W mediach pojawiły się informacje o kolejnych szokujących ustaleniach komisji śledczej badającej porwanie i morderstwo Krzysztofa Olewnika. Jak ustalili posłowie, Wojciech Franiewski, przywódca gangsterów, którzy porwali płockiego biznesmena, zmarł dwie godziny wcześniej niż dotąd sądzono. Lekarz, który stwierdził zgon, zeznał w prokuraturze, że więzienni strażnicy nakłonili go do wpisania nieprawdziwego terminu zgonu. Jeden z nich powiesił się później na drzewie. Jak się okazuje, cierpiał na depresję m.in. z powodu śmierci Franiewskiego i innych porywaczy Olewnika. Wiadomości, do których dotarła telewizja TVN24, potwierdził przewodniczący komisji śledczej, Marek Biernacki. Na razie nie wiadomo, dlaczego więzienni strażnicy wymusili wpisanie złej godziny, ani co działo się między godziną 22:20, o której prawdopodobnie zmarł Franewski, a godziną 00:28, która jest oficjalnym czasem śmierci gangstera.

Informacja o sfałszowaniu czasu zgonu Franiewskiego jest kolejną bardzo ważną wiadomością ustaloną przez posłów-śledczych. Kilka dni temu media opisały inne, bardzo ważne dla sprawy wiadomości komisji. Z opinii lekarza przeprowadzającego sekcję zwłok drugiego z zabójców – Sławomira Kościuka – wynika bowiem, że mógł on nie popełnić samobójstwa tylko zostać zamordowanym. Mogą o tym świadczyć obrażenia znalezione na ciele porywacza.

Choć nie znamy na razie ostatecznego raportu z prac komisji śledczej, już teraz można powiedzieć, że ustalenia zasiadających w niej posłów pokazują zupełną miernotę polskiego wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się bowiem, że w sprawach, które śledczy uznali za zakończone, jest coraz więcej znaków zapytania. Coraz więcej okoliczności śmierci Kościuka i Franiewskiego poddaje w wątpliwość dotychczasowe rzekomo pewne wiadomości w tej sprawie. Jednak prokuratura albo nie była w stanie (a może nie chciała) dotrzeć do tych informacji, albo wiedziała o nich i mimo tego śledztwa umorzyła, stwierdzając kategorycznie, że mamy do czynienia z samobójstwami. Tak czy inaczej śledczy badający sprawę tajemniczych śmierci porywaczy Krzysztofa Olewnika wpisali się w haniebne zaniedbania polskiego wymiaru sprawiedliwości, który do tej pory nie poradził sobie z porwaniem i śmiercią Olewnika.

Jednym z odczuć społeczeństwa, świadczących o dobrym funkcjonowaniu państwa, jest zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Jeśli państwo jest sprawne i działa dobrze, wymiar sprawiedliwości gwarantuje obywatelom uczciwe i sprawiedliwe orzecznictwo oraz rzetelne postępowanie śledczych. Kryzys w wymiarze sprawiedliwości i organach ścigania jest natomiast pochodną problemów w innych obszarach działalności kraju. Jest wynikiem mafijnych układów na styku prokuratury, polityki, biznesu i służb, indolencji albo nieodpowiedzialności władzy, korupcji, upadku moralnego urzędników itp. Patrząc na działalność polskich śledczych, policji, urzędników, przedstawicieli rządu w sprawie porwania i morderstwa Krzysztofa Olewnika, należy stwierdzić, że polskie państwo jest w fazie upadku. Poziom profesjonalizmu ludzi zajmujących się tą sprawą jest tak żenujący, że nasuwa podejrzenia o uwikłaniu w to przestępstwo bardzo wpływowych osób, które pociągają za sznurki matacząc w tej sprawie od lat i zapewniając sobie bezkarność. Wątpliwe, by tak ogromna liczba błędów i zaniechań w jednej sprawie była zwykłym przypadkiem.

Ustalenia komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Krzysztofa Olewnika to również dowód na to, że śledztwa sejmowe mogą być skuteczne. Oczywiście tylko jeśli partie polityczne wypracują kompromis w sprawie powołania komisji śledczej. Jeśli żadna z nich nie uzna, że na działalności danej komisji może coś stracić, posłowie-śledczy, skoncentrowani i zjednoczeni wokół jednej sprawy, są w stanie walczyć o prawdę i ustalać nowe fakty. Choć wątpię, byśmy w tej akurat sprawie prawdę kiedyś poznali, mimo zapału i determinacji posłów.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »