Po raz kolejny politycy PO wrócili do swojego oklepanego pomysłu – ograniczyć, a nawet zawiesić, subwencje dla partii politycznych. Ostatnio inicjatywę taką zapowiedział Donald Tusk. - Argument, żeby zawiesić subwencjonowanie partii na czas kryzysu, jest argumentem bezdyskusyjnym – powiedział. - Nie można mówić ludziom: musimy trochę bardziej dyscyplinować się finansowo, a partie będą otrzymywały tak duże pieniądze – podkreślił. Wyraził nadzieję, że będzie to "przygniatający" argument w uzyskiwaniu poparcia dla tego pomysłu.

Premier, jak to on, ubrał w piękne słowa pomysł, z którego poza poklaskiem dla PO nic nie wynika. Bowiem nie wiadomo, jakie korzyści ma odnieść państwo albo społeczeństwo z zawieszenia subwencji. Chyba tylko takie, że czując skutki podwyżki podatków zafundowanej nam przez rząd będzie widziało fałszywą solidarność premiera.

Z ustawy ws. subwencji, która znajduje się obecnie w Sejmie, nie wynika jednak, na jakie cele zostaną przeznaczone zaoszczędzone z subwencji pieniądze. A i ich wysokość jest raczej symboliczna w skali budżetu państwa. W 2010 roku partie polityczne otrzymały 100 milionów złotych subwencji. A budżet na 2011 roku zakłada wydatki rzędu ponad 313 miliardów złotych. Subwencje stanowią więc zaledwie trochę ponad 0,3 procent wydatków w skali państwa. Jak ta oszczędność wpłynie na budżet państwa? Nijak, również dlatego, że nie została ona uwzględniona w ustawie budżetowej na 2011 rok. Więc te pieniądze po prostu zostaną w kasie państwowej.

Czy to wystarczy? Może warto robić takie oszczędności w państwowych finansach? Ano nie warto. Może to bowiem prowadzić do pogorszenia polskiej polityki (tak, to wciąż możliwe!). Partie polityczne pozbawione publicznych pieniędzy mogą się zająć głównie wynajdowaniem kruczków prawnych, pozwalających im na pozyskanie pieniędzy z innych źródeł. A to może prowadzić do uzależnienia polskich partii od finansów prywatnego biznesu. Przedsiębiorcy mogą zyskać wpływ na partie, jeśli zaczną finansować ich działalność. A to z kolei może prowadzić do kupczenia ustawami, załatwiania interesów i przysług biznesmenom oraz doprowadzić do zupełnego załamania procesu legislacyjnego. Platforma nie wyciągnęła wniosków z afery Rywina, afery Misiaka, afery hazardowej. One były wynikiem zyskania wpływu biznesmenów na posłów. Pokazały, że Sejm może być traktowany jak maszynka do drukowania ustaw korzystnych dla konkretnych firm. I to może się upowszechnić, jeśli PO zawiesi finansowanie partii politycznych.

Donald Tusk lansując się na politycznego Robin Hooda pobił swój kolejny rekord obłudy. To jego partia zyska bowiem na obcięciu subwencji. To ona ma władzę, to ona może dysponować publicznymi środkami w sposób korzystny dla swoich celów. W imię walki z kryzysem premier nie dość, że skazuje partie polityczne na poszukiwanie sponsorów, to dodatkowo wspiera swoją partię w walce z politycznymi konkurentami. Czyni to szantażując inne partie polityczne i przekonując społeczeństwo, że to przez subwencje w Polce żyje się coraz gorzej. Wszystkim.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »