Wraz z posłem Szejnfeldem, który przewodniczy największej legislacyjnej klapie Platformy Obywatelskiej – komisji „Przyjazne Państwo”, na posiedzenie sejmowej komisji przyszedł Robert Oppenheim - biznesmen zajmujący się branżą budowlaną. Przewodniczący przedstawił go jako swojego doradcę. W czasie posiedzenia przedsiębiorca przekonywał do rozwiązań ułatwiających deweloperom prowadzenie inwestycji. Oppenheim zataił przed posłami, że jeszcze kilka miesięcy temu był prezesem jednej z firm deweloperskich, a obecnie pracuje w firmie oferującej pożyczki pod nieruchomości. W ostatnich latach pracował w zarządach i radach nadzorczych kilkunastu dużych firm związanych z sektorem budowlanym.
Działanie Oppenheima jest sprzeczne z regulacjami dotyczącymi lobbingu. Oppenheim przed posiedzeniem powinien powiadomić, czyje interesy będzie reprezentował na posiedzeniu komisji. Jednak tego nie zrobił. Nie wiadomo, czy poseł Szejnfeld był świadomy, kogo zaprosił do Sejmu. Można jednak domniemywać, że tak, skoro Oppenheim był jego osobistym doradcą. Tak czy inaczej, nie ulega wątpliwości, że cała sytuacja jest sprzeczna z prawem i grozi podobnymi patologiami, jakie widzieliśmy przy okazji afery Rywina i prac nad ustawą hazardową. Bowiem Oppenheim forsował zmiany, na których korzystaliby jego obecny i dawni pracodawcy. Nie wiadomo, jaki jest jego rzeczywisty wkład w tworzenie nowelizacji prawa budowlanego. Na prośbę posła Szejnfelda, biznesmen przedstawiał projekt nowelizacji.
Zdaniem eksperta zajmującego się korupcją – profesora Antoniego Kamińskiego, byłego prezesa Transparency International Polska - cała sytuacja jest skandaliczna. – Przedstawianie jako bezstronnego eksperta kogoś, kto jest stroną, jest nielegalnym lobbingiem ze złamaniem wszelkich zasad i procedur – wyjaśnia portalowi tvp.info. Sytuacja budzi wątpliwości również minister ds. walki z korupcją, Julii Pitery. Zapowiedziała ona, że zbada sprawę. – Nie mam nic przeciwko temu, żeby pan Oppenheim przyszedł do Sejmu. Musi jednak napisać przy nazwisku, kogo reprezentuje. Jeśli osoba o niewiadomej sytuacji zawodowej jest przedstawiana jako doradca posła, zaburza to ocenę jej opinii. Jej wypowiedzi są odbierane jako zdanie parlamentarzysty, a nie człowieka zainteresowanego swoją działalnością zawodową – dodaje minister w rozmowie z tvp.info.
Niczego złego w całej sytuacji nie widzą oczywiście sami zainteresowani. Adam Szejnfeld uważa, że zaproszenie Oppenheima ma na celu przerwanie złej praktyki uchwalania ustaw, które „często są tworzone w oderwaniu od praktyki”. – To projekt mojego autorstwa. Pan Oppenheim nie napisał w nim nawet przecinka – wyjaśnia poseł PO.
Oppenheim z kolei przyznał, że zgodził się nieformalnie doradzać komisji, by uniknąć scenariusza z ponownym skierowaniem zmian w prawie budowlanym do Trybunału Konstytucyjnego (ostatnią nowelizację skierował do TK śp. Lech Kaczyński). Dodał, że żadna z firm, z którymi jest obecnie związany, nie odniesie korzyści z ustanowienia nowego prawa. Zarzuty dotyczące lobbingu nazwał groteskowymi.
Dobry polityk powinien wyciągać wnioski i zapobiegać powtarzaniu patologii. Tymczasem Adam Szejnfeld wprowadza do Sejmu mechanizmy, które doprowadziły do największych afer polskiej legislacji w ostatnich latach. Czyni to, albo z premedytacją, albo z głupoty. Bez względu na motywację, poseł PO przykłada rękę do degradacji polskiego prawodawstwa. Przez takie działania polski parlament coraz częściej przypomina firmę, produkującą ustawy na zamówienie...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

