Byli członkowie reżimu komunistycznego w Polsce oraz funkcjonariusze służb PRLowskich, sądzeni za komunistyczne zbrodnie, bardzo często zasłaniają się swoim złym stanem zdrowia, paraliżując w ten sposób działalność wymiaru sprawiedliwości. Do tego ucieka się również, nazywany przez "Gazetę Wyborczą" człowiekiem honoru, sowiecki generał, Wojciech Jaruzelski. Dzięki zaświadczeniom medycznym udało mu się sparaliżować pacę sądu.
Proces, w którym odpowiada on za zbrodnie Grudnia'70 oraz stanu wojennego, staje się fikcją. Od 16 lat demokratyczna – podobno – Rzeczypospolita, opierająca się na umiłowaniu prawa i demokratycznych swobód obywatelskiej, nie była w stanie skazać Jaruzelskiego za komunistyczne zbrodnie, morderstwa polityczne i represjonowanie Polaków. I prawdopodobnie za nic już go nie skaże, ponieważ generał na mocy decyzji lekarzy uzyskał prawo do spędzania w sądzie zaledwie dwóch godzin tygodniowo. W tym tempie, do zakończenia procesu mogą nie dożyć nawet wnuki Jaruzelskiego (o ile takie ma).
Wojciech Jaruzelski za dwa lata skończy 80 lat. W tym wieku rzeczywiście można mieć problemy z długotrwałym wysiadywaniem na ławie oskarżonych. Jednak tym niemniej można wątpić, czy tylko kwestie medyczne stały za decyzją o skróceniu o połowę czasu, jaki Jaruzelski może spędzać w sądzie. Przecież ten sam Jaruzelski kilka tygodni temu stał się nagle czynnym politykiem. Dzięki decyzji prezydenta Bronisława Komorowskiego znalazł się w centrum zainteresowania opinii publicznej. Przez kilka godzin, uznany przez prezydenta za eksperta ds. rosyjskich, uczestniczył w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Wcześniej brał udział – również na zaproszenie Komorowskiego – w uroczystości wręczenia nowemu prezydentowi insygniów Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski. Przez ostatnie miesiące Jaruzelski znacznie częściej występuje w mediach, brał jako komentator czynny udział w kampanii prezydenckiej, udzielał wywiadów. Ten sam Jaruzelski, który może zaledwie dwie godziny tygodniowo siedzieć w sądzie (wcześniej mógł cztery), przez ostatnie miesiące prowadził intensywne życie publiczne. To co, wtedy się nie męczył? Miał siłę na udział w posiedzeniu RBN, wywiady dla TVP Info, TVN24, ale do sądu pójść nie ma siły? Zadziwiające...
Wygląda to jak typowe dla komunistycznych apartaczyków przeciąganie sprawy procesu sądowego. W połączeniu z innym typowym procederem – wzywaniem na świadków setek ludzi - ostatnia decyzja dotycząca udziału Jaruzelskiego w procesie zapewnia mu zupełną nietykalność. Sąd przed śmiercią generała nie zdąży prawdopodobnie zapoznać się nawet z częścią materiałów w tej sprawie.
Wygląda więc na to, że polskie państwo po raz kolejny się skompromitowało, pozwalając totalitaryście, zbrodniarzowi komunistycznemu, zaprzańcowi na uniknięcie odpowiedzialności za swoje przestępstwa i hańbiące uczynki. I trudno decyzji ws. Jaruzelskiego nie wiązać z zaproszeniem go do prezydenckiego stołu doradców, które zostało odebrane – nie tylko zresztą w Polsce – jak rehabilitacja "czerwonego generała". A zaproszenie to wystosował prezydent Bronisław Komorowski, który wielokrotnie powtarza w ostatnim czasie, że polskie państwo zdało egzamin po 10 kwietnia. Jednak sprawa procesów Jaruzelskiego pokazuje dobitnie, że państwo polskie egzaminu nie zdało, i to nie tylko po 10 kwietnia. Ono go nie zdaje już ponad 20 lat...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

