"Nie przyjmuję jednak założenia, że nie należy dotykać rzeczywistych grzechów i błędów Kościoła. Dziennikarz ma i prawo i obowiązek to robić. Tyle że powinien to robić z troską, a nie ze złośliwą satysfakcją, bez rozpoznania istoty sprawy, po to aby nie tyle dowieść prawdy, co obrzydzić nielubianą przez siebie instytucję" - pisze Zaremba.
Jego zdaniem Marzena Nykiel chce w teorii tego samego rozróżniając krytykę od krytykanctwa. "Ale i kryteria owego rozróżnienia, i wybór postaci, które w tym momencie atakuje, pokazują, że w praktyce każda krytyczna opinia to dla niej za dużo. A przy okazji boleśnie dotyka ludzi, którzy nie w każdej sprawie mają rację, którzy bywają kontrowersyjni, ale niewątpliwie kierują się dobrą wiarą, uczciwością i swoim rozumieniem dobra wspólnego. Także dobra Kościoła" - twierdzi publicysta.
Komentator wPolityce.pl przekonuje, że Tomasz Terlikowski "rozdaje razy na różne strony" i przypomina, że kiedyś też jemu oberwało się od naczelnego kwartalnika i portalu "Fronda". "Z kolei potrafi też wymierzać ciosy różnym kościelnym instytucjom, gdy uważa, że sprzeniewierzyły się swojej misji. Czasem trafia celnie, czasem – nie. Ale robi to dla uzdrowienia sytuacji, a nie po to, aby Kościołowi szkodzić" - zauważa Zaremba.
W podobnym tonie wypowiada się nt. ks. Isakowicza-Zaleskiego. "Możliwie, że jego twierdzenia na temat lobby homoseksualnego były zbyt ogólnikowe. Ale dotknął zjawiska realnego, czego dowiodła choćby historia arcybiskupa Poznania Juliusza Paetza. Przypomnę, że arcybiskup nie był oskarżany o same skłonności, ale rzecz wyjątkowo niegodziwą – o molestowanie kleryków, ludzi powierzonych jego pieczy. Instytucje kościelne reagowały wyjątkowo opornie, a wielu biskupów do dziś okazuje Paetzowi ostentacyjną solidarność" - podkreśla publicysta "Uważam Rze".
Zdaniem Zaremby to przejaw traktowania Kościoła jako jednej więcej korporacji, co jest sprzeczne z misją Kościoła i osłabia jego autorytet. Zaznacza jednak, że debata na ten temat toczy się "w asyście nieżyczliwego otoczenia" i dlatego wartoo zwracać uwagę na dobór słownictwa. "Warto unikać pewnych pokus – błędem księdza Isakowicza- Zaleskiego była na przykład nadmierna skłonność do wypowiadania się w mediach co najmniej obojętnych, jeśli nie niechętnych katolicyzmowi. Ale za sam fakt postawienia tematu ludzie Kościoła powinni go nagrodzić, a nie atakować" - pisze komentator.
Zaremba przyznaje, że z niedawnego tekstu Marzeny Nykiel o abp. Wielgusie wnioskuje, że publicystka jest "w tej kwestii zwolenniczką pójścia w zaparte".
Publicysta przypomina, że wspólnie z Terlikowskim podpisał list w sprawie lustracji osób duchownych i żaden z nich nie wyrzekł się tego stanowiska.
"Porównanie go do cynika Lisa kierującego się czystym nihilizmem, chęcią nabicia sobie kabzy i żerowania na antykatolickim resentymencie jest po prostu niesprawiedliwe. Warto rozliczać Terlikowskiego czy księdza Tadeusza z ich błędów. Ale nie czynić z nich prowokatorów. Prowokatorami są ci w Kościele, co źle postępują. W czasach rozbudzonych antykatolickich nastrojów prowokatorami podwójnymi. Lis, Urban, Palikot chcą mieć Kościół skoncentrowany na idei „prania brudów we własnych czterech ścianach”. To wyjątkowo wdzięczny obiekt nagonki" - punktuje Zaremba.

