Sprawdzić warto kuriozalne zarzuty pod adresem polityków oraz rządu Prawa i Sprawiedliwości. By badać dziwaczne zarzuty formułowane na podstawie fantazji medialnych należy rozpocząć z hukiem i werwą prokuratorskie śledztwa, powołać kilka komisji śledczych w Sejmie i poświęcić całą kadencję parlamentu na weryfikacje oskarżeń o budowanie totalitarnego państwa. Sprawę należy ciągnąć w nieskończoność, podsycając pamięć o rzekomym politycznym szczuciu służb specjalnych na przeciwników. W akcję tę należy włączyć prokuraturę, która przez lata będzie dociekała, czy PiS zbudował policyjne państwo, czy tylko próbował.

Sprawdzać nie ma sensu natomiast, czy doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości za rządów Platformy Obywatelskiej. Sejmowe śledztwo w sprawie afery hazardowej należy prowadzić tak, by dowiedzieć się jak najmniej. Należy pytać puste krzesła, czy chcą zadawać pytania, należy przesłuchiwać najważniejszych świadków w środku nocy, by nikt tego nie oglądał, należy powoływać na świadków ludzi niezwiązanych ze sprawą i wreszcie zakres prac rozciągnąć tak, by wyszło, że patologie w badanym sektorze to coś występującego od dawna. Sprawą afery hazardowej nie należy również przemęczać prokuratury. Śledztwo należy jak najszybciej umorzyć, a winnych nie znaleźć. Innych spraw, jak choćby afera golfowa, marszałkowska, stoczniowa badać nie należy w ogóle. One nie są szczególnie interesujące.

Sprawdzić należy za to szefa służby, która odkryła aferę w sercu rządu. Nim prokuratura powinna się zająć, dając premierowi pretekst do odwołania. W jego przypadku należy być dociekliwym i dokładnie zbadać, czy nie przekroczył uprawnień podczas akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Podobnej dociekliwości nie należy jednak wykazywać w przypadku Marcina Rosoła, który będąc szefem gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego przekraczał swoje uprawnienia załatwiając znajomym prace w spółkach skarbu państwa.

Należy być również dociekliwym w związku z byłym prezydentem, Lechem Kaczyńskim. Szczególnie dobrze należy sprawdzić sposób korzystania przez niego z prawa łaski. Należy ogłosić publicznie sprawdzenie audytu oraz zapowiedzieć, że ujawni się wszystkie wiadomości związane z tą prerogatywą prezydenta. Z zapałem należy również ścigać sprawców przecieku raportu o wydarzeniach w Gruzji w 2008 roku. Choć dokument przygotowany przez ABW był kompromitująco infantylny i opierał się na doniesieniach rosyjskich mediów, jego ujawnienie spowodowało rozpoczęcie wielkiego śledztwa, zakończonego postawieniem zarzutów Piotrowi Kownackiemu. Wcześniej śledczy założyli wiele podsłuchów, badali dane z BTS-ów podejrzanych urzędników Kancelarii Prezydenta i przesłuchali ogrom świadków. Podobnej dociekliwości nie należy jednak wykazywać przy okazji badania sprawy domniemanej inwigilacji Prezydenta Kaczyńskiego przez ABW i śledczych. Tę sprawę, nazywaną „polską Watergate”, należy umorzyć jeszcze przed jej rozpoczęciem, a śledczych zająć innymi tematami. Dowodów w związku z doniesieniami o inwigilowaniu głowy państwa nie należy w ogóle poznawać.

Poznawać nie należy także dowodów w sprawie katastrofy smoleńskiej. W tym śledztwie też nie należy specjalnie się wysilać. Czarnych skrzynek i wraku Tupolewa badać nie należy, hipotezy o dokonaniu zamachu w Rosji – również. Badać należy za to, czy przed lotem gen. Błasik krzyczał na mjr. Protasiuka i czy prezydent siedział w kokpicie pilotów. Nie warto przesłuchiwać premiera oraz jego ministrów odpowiedzialnych za organizację lotów państwowych o sprawę katastrofy smoleńskiej, ani domagać się od Rosjan rzetelnego śledztwa w tej sprawie. Warto natomiast przesłuchiwać na zlecenie Rosjan rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, grożąc im łagrem, należy badać, czy wywieźli oni coś ze Smoleńska itp.

Prokuratura nie powinna również ścigać za nazywanie urzędującego prezydent RP chamem, pijakiem, wmawianie mu alkoholizmu, głupoty i małości. Powinna natomiast surowo ścigać tych, którzy ośmielą się obrazić prezydenta Federacji Rosyjskiej. Ten powinien usłyszeć zarzuty, tamtego niech promują media.

To tylko część skandalicznych praktyk polskiej prokuratury oraz posłów, którzy wspólnie prowadzą do degradacji szeroko pojętych organów ścigania i kontroli. Polska prokuratura od lat jest niewydolna i źle funkcjonuje. Jednak za czasów rządu PO jej upolitycznienie oraz patologiczne funkcjonowanie jest znacznie bardziej widoczne. Gdy rząd forsował zmiany w ustawie o prokuraturze, motywował je – jak zawsze – chęcią jej odpolitycznienia. Wystarczy krótkie zestawienie decyzji śledczych z ostatnich lat, by zobaczyć, że z odpolitycznienia nic nie wyszło. Mamy obecnie najbardziej polityczną prokuraturę.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »