Gdy w czasie świąt Bożego Narodzenia na kolei zapanował chaos, jakiego Polacy nie widzieli od dawna, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk tłumaczył, że kłopoty są wynikiem remontów wagonów i zapowiadał, że w okolicach świąt Wielkiej Nocy kolei będzie gotowa na wzmożony ruch pasażerów. Jednak osoby, które podróżują obecnie do rodzin na święta wielkanocne, znów narzekają na brak miejsc w pociągach i wskazują na złe przygotowanie kolei.
Minister Grabarczyk nie ma jednak sobie nic do zarzucenia. Jak tłumaczy, winni są pasażerowie, ponieważ to oni decydują się na podróż koleją! - To oni podejmują decyzję o tym, jaki środek transportu wybrać i kiedy rozpocząć podróż. Muszą liczyć się z tym, że podejmując te decyzję w ostatniej chwili może się okazać, że w składach może brakować miejsc, które objęte są rezerwacją. A w składach w których nie ma tej rezerwacji może też miejsc brakować - tłumaczy Grabarczyk w rozmowie z RMF FM. Trudno się nie zgodzić z panem ministrem. Ci Polacy sami są sobie winni. Przecież mogli zostać w domu, a nie tłok robić w pociągach. To niech teraz mają za swoje i się ściskają.
Wypowiedź Grabarczyka oraz kolejny jego blamaż, za które być może minister znów dostanie kwiaty od partyjnych kolegów, to przejaw jego zadufania oraz oderwania od społeczeństwa. Jednak za działaniami szefa resortu infrastruktury może stać również coś dużo gorszego.
Co by się stało gdyby Polacy masowo posłuchali światłych słów ministra i zgodnie z jego sugestią wybrali inny środek lokomocji? Wtedy pociągi by się wyludniły, PKP wpadła w kolejne tarapaty, a rząd zyskałby argument, by przeforsować zmiany dotyczące kolei i ogłosić upadłość spółek. A te mogłyby trafić np. do zainteresowanych polskich rynkiem kolei niemieckich. Czy słowa i działania polskiego ministra, który po raz kolejny w sposób ewidentny zniechęca Polaków do jeżdżenia koleją, są tylko przejawem jego nieudolności? Czy są elementem planu marginalizacji i sprzedaży jednego ze strategicznych dla kraju usługodawców?
Tak czy inaczej wpadki ministra Grabarczyka powodują coraz większe osłabienie polskich kolei, na które żadna władza do tej pory nie znalazła dobrego pomysłu. Być może rząd Tuska ten pomysł znalazł. Jednak wątpliwe, by wyszedł on nam na zdrowie. Gdyby moje przypuszczenia się sprawdziły, warto się nauczyć: „Fahrschein, bitte!”.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

