W Polsce od lat trwa nagonka na tych, którzy „źle” myślą. Oni są wyszydzani przez salon, im się odmawia prawa głosu i w sposób niewybredny atakuje. W walce tej przodują media pokroju „Gazety Wyborczej”, które roszczą sobie prawo do określania, kto może zabierać w Polsce głos, a kto ma milczeć. Ta walka trwa od samego początku III RP. W związku z brakiem równowagi na rynku mediów ofiarami jej zawsze są ludzie o konserwatywnym światopoglądzie. To oni są nieustannym celem ataków i ośmieszania. Kampania nienawiści jest tym większa, im żywsze są tendencje prawicowe wśród społeczeństwa.
Swoje apogeum walka ta osiągnęła w latach 2005-2007, kiedy salon zwalczał wszelkimi metodami partię rządzące oraz popierających je Polaków. Po dojściu do władzy Platformy Obywatelskiej przez chwilę było trochę ciszej. Jednak po katastrofie smoleńskiej, gdy wiele osób przejrzało na oczy i zobaczyło zakłamanie polskiej polityki i mediów, znów przypuszczono zmasowany atak na partię Kaczyńskiego. W ciągu ostatniego roku mieliśmy do czynienia z niesłychaną kampanią nienawiści wymierzoną w PiS. Partię tę oskarżono nawet o doprowadzenie do katastrofy smoleńskiej i obarczono odpowiedzialnością za śmierć prezydenta Kaczyńskiego. Na siłę i z premedytacją podgrzewano atmosferę i emocje m.in. po to, by rządowi udało się uniknąć odpowiedzialności za błędy, które przyczyniły się do katastrofy oraz za skandaliczne zaniedbania dotyczące śledztwa w tej sprawie. W ramach ratowania własnej skóry zafundowano Polakom festiwal pomówień i oszczerstw wobec „wrednych PiSowców”.
I pół roku temu okazało się, że ludzie sterujący polską przestrzenią publiczną przesadzili. Ich kampania doprowadziła do politycznego morderstwa w Łodzi. Dziś już wiadomo, że człowiek, który strzelał, chciał zabić działacza PiS, chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego. Chciał zabić i był poczytalny. I wbrew temu, co próbowano wmówić Polakom, to nie PiS jest odpowiedzialny za śmierć własnego pracownika. Z tak szokującą tezą wyszli komentatorzy i politycy w kilka miesięcy po zabójstwie. Odpowiedzialność za mord w Łodzi spada na media i polityków, którzy tworzą w Polsce przemysł pogardy i nienawiści, skupiony na gnębieniu i niszczeniu opozycji, polskości, państwa. To ich działalność doprowadziła do śmierci w Łodzi.
W dojrzałym kraju zabójstwo polityczne odbiłoby się szerokim echem. Społeczeństwo pokazałoby czerwoną kartkę tym, którzy do takiego mordu się przyczynili, tym, którzy stworzyli atmosferę powszechnej nagonki na jedną z partii politycznych. Jednak nie w Polsce. W Polsce wyborcy epatowani nieustanną propagandą widzą to, co chcą im pokazać media. A one popierają ludzi, którzy do strzelania namawiali. Trudno więc, żeby ta klika pokazywała siebie w złym świetle. Nawet jeśli jest to prawdziwe światło.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

