Porażka socjalistów jest karą za 22-procentowe bezrobocie, stagnację, spadek dochodów, drastyczne cięcia i widmo ruiny. Nowy lider hiszpańskiej prawicy nie jest jednak kontrewolucjonistą jakiego potrzebuje dziś moralnie upadła Hiszpania. W żadnym innym europejskim kraju lewackie reformy nie poszły tak daleko. Masowe mordowanie dzieci nienarodzonych, przywileje dla gejów czy transseksualistów, zniszczenie więzi rodzinnych, prawa dla małp - to wszystko miało miejsce w do niedawna katolickim kraju. Czy nowy premier ma szansę to zmienić?  

 

Rajoy jest uważany za mocno wyważonego i spokojnego człowieka. Po ukończeniu jezuickiej szkoły i studiów prawniczych wstąpił on do prawicowego Sojuszu Ludowego, utworzonego przez byłego ministra z czasów frankistowskich Manuela Fragę. W wieku 26 lat Rajoy został deputowanym w parlamencie Galicii, a z czasem stał się zaufanym człowiekiem Jose Marii Aznara, premiera w latach 1996-2004. W 2003 r. Rajoy stanął na czele Partii Ludowej. Komentatorzy odbierają go jako umiarkowanego konserwatystę, który nie kwestionuje pewnych zmian w Hiszpanii.  "Po ojcu odziedziczyłem poszanowanie reguł, poczucie sprawiedliwości i dążenie do celu" - podkreślał Rajoy w autobiograficznej książce "W zaufaniu". Wydaje się, że Rajoy jest klasycznym przedstawicielem hiszpańskiej prawicy, która utorowała w pewnym stopniu drogę Zapatero. „Politycy Partii Ludowej, którzy teraz próbują przedstawiać się jako nadzieja katolików, sami jednak, zanim Zapatero doszedł do władzy, również realizowali – choć znacznie wolniej i ostrożniej – lewicowo-liberalne projekty obyczajowe. W ich wydaniu była to raczej stopniowa ewolucja niż gwałtowna rewolucja. Warto przypomnieć, że w Hiszpanii, która jest krajem federacyjnym, lokalne władze mają spore uprawnienia. I właśnie na poziomie lokalnym rządy, w których zasiadali politycy z Partii Ludowej, wprowadzały regulacje prawne przyznające przywileje małżeńskie (choć bez określania ich małżeństwami) parom złożonym z osób tej samej płci. Prawicowi premierzy wprowadzali ustawę dopuszczającą aborcję i tolerowali sytuację, gdy w Hiszpanii dokonywano ponad sto tysięcy aborcji rocznie, choć obowiązywało tam prawo o ochronie życia niemal identyczne z polską ustawą z roku 1993. Nic nie wskazuje też na to, aby sytuacja ta miała ulec zmianie. Partia Ludowa jest bowiem głęboko podzielona w kwestiach moralnych i religijnych. Część jej członków mówi wprost, że ugrupowanie jest wręcz dotknięte „wirusem zapateryzmu” i to w stopniu nie mniejszym niż Partia Socjalistyczna”- pisali w książce „Bitwa o Madryt” Grzegorz Górny i Tomasz Terlikowski.


 

W kampanii wyborczej Rajoy rzadko poruszał kwestie aborcji czy przywilejów dla gejów. Lewicowi dziennikarze robili wszystko by powiedział on, iż zamierza zdelegalizować „małżeństwa” homoseksualne. A gejowskie organizacje przez ostatnie miesiące robiły wszystko by udowodnić społeczeństwu, że zbliża się antygejowski totalitaryzm. "Jeśli znacie jakąkolwiek parę homoseksualną, która chce wziąć ślub przed wyborami 20 listopada i ma problemy ze swoim urzędem miejskim, ja im to załatwię z marszu" - napisał lewicowy burmistrz miasta Już José Antonio Rodriguez na Twitterze. Burmistrz oferował parom homoseksualnym z całego kraju zawarcie małżeństwa w ekspresowym tempie - by jak najwięcej z nich zdążyło przed listopadowymi wyborami parlamentarnymi. „Mobilizujemy się, prowadzimy kampanię informacyjną, uświadamiamy społeczeństwu, ile jest takich małżeństw w Hiszpanii. Prawo nie może działać wstecz. Jeśli Trybunał Konstytucyjny stwierdzi, że nie są sprzeczne z ustawą zasadniczą, PP będzie musiała je uznać” – mówił „Rzeczpospolitej" Mar Cambrollé z Państwowej Federacji Lesbijek, Gejów, Trans- i Biseksualistów (FELGBT). W Hiszpanii zawarto 24 tys. takich związków. Rajoy starał się więc nie zniechęcać zliberalizowanych przez Zapatero „konserwatystów”. Również w przypadku aborcji przyszły premier był niejednoznaczny. W jednym z wywiadów mówił, że jego rząd wróci do prawa z 1985 r. zezwalającego na aborcję tylko w razie gwałtu, ciężkiego uszkodzenia „płodu” lub zagrożenia dla życia lub zdrowia matki. W innym wywiadzie stwierdził zaś, że zamierza jedynie skorygowanie wprowadzonej w zeszłym roku ustawy, która pozwala na aborcję bez podania powodu w ciągu pierwszych 14 tygodni życia płodowego dziecka. Korekta ma polegać na wykreśleniu zapisu zezwalającego dziewczynkom od 17. roku życia na aborcję bez zgody i wiedzy rodziców. Nie wiadomo więc czy Rajoy używał takiej argumentacji tylko w kampanii wyborczej czy może rzeczywiście ma poglądy bliskie mainstreamowi europejskiej prawicy.


 

Najważniejsze jest jednak to, że Zapatero odchodzi w niesławie. Jego socjalistyczne rządy doprowadziły do krachu finansowego i gigantycznego bezrobocia wśród młodych ludzi. W tej chwili  46 proc. młodych Hiszpanów jest bezrobotnych, stopa ogólnego bezrobocia wynosi  21,5 proc. i jest dwukrotnie wyższa od średniej europejskiej. Agencja ratingowa Moody's może natomiast obniżyć rating Hiszpanii z Aa2 do Aa3. Również poziom zadłużenia hiszpańskich regionów jest niepokojący. Rajoy zapewne zabierze się w pierwszej kolejności za naprawę gospodarki, którą sprawny i odważny gabinet może zreformować. Gorzej jest niestety z rewolucją obyczajową, która zmieniła Hiszpanie na następne dziesięciolecia. Do ponownego „przekucia dusz” Hiszpanów nie wystarczy umiarkowany konserwatysta. Do tego potrzeba chyba już tylko boskiej interwencji. Hiszpania jest jednak przestrogą do czego może dopuścić dopuszczenie do władzy współczesnych jakobinów, którzy nawet z katolickiego kraju są w stanie zrobić pulsujące serce lewackiej rewolucji.

 

Łukasz Adamski