony w ofierze Polakom m.in. za błędy przy śledztwie smoleńskim. Obecna nagonka na Tuska może więc zakończyć się dymisją jego rządu. A to byłoby na korzyść Grzegorza Schetyny. Burza związana z upadkiem rządu pozwoli bowiem odwrócić uwagę społeczeństwa od gigantycznych problemów ekonomicznych Polski, od wieloletnich zaniedbań rządu itp., pozwoli również Schetynie uniknąć odpowiedzialności za dokonania Donalda Tuska i odciąć się od obecnego premiera.

Wiadomo, że Grzegorz Schetyna brał czynny udział w tworzeniu partii Polska Jest Najważniejsza. Ta właśnie partia może po upadku rządu przyjąć Schetynę oraz ludzi, którzy wraz z nim wyjdą z tonącej Platformy Obywatelskiej. Niewykluczone więc, że wraz ze spadkiem notowań Tuska i rozpadem jego rządu Platforma przestanie istnieć, a jej członkowie zasilą partię Joanny Kluzik-Rostkowskiej. I, jeśli ten scenariusz się potwierdzi, to właśnie PJN stanie się głównym konkurentem PiS w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Premier Donald Tusk w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że marzy mu się jeszcze jedna kadencja premiera a potem stanowiska międzynarodowe. Jednak patrząc na ostatnie doniesienia mediów premier może mieć poczucie, że jego marzenia rozpadają się jak domek z kart. Czy zamiast splendoru, prestiżu i stanowisk Donalda Tuska czeka ośmieszenie i odejście w niesławie?

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »