- Amerykański dziennikarz pyta Polaka: „Jakie są układy między Polską a ZSRR?" „Bardzo dobre: my im dajemy węgiel, a oni biorą od nas cukier" - ten dowcip z czasów komunistycznego zniewolenia staje się coraz bardziej aktualny. Zmieniły się opisywane podmioty – Polska w nazwie nie jest już ludowa, Związek Sowiecki stał się „demokratyczną Rosją”. Jednak mentalność ludzi rządzących obecnie w Warszawie i Moskwie – a co za tym idzie stosunki między Rosją i Polską - coraz częściej przypominają czasy komunistycznego zniewolenia Europy Środkowej. Rosja to nadal autorytarny kraj, który prowadzi imperialną politykę, depcząc po interesach wszystkich, którzy wchodzą jej w drogę. Polska z kolei, tak samo jak PRL, zachowuje się jakby była lennikiem, składając w hołdzie Moskwie coraz więcej polskich interesów. Jednocześnie w Warszawie słychać coraz głośniejsze okrzyki o dobrych stosunkach polsko-rosyjskich, zupełnie jak w PRL, którego włodarze co chwilę musieli zapewniać o swojej lojalności względem ZSRR.
Zapłatą za „polepszone stosunki” Warszawy i Kremla jest rezygnacja za bezcen z polskich priorytetów. Od czasu przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską mamy do czynienia z jednostronnym polepszaniem relacji polsko-rosyjskich. I, jak w przywołanym dowcipie, ustępstwa z naszej strony skutkują niszczeniem polskich interesów przez Rosję. Taki stan rzeczy akceptują polscy decydenci, którzy zgadzają się na toksyczne związki z Kremlem. Związki, które powodują stopniowe wypalanie się Polski, jako suwerennego podmiotu polityki. Wypalone państwo, które na ołtarzu stosunków z wrogim krajem, składa wszystko na czym mu zależy, staje się wydmuszką, strukturą państwową, która stwarza ramy dla walki interesów na swoim terytorium. Terytorium zarządzanym przez rodowitą władzę, ale rządzonym przez tych, którzy własne interesy traktują poważniej niż uśmiech premiera obcego mocarstwa.
Polska kilka lat temu rozpoczęła metamorfozę. Z kraju, który zaczyna samodzielnie definiować interesy i o nie walczyć, zmienia się w wydmuszkę, która woli nie mieć żadnych aspiracji, bo wie, że są one niemile widziane w towarzystwie. Takie podejście do polityki zagranicznej, najlepiej widoczne w relacjach na linii Warszawa-Moskwa, powoduje nie tylko stratę szans na realizację naszych postulatów, ale również ośmieszenie naszego kraju w oczach zagranicznych partnerów. Kraj, który w dobie ostrej walki o interesy, powrotu do geopolityki i podziału świata na wpływy, zrzeka się dobrowolnie swoich interesów i dodatkowo cieszy się z tego, jest skazany na ośmieszenie, drwinę i brak powagi. Kraj taki przestaje być partnerem do jakiejkolwiek rozmowy. Ustalenie z nim czegokolwiek nie ma sensu, skoro wiadomo, że może je zmienić rozmowa włodarzy Polski z silniejszymi partnerami z Berlina czy Moskwy. Istnieje bowiem duże ryzyko, że jeśli ustalenia te będą sprzeczne z niemieckimi czy rosyjskimi priorytetami, Polska wycofa poparcie dla zaakceptowanych projektów.
Polska jest dziś jak anorektyczka, która patrząc w lustro widzi grubasa, więc postanawia się zagłodzić na śmierć. I umiera chorobliwie pożądając smukłej i zgrabnej sylwetki. Umiera, bo wierzy w zakłamany obraz samej siebie. I tak samo, jak anorektyczka się głodzi, Polskę głodzą rządzący, którzy w imię mirażu dobrych stosunków z agresywnymi partnerami politycznymi odejmują od polskich ust priorytety naszego kraju. Niestety choroba, która toczy Polskę, podobnie jak w przypadku anoreksji może się skończyć śmiercią...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

