Blog zresztą istnieje, jest na nim zdjęcie, i tekst napisany z „poczuciem humoru” raczej Lisa niż prezesa PiS. „Dla wielu z Was moje pojawienie się tutaj może być pewnym zgrzytem. Paru moich współpracowników też wyrażało taki pogląd. Ale już nie wyraża” - zaczyna się rzekomy wpis.
„Do tej pory z siecią „Internet” mogłem być kojarzony niemal wyłącznie przez ten zmanipulowany przez wiodące ośrodki medialne cytat z 2008 roku. - Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Dlaczego więc przytaczam tę typową dla państwa Tuska wrzutkę? Bo każdy, kto zna mnie bliżej, wie, że myślę dokładanie odwrotnie. I na tym blogu zamierzam to udowodnić” - kontynuują „żartownisie” z naTemat.pl.
I wreszcie końcówka... „Choć inauguracji tego bloga nie należy wiązać z kampanią przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, nie da się ukryć, że wszyscy staniemy niedługo przed wyborem. Wyborem, w którym zdecydujemy, kogo chcemy – trzymając się piłkarskiej symboliki – wysłać na boisko, a komu jak w materiale przedstawionym wyżej pokazać czerwoną kartkę. Bo wbrew rządowej propagandzie sukcesu wszyscy wiemy, że nie wszędzie jest różowo. Żeby nie szukać daleko: czy przeglądalibyście teraz Internet, gdybyście mieli dobrą pracę?”...
Jednym słowem boki można zrywać... Poziom Lisa i parówek...
TPT/naTemat.pl
